Nad ranem, 13 lipca, b.r. policja i Straż Leśna interweniowała na terenie pikiety prowadzonej przez ekologów z Inicjatywy Dzikie Karpaty. Policja zatrzymała czterech ekologów. Zostali przewiezieni na komendę w Przemyślu.
Aktywistki i aktywiści z IDK od 25 kwietnia 2021 blokowali zrywkę leśną na drodze między Makową a Arłamowem. Barakowóz, w którym ekolodzy mieszkali, namioty oraz banery mocowane na drzewach zostały przez służby leśnie z terenu pikiety usunięte. Przy zdejmowaniu namiotów z drzew pomagali członkowie GOPR. Na swojej stronie internetowej ekolodzy tak opisali zdarzenie: „13 lipca połączone siły policji, Lasów Państwowych i GOPR zniszczyły prowadzoną przez nas blokadę wycinki. 4 osoby zostały zatrzymane i zwolnione po 48h bez zarzutów. Kolejne osoby zostały zatrzymane i obarczone wyssanymi z palca zarzutami na demonstracji solidarnościowej w Warszawie. Przez ponad 800 dni trwał nasz pokojowy protest. Własnymi ciałami chroniłyśmy piękny fragment Puszczy Karpackiej, położony w sercu planowanego Turnickiego Parku Narodowego. Byliśmy tamą na drodze walca gospodarki leśnej niszczącej ostatnie lasy naturalne Polski i Europy. Ale to się nie podobało politykom zarabiającym kasę na wycinkach i ich podwładnym z Lasów Państwowych. Władza próbuje nas zastraszyć, ale my nie chcemy i nie możemy się ugiąć. Kochamy ten las i będziemy o niego walczyć. Będziemy też solidarnie wspierać się w walce sądowej o oczyszczenie z absurdalnych zarzutów.
Ekolodzy zaprzeczają jednoznacznie, że znalezione na terenie ich pikiety środki psychotropowe należały do nich. Uważają, że była to prowokacja.
– W związku z otrzymaniem przez Nadleśnictwo Bircza prawomocnej decyzji Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Przemyślu (…), Nadleśnictwo Bircza przystępuje do usunięcia samowoli budowlanej w postaci barakowozu, usytuowanego na działce ewidencyjnej nr 492, położonej w miejscowości Makowa, Gmina Fredropol. W ocenie PINB w/w obiekt, mieszczący się prawnie w kategorii budowli, stanowi samowolę budowlaną, z uwagi na brak uzyskania pozwolenia na budowę lub zgłoszenia faktu posadowienia obiektu na gruncie.
W związku z niewskazaniem inwestora, właściciela, sprawcy samowoli budowlanej, do jej usunięcia został zobowiązany zarządca nieruchomości, na której ją zlokalizowano, czyli Nadleśnictwo Bircza. Należy zaznaczyć, że przedmiotowe miejsce zlokalizowane jest w strefie nadgranicznej, w bliskiej odległości od granicy z Ukrainą, gdzie toczą się działania wojenne, co ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa Państwa – uzasadnia decyzję nadleśniczy Nadleśnictwa Bircza Zbigniew Kopczak.
Tydzień po interwencji policji i służb leśnych z 20 lipca, około siódmej rano, ekolodzy wznowili protest, blokując tym razem zrywkę leśną na wysokości Trójcy. Na miejscu pikiety zamontowali ponownie namioty i przykuli się do siebie w sposób, który wykorzystywali w wcześniejszych interwencjach policji i Służby Leśnej. Unikają jednoznacznej odpowiedzi, jak długo będą pikietować w nowym miejscu protestu. Na drzewach na terenie pikiety ponownie pojawiły się charakterystyczne namioty na linach.
Od ponad dwóch lat ekolodzy z IDK upominają się, między innymi, o powołanie Turnickiego Parku Narodowego, zaprzestanie na projektowanym terenie Parku dalszej wycinki drzew, ochronę bioróżnorodności tego terenu i bytujących tu zwierząt, m.in. niedźwiedzi, wilków, rysi, żbików, jeleni. Znajdują się tu także siedliska orla przedniego. Drzewostan pierwotnej Puszczy Karpackiej został mocno zdegradowany. Zdaniem leśników niewiele reliktów dawnej puszczy pozostało. W ocenie leśników są one przez Lasy Państwowe w sposób profesjonalny i metodyczny chronione.
Ekolodzy z kolei utrzymują, że powołanie Turnickiego Parku Narodowego jest niezbędne, właśnie dla ocalenia tych resztek. Ich opinię potwierdza Polska Akademia Nauk: „(turnickie lasy) są największym zwartym kompleksem o wykazanej ciągłości leśnej od 1780 roku”. Aktywiści z IDK nie zgadzają się też z opinią o negatywnym nastawieniem do nich społeczności lokalnej. Ich zdaniem niechęć do powołania Turnickiego Parku Narodowego wynika z tendencyjnego, politycznego sposobu prezentowania idei powołania parku. Prawnie powołanie parku narodowego uzależnione jest od zgody lokalnych gmin na terenie, których ewentualny park miałby powstać. Zarówno radni i władze Gminy Fredropol, jak i Gminy Bircza jednogłośnie są przeciwni powołaniu na ich terenie Turnickiego Parku Narodowego. Zdaniem władz gminnych funkcjonujące na terenie obu gmin rezerwaty w sposób wystarczający chronią przyrodę. Na podstawie prowadzonych analiz ich zdaniem powołanie TPN zdegraduje gospodarczo ich gminy.
Ekolodzy utrzymują, że wyjątkowy charakter dziedzictwa przyrodniczego i unikatowość tych terenów to jedna z nielicznych szans na ich ożywienie, także w kontekście ekonomicznym.
ARTUR WILGUCKI

Łukasz Synowiecki, uczestnik pikiety: - Tworzyliśmy to miejsce protestu przez ponad 2 lata, próbowaliśmy dialogu, ze strony Lasów Państwowych chęci dialogu nie było (…). Lasy Państwowe wybrały siłowe rozwiązanie, nie chcąc brudzić sobie rąk wysłużyły się policją. Argument, że na blokadzie były substancje odurzające jest absurdalny. To tylko pretekst żeby usunąć siłą protestujących. Nikomu nie postawiono zarzutów. (…) Policja wydała komunikat, że "ujawniono substancje, co do których istnieje podejrzenie, że są nielegalne". To nic nie oznacza, nie ma żadnego potwierdzenia, żadnej ekspertyzy. (…) Na naszej blokadzie sami kolektywnie wprowadziliśmy zasadę prohibicji - jedynymi używkami była kawa, herbata, niektóre osoby paliły tytoń w miejscu wyznaczonym. W sylwestrowe noce w drodze wyjątku otwieraliśmy szampana. Byliśmy tam bronić lasu, a nie imprezować.
Nadleśnictwo zasłania się tym, że realizowało nakaz rozbiórki wydany przez inspektorat budowlany. To nie był nakaz tylko decyzja. Decyzja, o którą nadleśnictwo zabiegało od ponad roku i czekało na jej wydanie z utęsknieniem. Lasy Państwowe chciały mieć jakikolwiek prawny punkt zaczepienia i w końcu go zdobyły. Rozbiórka zgodnie z obowiązującym prawem nie oznacza automatycznie siłowej eksmisji lokatorów i właśnie tutaj potrzebna była bajka z rzekomymi nielegalnymi substancjami, żeby policja siłą wyniosła protestujące osoby i można było w tym czasie zabrać barkowóz i cały nasz dobytek.
Odnośnie rzekomego zagrożenia naszym protestem dla obronności państwa brak mi słów żeby to komentować. Nasz barkowóz był bazą wypadową dla aktywistów Food Not Bombs z Wrocławia zaraz po tym jak wojska rosyjskie zaatakowały Ukrainę. W pierwszych dniach wojny wraz z nimi jeździliśmy na przejścia graniczne w Medyce, Korczowej i Krościenku gdzie rozdawaliśmy ciepłe posiłki uchodźcom uciekającym do Polski przed putiniowską agresją, przewoziliśmy uchodźców z Medyki do Przemyśla aby ułatwić im ewakuacje. Na miejscu naszego protestu zatrzymywały się samochody przewożące
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze