Spokojnych, pełnych miłości, pojednania... życzyli sobie jarosławscy radni już dwa tygodnie przed świętami. Wtórował im burmistrz. Było ciepło i przyjaźnie. Przynajmniej tak się mogło wydawać obserwującym koniec miejskiej sesji. Patrząc na całość obrad, na wcześniejsze posiedzenia władz miejskich, przychodzi na myśli hipokryzja, bo spokoju i pojednania nie ma zarówno wśród samych radnych, jak i na styku szacownej rady z burmistrzem.
Nawet rajcowie w obrębie jednej opcji partyjnej nie potrafią się porozumieć i mamy klub PiS, potem dwa kluby PiS, by ostatecznie mieć PiS i Prawicę.Ostre ataki albo obstrukcja. Kłótnie albo ciche torpedowanie. Wojny i wojenki, ale na twarzach najczęściej przyjacielski wyraz, a w słowach zapewnienia, że czynią to tylko dla dobra ogółu.
Może zamiast życzeń, których spełnienia nikt się nie spodziewa, powiedzieliby sobie w oczy, o co im właściwie chodzi, a potem wzięli się do solidnej roboty. Wzniosłe, ale puste tyrady miasta nie rozwiną. Przekonaliśmy się o tym wielokrotnie.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze