Reklama

Niemożliwe nie istnieje! Zebrali 9 mln na leczenie Liama!

05/09/2021 13:40

O lepsze życie dla swojego synka Liama pani Katarzyna i pan Piotr walczą codziennie. Na początku bieżącego roku ich heroizm ujrzał światło dzienne i podporządkowany został jednemu celowi: zbiórce 9 mln zł na lek. Udało im się postawić na nogi „pół internetu” i do armii Liama skaptować wielu ludzi dobrej woli. Długo wyglądało na to, że porwali się z motyką na słońce. Ale zdarzył się cud. Dzięki anonimowemu darczyńcy udało się zebrać kosmiczną kwotę, a Liam przejdzie terapię ratującą życie.

Liam cierpi na SMA – rdzeniowy zanik mięśni. To podstępna choroba genetyczna. Po urodzeniu dostał 10 punktów w skali Apgar, rozwijał się normalnie. Jednak po pewnym czasie jego funkcje motoryczne znacznie osłabły, a rodzice – Kasia z Radymna i Piotr z Ruszelczyc – poznali straszną diagnozę. SMA zatrzymało rozwój ich jedynego synka, przysporzyło mu wiele cierpienia. Niestety w przyszłości może być gorzej – chłopiec może stracić tak podstawowe funkcje życiowe, jak oddychanie i przełykanie. Współczesna medycyna potrafi[paywall] przynajmniej w pewnym stopniu złagodzić skutki SMA, jednak stosowana tu terapia genowa jest szalenie kosztowna, żeby ją wdrożyć, potrzeba 9 mln zł.

 

Reklama

Armia Liama rusza do walki

Rodzice Liama rzucili losowi wyzwanie. Od początku roku pukają do każdych drzwi, korzystają z każdej okazji, by uzbierać wymaganą kwotę. Ich historia poruszyła wielu, a zbiórka była bardzo intensywna. Liczby mniejszych lub większych akcji charytatywnych nie da się w zasadzie zliczyć. Dla Liama tańczono, śpiewano, biegano organizowano modne ostatnimi czasy internetowe challange, oczywiście były licytacje, zbiórka na jednym z portali pomocowych, a po okolicy krążyła nawet plastikowa butelka na drobne datki przekazywana od domostwa do domostwa. Sprawę nagłośniły media lokalne (w samym tylko „Życiu Podkarpackim” o Liamie pisaliśmy od lutego sześciokrotnie) i ogólnokrajowe, zarówno w Polsce jak i w Holandii. Mimo zaangażowania wielu ludzi czas upływał, Liam rósł (a waga dziecka jest dla możliwości podjęcia terapii kluczowa), a do upragnionego celu było daleko.

 

Reklama

Cud

– Skontaktował się z nami anonimowy darczyńca, którego poruszyła historia naszego syna – o jednym z najszczęśliwszych momentów jej życia opowiada pani Katarzyna. – Postanowił, że dołoży brakującą kwotę – mówi. To niebagatelna suma, około 1,5 miliona euro. –Stwierdził że „dom na Ibizie nie może być droższy od ludzkiego życia” – dodaje. Szczęścia rodziców nie da się wyrazić słowami, to mieszanka euforii, radości, ulgi, ale i dalszej niepewności. – Traktujemy to trochę jako cud – podsumowuje pani Kasia.

 

Reklama

Będą kolejne?

Zebrane pieniądze zostaną spożytkowane niemal natychmiast. Już w najbliższy czwartek Liam przejdzie badania przed wdrożeniem terapii. Jeden z najdroższych leków świata już został zamówiony. Jego dostarczenie zapewne chwilę potrwa. Najważniejsze jednak, że mały Liam dostanie swoją szansę. Na co? – Wszystko czego chcemy to to, żeby Liam samodzielnie oddychał i przełykał – z ostrożnością w głosie mówi nam pani Katarzyna. Jej syn na razie to potrafi, wraz z postępem choroby te funkcje są zagrożone. – Wiemy, że nasz syn zawsze będzie niepełnosprawny, ale chcielibyśmy, żeby stopień tej niepełnosprawność był jak najmniejszy – podkreśla nasza rozmówczyni. Pani Kasia nieśmiało mówi o stabilnym siedzeniu, o marzeniach o tym, by chłopak chodził, nie chce nawet głośno mówić. – Ten lek na każdego działa bardzo indywidualnie – zastrzega mama Pandy, jak pieszczotliwe określany jest chłopiec. – Widzieliśmy filmiki z dziećmi, które przeszły terapię i wiemy, że ten lek potraf działać cuda – zdradza swoje nadzieje pani Katarzyna.

 

Reklama

Niemożliwe nie istnieje!

 – Dziękuję wszystkim za zaangażowanie w pomoc dla naszego synka. Dziękuję za każdą wpłatę, małą czy dużą. Dziękuję tym, którzy, nie mogąc nic wpłacić, chociaż udostępnili link do zbiórki. Dziękuję za akcje charytatywne, jak ta, w której dwóch chłopaków przebiegło dla Liamka całą Polskę, dziękuję grupom licytacyjnym, dziękuje wójtom, burmistrzom, prezydentom, dziękuję wszystkim tym, których nie wymieniłam, bo jest Was naprawdę dużo – mówi nam na zakończenie rozmowy pani Kasia. Kończąc zaś, funduje prawdziwe pozytywny przekaz. – Chciałam Wam powiedzieć jedno: niemożliwe nie istnieje ! – wykrzykuje z entuzjazmem, który wywołać może tylko ciepłe uczucia.


pac
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości