Reklama

Jaki popyt, taki sklepik szkolny

23/07/2015 08:27

Wiadomo: małolatom najbardziej smakują produkty niezdrowe. Stąd kariera wszelkiej maści fast foodów, kolorowych napojów, chipsów oraz innych świństw. Jak podaje Instytut Żywności i Żywienia około 30 procent chłopców i ponad 25 procent dziewczynek w ostatnich klasach szkoły podstawowej ma nadwagę. Zbędne kilogramy prostą drogą prowadzą do schorzeń, na przykład cukrzycy czy chorób serca. Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie (dane za GW). Dlatego rząd zaproponował, aby od pierwszego września niezdrową żywność zastąpić jogurtami, kanapkami na razowym chlebie, sokami, źródlaną wodą. Brzmi pięknie i, daj Boże, oby z takim asortymentem szkolne sklepiki przeżyły przynajmniej jeden rok szkolny.

Poważne wątpliwości mają nie tylko ich właściciele, ale stowarzyszenia biznesowe, poddające w wątpliwość sens aż tak głębokiego ingerowania rządu w relacje klient – przedsiębiorca. Wszyscy mają swoje racje. Właściciele sklepików szkolnych jeżeli nawet będą przestrzegać zdrowego asortymentu, nikt nie zabroni dzieciakom zaopatrywać się w takowe gdzie indziej. Jednocześnie szkoła powinna uczyć zdrowego stylu życia. Dyrektorzy muszą więc mięć stosowne przepisy. Koło się zamyka. Do całej sytuacji tak naprawdę dopuściliśmy my – rodzice. Bo nawyki żywieniowe latorośle wynoszą z domu. Ale łatwiej winić za różne rzeczy wszystkich i wszystko, tylko nie siebie. Parę lat żyję na tym świecie i wiem jedno: nikt nas nie wyręczy w wychowaniu dzieci: ani żaden rząd, szkoła (nawet najlepsza), przepisy prawa (nawet drakońskie, o ile ktoś do takowych tęskni).
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości