Reklama

Końca galopady cen nie widać. Wzrosły o 5,9% w stosunku do roku ubiegłego

26/10/2021 18:18

O 5,9 procent wzrosły ceny w Polsce w stosunku do roku ubiegłego – tak mówią statystki GUS. Choć według danych podawanych przez tę agendę na Podkarpaciu wzrost cen i tak jest jednym z najwolniejszych w kraju, wszechobecną drożyznę coraz mocniej odczuwamy w portfelach. Skąd wzięły się wysokie ceny, kiedy skończy się ich galopada i jakie mogą być tego konsekwencje?

Poziom inflacji dobił do punktu, w którym nie był od ponad 20 lat. Najwyższy skok cen dotyczy, co nie jest chyba żadnym zaskoczeniem, cen paliw. Te wzrosły o niemal 30 procent w stosunku do ubiegłego roku. Poważny jest też wzrost cen energii (7,2 procent) oraz żywności (4,4 procent). To tylko część problemów. Jak się bowiem okazuje, coraz więcej wydajemy na żywność. Koszty produktów spożywczych pochłaniają już blisko 28 procent naszych wydatków i jest to wskaźnik najwyższy od 5 lat. Rośnie też procent wydatków gospodarstw na utrzymanie mieszkania (choć do rekordowych poziomów jeszcze trochę brakuje) i używek akcyzowych (alkohol i wyroby tytoniowe stanowią 7 procent naszych wydatków). Z tzw. koszyka inflacyjnego GUS przebija też inny trend. Wobec wyższego udziału wydatków, które nazwać można by bytowymi, zmniejsza się udział wydatków świadczących o naszym ekonomicznym dobrobycie[paywall]. Bez dwóch zdań trzeba brać poprawkę na sytuację epidemiczną, ale i tak niepokoić może fakt, że wydajemy sporo mniej niż choćby rok temu na rekreację i kulturę, wyjścia do restauracji i pobyt w hotelach czy na edukację.

 

Reklama

Chudsze portfele

6 procent w skali roku i około 0,7 procent w skali miesiąca nie wydaje się katastrofalnym wzrostem. W jednym z zaprzyjaźnionych sklepów poprosiliśmy o sprawdzenie, jak w ciągu roku kształtowały się ceny najpopularniejszych produktów. Co ciekawe mniej niż przed rokiem zapłacilibyśmy za kilogram schabu. Masło, ryż i mąka kosztują mniej więcej tyle samo co przed rokiem. O 15 groszy podrożała woda mineralna, o 20 groszy poszło w górę mleko, o 30 cukier. Sporo podrożało pieczywo, za 600-gramowy bochenek płaciliśmy przed rokiem 3,65 zł, a teraz wydamy na ten sam chleb około 4,25 zł. Prawdziwe uderzenie obuchem to cena oleju rzepakowego. Rok temu za jego litr trzeba było zapłacić 6,59 zł, teraz w naszym sklepie kosztuje 8,99, ale to cena promocyjna, normalnie za tę butelkę trzeba będzie zapłacić około 11 – 12 zł, a więc niemal o 100 procent więcej. Ta drastyczna podwyżka wynika z faktu, że rzepak na świecie nie obrodził, wprawdzie w Polsce rolnicy nie mogą na zbiory tego zboża narzekać, ale swoje nadwyżki sprzedają na rynkach światowych, a to winduje cenę. Sytuacja ta może jeszcze potrwać, ale czy ceny oleju spadną, kiedy sytuacja się unormuje, tego nie możemy być pewni. Skąd jednak poczucie, że dobija nas drożyzna? Cóż, wyjaśnień może być kilka. Sprzedawcy mówią o tym, że ceny wariują, raz drożeje jeden produkt, za chwilę inny i nawet, jeśli w dłuższym wymiarze zmiana nie jest drastyczna, to okresowo za koszyk zakupów możemy płacić dużo więcej. Co więcej, choć premier i dyrektor banku centralnego przekonują, że wszystko z inflacją jest okej, dopóki wraz ze wzrostem cen rosną nasze zarobki, to jednak trzeba zauważyć, że nie każdemu rosną, a jeśli rosną, to nie zawsze w odpowiednim tempie. Mało tego, skutki inflacji najmocniej odczuwają najbiedniejsi, a według danych GUS w porównaniu do reszty kraju na Podkarpaciu zarabiamy lepiej, i to zaledwie o statystyczną złotówkę, tylko od mieszkańców warmińsko-mazurskiego, ale już np. o 750 zł brutto mniej niż mieszkańcy sąsiedniej Małopolski. Nic więc dziwnego, że wraz z podwyżkami nasz portfel jakby nieco chudnie.

– Kolejnym czynnikiem, mającym wpływ na inflację, są drożejące, także na świecie, surowce rolne, to zjawisko spowodowane jest w dużej mierze zmianami klimatycznymi, a to w konsekwencji ma wpływ na wzrost cen żywności, np. produktów tłuszczowych, mięsa i nabiału – dodaje. – Do tego widoczne są wciąż skutki pandemii, w szczególności odbijające się na wzroście cen przewozu surowców i materiałów do produkcji – uzupełnia.

Prognozy nie napawają optymizmem

Niestety końca galopady cen nie widać. Ceny paliw na razie nie spadają, po raz kolejny jeszcze w tym roku będzie drożeć gaz, a mówi się, że podwyżki cen prądu mogą sięgnąć nawet 40 procent. To odbije się na wszystkich gałęziach produkcji, ale i na cenach. Swoje obawy dorzucają rolnicy. Stanisław Bartman, prezes zarządu Podkarpackiej Izby Rolniczej zauważa, że sytuacja w rolnictwie jest dramatyczna i wiele gospodarstw stoi na granicy bankructwa. Według jego słów wzrost cen na sklepowych półkach nie przełożył się na wzrost cen skupu produktów rolniczych. – Kiedy po żniwach kwintal pszenicy sprzedawałem, cieszyłem się, bo cena była o jakieś 30 procent wyższa niż przed rokiem, teraz zakładam planację, bo trzeba posiać pszenicę, żeby za rok ją zebrać, pojechałem po nawozy, a te zdrożały o 300 procent – wylicza, podkreślając, że to nie wróży niczego dobrego. Podobnego zdania jest T. Kożak-Siara. – Dynamiczne wzrosty cen nie wskazują na krótkotrwałe, jednorazowe przyczyny, raczej będziemy mieć do czynienia z utrwaloną sytuacją w zakresie cen tych strukturalnych czynników, co może oznaczać, że w swoich decyzjach zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci muszą w perspektywie przyszłego roku liczyć się ze wzrostem poziomu cen – ocenia, podkreślając, że na rynki ma też wpływ niepewność związana z pandemią.

Reklama

 

Niewiele narzędzi

Czy jest światełko w tunelu? Jak się okazuje, powodów do optymizmu brak. – Kryzys, o którym mówi się od początku pandemii, czyli od marca 2020 roku, już nas dotknął, gdyż nasza gospodarka bardzo wyraźnie spowolniła – zauważa T. Kożak- Siara. Instrumentów, by temu przeciwdziałać, też jest niewiele. – Jedyne działania i narzędzia, które mogą mieć zastosowanie w ramach funkcji rządu, to manipulowanie podatkami, ale w konsekwencji doprowadzi to do obniżenia wpływów do budżetu państwa – zauważa, dostrzegając, że wpływ na poprawę sytuacji może mieć Rada Polityki Pieniężnej i  ewentualne podwyższenie stóp procentowych, ale to z kole sprawi, że droższe będą kredyty. –  Najważniejszym celem w obecnej sytuacji jest podtrzymywanie aktywności gospodarczej, aby zapewnić zrównoważony wzrost gospodarczy oraz reagowanie na zmiany zachodzące na rynku pracy – ocenia. Czy odpowiedzią na to zagadnienie może być Polski Ład, przekonamy się, miejmy nadzieję, że niezbyt boleśnie, niebawem.


pac
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama