Jeden miesiąc, a tyle się zmieniło. Na przykład okazało się, że jesteśmy wspaniali, co nawet potwierdza cała Europa. Z sąsiedniej Ukrainy przyjęliśmy ponad dwa miliony wojennych uchodźców. Zaopiekowaliśmy się nimi, nakarmiliśmy, zaprosiliśmy do domów albo tam, gdzie udało się przygotować jakieś miejsca do spania. Zorganizowaliśmy dla nich transport i najpotrzebniejsze rzeczy. Wszystko bezinteresownie, w imię miłości bliźniego.
W momencie, kiedy na Ukrainę spadły pierwsze rosyjskie rakiety i pierwsi uchodźcy dotarli do granicy, ruszyła fala dobroczynności. Wystarczyło popatrzeć na zaangażowanie tysięcy wolontariuszy, którzy na okrągło, przez dwadzieścia cztery godziny pomagali uchodźcom, jak mogli.
Wczorajsi antagoniści w żółtych kamizelkach wolontariuszy pracowali ramię w ramię, pomagając tysiącom ukraińskich kobiet i dzieci. Zakonnice i duńscy aktywiści, policjanci i strażacy, wszyscy razem.
Cel był jeden – pomoc dotkniętym wojną.
Uaktywniły się najróżniejsze stowarzyszenia i organizacje, a na końcu politycy, którzy stawali wyprężeni na tle przejścia granicznego i przez trzy minuty mówili do kamer albo pozowali nad kotłem, w którym gotował się ukraiński barszcz. Jeden wielki ogólnonarodowy zryw. Nie pierwszy, którego historia nam nie zapomni.
Mija czwarty tydzień wojny na Ukrainie. Emocje powoli opadają, ale jednocześnie staliśmy się fachowcami od wojny. Wiemy, czym się różni rakieta hipersoniczna od wyrzutni Grad i znaleźliśmy na mapie, gdzie leży Czernichów. Jeżeli nie oglądamy rosyjskiej telewizji, to wiemy, ile tysięcy czołgów stracili Rosjanie albo jak wygląda bombardowany Mariupol, który teraz przyrównywany jest do Guerniki, Allepo czy Stalingradu.
Jednak telewizja nie pokaże tego, co przeżyli uchodźcy. Tylko powstańcy warszawscy pamiętają dźwięk syren ogłaszających nalot i bombardowanie i dlatego życzą Ukraińcom wytrwałości.
Tymczasem w sieci już można znaleźć przykłady kampanii dezinformacyjnej, mającej zniechęcić Polaków do pomocy uchodźcom. Przykładem może być plotka o tym, że największe w Przemyślu centrum recepcyjne w pomieszczeniach byłego Tesco zagraża nam i musi być zlikwidowane albo o tym, że do szpitali i przedszkoli przyjmują tylko dzieci ukraińskie.
To nic, że plotkę zdementowano, pewnie jakaś część jej odbiorców zacznie powątpiewać w sens pomagania i właśnie o to komuś chodzi. Dlatego warto pomyśleć, zanim przekaże się dalej niesprawdzoną wiadomość.
JS
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze