Daniel przez ostatnie dwa lata tułał się po Europie, ale jakoś nigdzie dłużej nie zagrzał miejsca. Głównym powodem było jego specyficzne podejście do świata. Na przykład uważał, że jako przedstawiciel białej rasy nie będzie się zrywał o piątej rano, żeby zdążyć do pracy, a wszystkie poniedziałki powinny być wolne, żeby człowiek mógł odpocząć po weekendzie. Ostatnio próbował szczęścia w Holandii, gdzie jak zwykle obracał się w środowisku rodaków. Coś nie wyszło z jakimś interesem i Daniel wisiał znajomym parę tysięcy euro.
Kiedy wierzyciele naciskali coraz bardziej, sugerując, że może mu się przytrafić jakieś nieszczęście, zwinął manatki i wrócił w rodzinne strony, licząc, że w podkarpackiej wiosce nikt go nie znajdzie. Niestety, nie wziął pod uwagę tego, że żyjemy w globalnej wiosce i informacje krążą szybciej od światła. Pod koniec kwietnia Daniel wybrał się do modnej w całej okolicy dyskoteki. Tam doszło do niewielkiego incydentu z jego udziałem. Kilku gości pokłóciło się przed wejściem do lokalu. Jak to teraz bywa, ktoś z boku nagrał komórką całą szarpaninę i kilkanaście minut później wrzucił filmik na Facebooka. Nagranie trwało niecałą minutę, ale było na tyle zabawne, że szybko rozeszło się po sieci. Przypadek sprawił, że obejrzał je jeden z holenderskich znajomych i bez trudu rozpoznał na nim Daniela, a następnie szybko podzielił się tą informacją z pozostałymi. Razem uradzili, że teraz, kiedy już wiadomo, gdzie ukrywa się dłużnik, warto by było go trochę przycisnąć, żeby, choć na raty, ale oddał kasę. Ponieważ jeden z nich miał w planie spędzić urlop w kraju, podjął się zrealizowania karnej ekspedycji, tym bardziej że mieszkał niecałe dwieście kilometrów od wioski Daniela.
Któregoś pięknego dnia Daniel wybrał się na piwo do miejscowego baru. Po drodze spotkał go kolega i poinformował, że przed chwilą koło sklepu zatrzymało się auto na holenderskich blachach i jakiś facet rozpytywał o niego. Daniel w mig skojarzył, o co chodzi i przeczuwając, czym to się może skończyć, poprosił kolegę, żeby mu towarzyszył, bo grozi mu niebezpieczeństwo. Po drodze dołączył jeszcze jeden kolega. W tej sytuacji jednoosobowa ekspedycja karna nie miała szans. Pod sklepem doszło do bójki. Ktoś wezwał policję i Daniel z kolegami trafili na dołek, a holenderski wysłannik do lekarza na obdukcję. Teraz Daniel, oprócz wierzycieli, ma na karku wymiar sprawiedliwości, tylko że już nie bardzo ma gdzie uciec.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze