Na plaży lepiej, żeby zostawali susi, niekiedy jednak muszą w tłumie głosów wyłowić ciszę jednej osoby, rzucić na szalę swoje życie, by uratować cudze, czasem udzielić dobrej rady, kiedy indziej odegrać rolę złego policjanta i postawić stanowczy zakaz. Ratownicy wodni, bo o nich mowa to cisi bohaterowie, dbający o bezpieczeństwo naszego wypoczynku. O kulisach ich pracy i grzechach, jakie popełniamy nad wodą, rozmawiamy z jednym z nich – Pawłem Kruszyńskim, ratownikiem na plaży miejskiej nad zalewem ZEK w Radymnie.
Jakie są największe grzechy plażowiczów z punktu widzenia ratownika wodnego?
Paweł Kruszyński: Przede wszystkim powiedziałbym, że lekkomyślność i brawura. Ludzie często, mimo że znają swoje możliwości, płyną dalej niż mogą. Na drugim miejscu postawiłbym alkohol, bo zdarzają się tacy, którzy po spożyciu wchodzą od wody, a to nie jest zbyt mądre. Trzecią rzeczą jest niedocenianie upału i samej wody. To jest żywioł, którego nie należy lekceważyć, nawet mimo największych umiejętności może się przytrafić coś zaskakującego[paywall], jak choćby skurcz
Na filmach najczęściej tonący krzyczy, wierzga, robi dużo hałasu, ale rzeczywistość odbiega chyba od tych przedstawień?
Tonięcie to jest raczej cichy proces. Tonący przede wszystkim stara się złapać oddech, niż krzyczeć i wołać o pomoc. Jeśli spostrzeżemy takie zachowanie u kogoś kąpiącego się trzeba po prostu wezwać ratownika
Bycie ratownikiem to niełatwe zajęcie… najpierw trzeba zrobić kursy, potem mieć oczy do dokoła głowy, a na koniec albo grać rolę złego policjanta ograniczającego zabawę, albo ryzykować życie. Proszę powiedzieć o kulisach tej pracy.
Żeby zostać ratownikiem, rzeczywiście trzeba przejść kilka szkoleń. Trzeba mieć kurs ratownictwa wodnego, kwalifikowanej pierwszej pomocy. Do pracy jest potrzebny jeszcze trzeci kurs związany z wodą czyli na przykład instruktora pływania albo sternika motorowodnego, ewentualnie kurs płetwonurka. Dyżur trwa 9 godzin, może się zdarzyć, że na plaży jest 200 i więcej osób. Może to wyglądać, że tylko siedzimy i rozmawiamy, ale to tylko pozory, bo ciągle musimy zachować czujność, zwracać uwagę na wszystkie niebezpieczeństwa. To wymagające i przy upale może być męczące, czasem też niezbyt przyjemne, bo trzeba komuś stanowczo powiedzieć „Pan już dziś do wody nie wejdzie”.
Łatwo wytypować plażowiczów, którzy mogą stworzyć niebezpieczną sytuację?
Różnie. Staramy się obserwować, to jak ktoś radzi sobie w wodzie. Zdarzają się tacy, którzy starają się dopłynąć do tych żółtych boi, a potem rozpaczliwie chwytają się ich by sobie odpocząć, a później wracają. Wtedy siłą rzeczy skupiamy na nich uwagę, ale też nie zapominamy o reszcie kąpieliska.
Mówi się że dobry ratownik to suchy ratownik. Jak to z waszą pracą jest: interwencje zdarzają się często, czy jednak ważniejsza jest prewencja?
Staramy się działać głównie prewencyjnie, dlatego mamy niewiele akcji, w których musimy wchodzić do wody po kogoś. W tym sezonie nie zdarzyło nam się, żebyśmy musieli kogoś wciągać na brzeg i mam nadzieję, że tak pozostanie.
A korzyści? Zdarzają się miłe sytuacje na plaży? Co może pociągać w tym zawodzie?
Słońce, plaża – już samo to może być plusem. Nie da się też ukryć, że woda to nasz żywioł, że czujemy się w niej pewnie i dobrze, więc to, że w pracy możemy popływać choćby dla utrzymania formy i gotowości, daje frajdę. Nie bez znaczenia jest też świadomość, że w każdej chwili możemy uratować komuś życie, że jesteśmy potrzebni.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze