Reklama

Musi śmierdzieć? Nie ma rady? Na pola w gminie Wiązownica trafiają osady ściekowe z podrzeszowskich gmin

23/12/2020 17:57

Mieszkańcy gminy Wiązownica za pośrednictwem radnych skarżą się, że na okoliczne pola w dużych ilościach ktoś wywozi podejrzane, cuchnące substancje. W sprawie pojawiło się sporo domysłów odnośnie tego, kto i dlaczego „psuje” powietrze m.in. w Zapałowie i Ryszkowej Woli. Coraz więcej jest głosów, by śmierdzący proceder przerwać, jednak – jak ustaliliśmy – niewiele da się zrobić, bo wszystko odbywa się w zgodzie z literą prawa.

O tym, że coś jest na rzeczy, informowali radni Bogusław Socha i Paweł Wiśniewski z Zapałowa jeszcze pod koniec listopada, na sesji rady gminy. Jak wówczas podawali, w ich okolicy ciężarówki wyładowane cuchnącą substancją kursowały bardzo często, nawet kilka razy dziennie. Intensywność procederu zmalała wraz z zakończeniem sezonu rolniczego.

– Jeszcze dwa, trzy dni po sesji były tam transportowane te odpady – przypomina sobie Paweł Wiśniewski, więc można ustalić, że zjawisko ustało jeszcze na przełomie[paywall]  listopada i grudnia.Odpady, o których mówi radny, mają przykrą właściwość: „psują” powietrze.

– My tu przede wszystkim czujemy, co to jest. To jest momentami tak śmierdzący fetor, że taki zwykły obornik to jest przy tym nic – opisuje obrazowo nasz rozmówca. – To odór padliny – precyzuje.

Smrodek potrafi doskwierać. Dlatego radni w imieniu mieszkańców próbowali interweniować w sanepidzie, w WIOŚ, w gminie, nawet na policji. Póki co bezskutecznie. Wszyscy rozkładają ręce.

– Niestety jest to poza gestią samorządu gminnego – podkreśla wójt Marian Ryznar, który już podczas listopadowej sesji podkreślał, że problem jest mu znany, ale ma niewielkie pole manewru.

– Nie my wydajemy zgodę na rolnicze wykorzystanie odpadów, możemy się temu tylko przyglądać – zaznacza wójt. Jak podkreśla, substancje tego typu mają być biodegradowalne, dopuszczone do użytku rolniczego i powinny być przeorane w ciągu 24 godzin, co w praktyce bywa trudne do wyegzekwowania. Radny Wiśniewski zauważa jeszcze jeden aspekt całej sytuacji.

– Nie wiem, czy ktoś zarabia dodatkowo z tego tytułu, że pozwoli wywieźć to na swoje pola, nie wiem, czy gmina ma z tego profity, rolnicy mają na pewno nawóz za darmo. Plonom to pomaga wzrastać, ale co tam jest, tego tak naprawdę nie wie nikt, bo nikt tego jeszcze u nas nie badał – dywaguje radny.

 

Reklama

Wszystkie nitki prowadzą do Leżachowa

Co zatem trafia na pola w gminie Wiązownica i coraz wyraźniej przeszkadza mieszkańcom z terenów rolniczych? To odpady. Najpewniej z oczyszczalni ścieków. Skąd pochodzą?

W rozważaniach na ten temat pojawiły się dwa źródła: oczyszczalnia ścieków gminy Lubienia i zlokalizowany w powiecie rzeszowskim oddział jednej z wiodących na rynku spółdzielni mleczarskiej. Jak jednak ustaliliśmy w rozmowach z przedstawicielami obu podmiotów, żaden nie zagospodarowuje odpadów ze swoich oczyszczalni we własnym zakresie. Zleca te zadania firmie zewnętrznej.

A tu wszystkie nitki prowadzą do zakładów New Kom Eko z Leżachowa. Do znanego producenta nawozów organicznych zwróciliśmy się zatem z zapytaniem o to, co konkretnie trafia na pola, czy substancja ta jest bezpieczna i w jaki sposób prowadzona jest kontrola nad jej składem.

 

Reklama

Choć śmierdzi, to ma być bezpieczne

W odpowiedzi otrzymaliśmy pismo podpisane przez Piotra Ciąpałę, prezesa zarządu spółki. Czytamy w nim, że „New Kom Eko sp. z o.o.  na podstawie obowiązujących przepisów prawa dokonała do dnia 31.10.2020 r. zagospodarowania metodą odzysku R10 komunalnych osadów ściekowych o kodzie 19 08 05 w ilości 271,480 Mg pochodzących z oczyszczalni  ścieków w Siedliskach, należących do gminy Lubienia”.

Prezes spółki zaznacza, że cały proceder jest legalny i bezpieczny. „Rolnicze zagospodarowanie osadu jest procedurą zgodną z przepisami prawa i odbywa się pod nadzorem WIOŚ i nie stanowi zagrożenia dla stanowiska naturalnego – twierdzi prezes, kwestię badań substancji wywożonych na pola w gminie Wiązownica pozostawiając bez odpowiedzi.

W piśmie skierowanym do redakcji P. Ciąpała zauważa jednak także, że odpady „mogą być uciążliwe ze względu na wytwarzające się przy tej okazji tzw. odory zapachowe”. Co znamienne większość pisma odpowiadającego na pytanie dotyczące problemu w Wiązownicy stanowi informacja o tym, że zakłady New Kom mogłyby w większym zakresie korzystać ze swoich nowoczesnych instalacji przetwórczych, co w domyśle ma chyba oznaczać, że mniej budzących kontrowersje, śmierdzących, substancji trafiałoby bezpośrednio do rolników.

Ile w tym troski o mieszkańców gmin, na których terenie firma prowadzi swoją działalność, a ile wywarcia presji na samorząd do wydania korzystnych dla spółki decyzji – nie sposób powiedzieć. Wiele jednak wskazuje na to, że problem uprzykrzającego życie zwykłym ludziom odoru rolniczego zagospodarowania osadów ściekowych, nie tylko w gminie Wiązownica, szybko nie zniknie.


pac
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Roman - niezalogowany 2020-12-23 21:17:42

    Ten komu śmierdzi niech się wyprowadzi do miasta . Albo niech zatka sobie kanalizację i robi pod siebie !

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Sąsiad - niezalogowany 2020-12-23 21:59:59

    Prawdopodobnie jest to poferment z biogazowni.Po wykiprowaniu wg. prawa powinno być to świństwo, urzyźniające glebę odrazu przeoranr. Jeśli leży i nie orają pola łamią prawo.Zobaczycie latem co będzie, muchy was zjedzą.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2020-12-24 08:21:50

    Zgodzę się z tym że urzyznia glebę i powinno być od razu przeorane lecz nie do końca prawda że late muchy zjedzą. Do lata zrobi się. Tego pruchnica bez żadnego smrodu. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama