Ostatnie krwawe wydarzenia w Paryżu skłaniają do głębokiej refleksji. Choć brzmi to jak banał, tak to właśnie jest. Dopiero kiedy coś dramatycznego się wydarzy, wszyscy zaczynają o tym myśleć i mówić. Pojawiają się nowe pomysły i cudowne recepty.
Kiedy forsuje się używanie surowych środków i metod – oburzają się obrońcy praw i wolności obywatelskich. I odwrotnie. Gdy postuluje się więcej luzu, krzyk podnoszą zwolennicy ostrego kursu, twierdząc, że zbyt duża swoboda daje większe pole do popisu złoczyńcom. To jest tak, jak z tą krótką kołdrą. Podciągniesz pod szyję, bo marzniesz, to odsłonisz nogi, które zmarzną. Przykład ten najlepiej oddaje ów szczególny ambaras. Wypadki w Paryżu pokazały to bardzo wyraźnie. Efekt jest konkretny. Izolacja, kontrola, inwigilacja. Obywatele pod kontrolą, zamknięcie na świat. Przy okazji – odebranie radości życia. Zrozumiałe, kiedy takie środki stosowane są w imię bezpieczeństwa. Gorzej, kiedy czasami służą tylko utrzymaniu władzy, a bywa i tak. Przestrzeń między wolnością a przymusem jest obecnie na nowo definiowana.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze