Reklama

Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle!

– Kobiety są silne, z uporem maniaka potrafią dążyć do celu. Nie poddajemy się w sytuacjach, w których niejeden mężczyzna powiedziałby dość – mówi Maria Jakubowska, prezes Stowarzyszenia Sołtysów Powiatu Przemyskiego, przez ponad 30 lat sprawująca funkcję sołtyski wsi Grochowce. Marzec do naszej rozmówczyni pasuje wyjątkowo, to miesiąc, w którym obchodzimy i Dzień Kobiet, i Dzień Sołtysa.

Co sprawiło, że wiele lat temu postanowiła Pani zostać sołtysem? W dodatku pierwszą kobietą sołtysem w gminie?

– Pochodzę z rodziny społecznikowskiej. Społecznie udzielali się moi rodzice, ja też – od kiedy pamiętam – czułam chęć pomagania ludziom i działałam na tym polu. A to w Radzie Rodziców, a to w związku zawodowym. Przez 16 lat pracowałam w firmie meblowej, konkretnie w sprzedaży i po skończonym urlopie wychowawczym zaproponowano mi, żebym została sołtysem naszej miejscowości. Obawy oczywiście były, bo miałam wtedy trzydzieści parę lat i byłam jeszcze młoda. Ale się zgodziłam i nie żałuję. Byłam pierwszą kobietą w gminie na tym stanowisku, więc właściwie przecierałam szlaki. Wtedy jakoś brakowało pań pełniących tę funkcję. Może wynikało to z przekonania, że mężczyzna lepiej sobie daje radę, ale z czasem i my, kobiety, zaczęłyśmy udowadniać, że potrafimy i obecnie wiele kobiet świetnie sprawdza się w tej roli. Czasy się zmieniły.

Po ponad 30 latach sołtysowania wsi Grochowce przekazała Pani pałeczkę mężczyźnie. Ciężko było podjąć taką decyzję?

– Mój następca jest młody, energiczny, był wiele lat w radzie sołeckiej, więc zna lokalne problemy i teraz to on przejął rządy. Nadszedł już czas, żeby powiedzieć sobie dość. To oczywiście nie była łatwa decyzja, bo lubię to, co robię. Działałam nie tylko tu, w naszej małej ojczyźnie, ale też w województwie i Krajowym Stowarzyszeniu Sołtysów, w którego zarządzie nadal jestem. Prezesuję też Stowarzyszeniu Sołtysów Powiatu Przemyskiego.

Reklama

Dawniej zaangażowanie w instytucje samorządu wiejskiego stanowiło domenę mężczyzn. Dziś kobieta sołtys to wcale nie rzadkość. Panie coraz częściej decydują się na start w wyborach. Czy kobiecie łatwiej niż mężczyźnie pełnić taką funkcję?

– Z jednej strony łatwiej, z drugiej trudniej. Jeżeli chodzi o życie codzienne, rodzinne, to nam kobietom jest pewnie trudniej, bo niejednokrotnie – by załatwić wiele spraw – trzeba zostawić dom i dzieci. Sama mam czworo, więc miałam się koło kogo kręcić w domu i czasem to były trudne wybory. Mężczyzna mniej się udziela w gospodarstwie domowym, ale z kolei bardziej fizycznie, więc w tym panowie mają przewagę, mogą – z racji predyspozycji i tężyzny fizycznej – więcej pomagać w różnych pracach na rzecz wsi. Choć pamiętam momenty, kiedy sama też chwytałam za szuflę i działałam, bo[paywall] energia mnie rozpierała (śmiech). To ważne, żeby dawać przykład innym, wówczas mamy szansę pociągnąć ludzi do działania.

Reklama

Kobiecie trudniej odmówić, kiedy przychodzi do urzędu załatwić jakąś sprawę dla swojej społeczności?

– Wydaje mi się, że my, kobiety, jesteśmy bardziej przebojowe. Jak nas wyrzucają drzwiami, to wchodzimy oknem. Przecież gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Coś jest w tym powiedzeniu. Zawsze dążymy do obranego celu i nie odpuszczamy. Dzięki temu najczęściej go osiągamy! Ja zawsze łatwo nawiązywałam kontakty, co mi pomagało w różnych kwestiach. Poza tym wiele ułatwia rozmowa, trzeba umieć z ludźmi rozmawiać. Sołtys ma być dla ludzi.

Reklama

 

Jakie jeszcze kobiece cechy, Pani zdaniem, ułatwiają paniom odnalezienie się w przywódczej roli?

– Jesteśmy chyba bardziej empatyczne. Szybciej reagujemy na cudze problemy. Głównie chodzi o takie kwestie jak pomoc społeczna. Ludzie, którzy potrzebują wsparcia w swoich problemach mają większą śmiałość do kobiet i szybciej zwrócą się do kobiety ze swoimi bolączkami niż do mężczyzny. Być może dlatego, że my – kobiety – zawsze podchodzimy do cudzych spraw z sercem. Jesteśmy bardziej uczuciowe, stąd umiemy lepiej współodczuwać. Panowie trochę inaczej przekazują tę swoją serdeczność. Pamiętam sytuacje, kiedy przychodziły do mnie po wsparcie kobiety, które w domu doświadczały przemocy. Myślę, że trudniej byłoby się im otworzyć w stosunku do mężczyzny. Kobiety coraz częściej stoją na czele wsi, ale też i różnych organizacji i świetnie sobie radzą.

Reklama

Jak udało się Pani przez lata godzić społecznikowskie zacięcie, czyli funkcję sołtysa, z obowiązkami rodzinnymi i prowadzeniem domu?

– To kwestia organizacji. My, kobiety, potrafimy sobie wszystko dobrze zorganizować. Mężczyzna najczęściej pochłonięty jest sprawami zawodowymi. My musimy dzielić czas tak, żeby ogarniać i dom, i pozostałe sprawy. Kiedy przez te ponad 30 lat zajmowałam się sołtysowaniem, było wiele spraw, którym się trzeba było poświęcić. I we wsi coś zrobić, i pojechać coś załatwić, i zorganizować spotkanie, i być na zjeździe czy szkoleniu, na którym można było podpatrzeć wiele dobrych praktyk i przenieść je na swoje podwórko. Ale ja zawsze tak układałam sobie plany, by to, czego nie zdążyłam zrobić w dzień, zrobić późnym wieczorem czy w nocy. W ten sposób sobie radziłam. Bo w domu trzeba było i posprzątać, i ugotować, i poprasować, i zająć się dziećmi. W miarę, kiedy rosły, było coraz łatwiej. Dużą podporą byli też dla mnie rodzice, z którymi mieszkaliśmy.

Reklama

Mąż był przychylny temu, żeby była Pani tak aktywna? Wspierał, kibicował czy raczej nie?

– Myślę, że tak. Oczywiście były też i momenty, kiedy miał dość, bo przecież był ze mną w tym wszystkim, a sołtysem jest się 24 godziny na dobę. Kiedy zaczynałam, to przecież nie było powszechnego dostępu do telefonu. Telefon był u sołtysa, więc siłą rzeczy miałam w domu takie małe centrum dowodzenia, kiedy we wsi coś się działo. Teraz już w formie żartu wspominam taką chwilę, kiedy na wyborach sołtysów wszyscy poparli moją kandydaturę, tylko mój mąż był przeciw (śmiech). Oczywiście z wiadomych względów. Chciał mieć w końcu żonę dla siebie.

Reklama

Dziś solidarność kobiet jest wyjątkowo zauważalna. Czy kobiety na wsi zawsze mogą liczyć na siebie nawzajem?

– Myślę, że tak. Udowadniamy, że potrafimy wiele zdziałać i role, których się podejmujemy, wykonujemy dobrze. Dzięki reaktywacji kół gospodyń wiejskich kobiety mają wspólne cele. To jest bardzo pozytywne, bo robią wspólnie wiele dobrych rzeczy. Są realizowane różne akcje, kursy, spotkania i pokazy. Panie bardzo chętnie się spotykają, angażują, mają przestrzeń do rozmów i wspólnych działań. Trochę niestety przeszkodziła nam pandemia.

Reklama

Zapytam przewrotnie: kobiety to słaba płeć?

– Nie zgodzę się. Kobiety są silne, z uporem maniaka potrafią dążyć do celu. Nie poddajemy się w sytuacjach, w których niejeden mężczyzna miałby już dość.

Jakie ma Pani marzenia i plany na dalszy etap życia?

Nie spoczywam na laurach. To że nie jestem już sołtysem, nie znaczy, że już nic nie będę robić. Na ile mi sił starczy i do kiedy będę mogła, będą ludziom pomagać, jeśli będą mojej pomocy potrzebowali. Ale mam teraz więcej czasu dla rodziny i z tego też chcę korzystać. W tej chwili mam pięcioro wnuków i nimi też chcę się nacieszyć. Najstarsza wnuczka idzie w tym roku do Pierwszej Komunii Świętej, a najmłodszy wnuczek ma 2 miesiące. Czuję się potrzebna.


ug
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    pp - niezalogowany 2021-03-07 19:34:29

    Pani Mario, dużo zdrowia. Wspaniała kobieta.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Heniek - niezalogowany 2021-03-08 01:05:45

    Chyba z Piątnicy no bo skąd 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości