Jak co roku na początku sierpnia, tematem numer jeden w polskich życiu publicznym staje się powstanie warszawskie. Wiele lat temu informacje na temat powstania dozowane były przez komunistyczne władze bardzo oszczędnie, a już na jakiekolwiek uroczyste obchody rocznic trudno było liczyć. Po przełomie 1989 zmieniło się podejścia państwa i społeczeństwa do historii, obok oficjalnych uroczystości pojawiły się też dość rzeczowe dyskusje historyków na temat sensowności zrywu.
Zapomina się o podziemnych szkołach średnich (a było ich ok. 2 tysięcy w Polsce), które z narażeniem życia organizowali nauczyciele, a do których wbrew zakazom uczęszczali uczniowie. Zapomina się o podziemnych uniwersytetach, które wykształciły blisko 10 tysięcy studentów. Zapomina się o podziemnym rynku wydawniczym, który wypuścił setki tysięcy egzemplarzy broszur i czasopism (za które płacono, choć były nielegalne). Zapomina się o tym, że utrzymanie narodowej tożsamości było możliwe właśnie dzięki takim edukacyjnym i kulturowym działaniom. To na nich wykształcili się późniejsi powstańcy.
Zapomina się też, że owo Polskie Państwo Podziemne tworzyli ludzie o różnych poglądach politycznych, że do pokolenia Kolumbów należeli narodowiec Gajcy i socjalista Baczyński (i obaj tak samo w powstaniu zginęli). Że nie z „lewacką zarazą” walczyli (jak był łaskaw wyrazić się niedawno ktoś), ale z realnym wrogiem, zagrażającym życiu jednostek i całego społeczeństwa. Ale gdy o tym wszystkim zapominamy, to wtedy atrakcyjny mit zastępuje wiedzę, a dzięki temu łatwo możemy ulec nawet najbardziej prostackiej manipulacji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze