Od dwóch tygodni samorządowcy żyją reformą ordynacji wyborczej zapowiedzianą przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. W myśl nowych przepisów wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast mogliby sprawować swoje funkcje tylko przez dwie kadencje. Pomysł rodzi różne oceny, ma tyluż zwolenników, co przeciwników.
Pomysłodawcy wyjaśniają, że to pozwoli zerwać istniejące i uniknąć w przyszłości tworzenia się różnych klik i niejasnych układów. Zwolennicy tego rozwiązania argumentują, że jest ono stosowane w wielu krajach europejskich i to bynajmniej nie tych o standardach zbliżonych do Białorusi. Ja jednak się zastanawiam, czy w społeczeństwie demokratycznie dojrzałym takie ograniczenie jest potrzebne? Czy ludzie nie potrafią sami ocenić panujących i albo ich docenić, albo pokazać czerwoną kartkę? Mają przecież co cztery lata wybory, mają możliwość zorganizowania referendum, aby wójta czy burmistrza odwołać.Referenda jednak rzadko dochodzą do skutku, a jak już dochodzą to frekwencja jest niewystarczająca. Oczywiście nikogo zmusić do głosowania nie można, ale gdybyśmy w wyborach i ewentualnych referendach brali sprawy w swoje ręce, żadne dodatkowe zakazy nie byłyby potrzebne. Zamiast tego narzekamy, że wójt nic nie robi, radni to towarzystwo wzajemnej adoracji, a posłowie tylko o swoją posadkę się martwią, zamiast zajmować się problemami ludzi. A ludzie mają to wszystko wiadomo gdzie.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze