Letni sezon muzyczny na zamku zakończył się mocnym akcentem. Ze świetnym koncertem wystąpił legendarny zespół „The Animals & Friends”.
Animalsi powstali w 1963 roku i od razu zdobyli ogromną popularność. Kiedy rok później ich płyta trafiła z Zachodu do Polski, tysiące posiadaczy[paywall] gitar uczyło się chwytów i na prywatkach czy przy ogniskach jak kraj długi i szeroki rozbrzmiewał legendarny utwór „Dom wschodzącego słońca” (The House of the Rising Sun). Łagodny rock o psychodelicznym zabarwieniu podbił serca milionów słuchaczy. Potem były inne przeboje: „We Gotta Get Out Of This Place”, „Boom Boom”, „Don’t Let Me Be Misunderstood”. Zespół w pierwotnym składzie przetrwał kilka lat. Później składy zmieniały się wielokrotnie, ale styl muzyki pozostał i z czasem stał się legendą.
W czwartek, 31 sierpnia, na zamkowym dziedzińcu w pięknej plenerowej scenerii dla przemyślan, z których wielu pamiętało tamte czasy zagrał „The Animals & Friends” w składzie: John Steel – perkusja (ur. 04.02.1941 r.), w zespole od samego początku istnienia, czyli od 1963 r., Mick Gallagher – instrumenty klawiszowe (ur. 29.10.1945 r.), w zespole od 1965 r. oraz pozostali dwaj członkowie zespołu, muzycy młodszej generacji Danny Handley – gitara, wokal oraz Roberto Ruiz – gitara basowa. Już przy pierwszych dźwiękach utworu z pogranicza rocka i bluesa publiczność „załapała” klimat i trwało to do końca koncertu zakończonego legendarnym „The House of the Rising Sun”, który wielu odbiorcom przypomniał lata ich młodości.

fot.Jacek Szwic
Koncert „The Animals & Friends” wielu odbiorcom przypomniał lata ich młodości.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jak na takim koncercie można siedzieć? To nie film w kinie, tylko koncert rockowy, kto wymyślił te krzesełka? :D
Tylko szkoda, że piszecie o tym post factum, bo w sumie wybrał bym się na ten koncert, jednakowoż, jeżeli był niebiletowany. A The Animals jest w sumie jak dla mnie w pierwszej trójce bandów powstałych w latach sześćdziesiątych zaraz po Beatlesach oraz The Who, ale przed Stonsami.
Dokładnie tak, tylko dlaczego się dziwisz jak tak spora pula biletów trafiła do niby ,,organizatorów" czyt. Urząd Miasta wraz z rodzinami, PGM itp. Obserwując zdjęcia z tego typu koncertów organizowanych przez PCNiK Zamek oraz Urząd Miasta zaobserwować można te same twarze
I ta "zacna" publicznosc na zdjeciu - masakra!!!
Jak na takim koncercie można siedzieć? To nie film w kinie, tylko koncert rockowy, kto wymyślił te krzesełka? :D
Tylko szkoda, że piszecie o tym post factum, bo w sumie wybrał bym się na ten koncert, jednakowoż, jeżeli był niebiletowany. A The Animals jest w sumie jak dla mnie w pierwszej trójce bandów powstałych w latach sześćdziesiątych zaraz po Beatlesach oraz The Who, ale przed Stonsami.
Dokładnie tak, tylko dlaczego się dziwisz jak tak spora pula biletów trafiła do niby ,,organizatorów" czyt. Urząd Miasta wraz z rodzinami, PGM itp. Obserwując zdjęcia z tego typu koncertów organizowanych przez PCNiK Zamek oraz Urząd Miasta zaobserwować można te same twarze