Przed nią bardzo trudne zadanie. Po pierwsze dlatego, że musi zastąpić dotychczasowego kierownika miejskiego schroniska Przemysława Grządziela, nie obniżając poziomu i jakości tego miejsca. Rozmowa z nową kierownik Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Orzechowcach Joanną Puchalską-Tracz.
Co Pani wiedziała o tym schronisku przed podjęciem decyzji o wystartowaniu w konkursie na kierownika tej placówki?
– Niewiele. To schronisko było mało medialne. Wiedziałam tyle, ile o innych schroniskach w Polsce, którymi od kilku lat się interesuję. Interesuję się tematyką bezdomności zwierząt, dużo o tym czytam, udostępniam, analizuję, śledzę losy różnych zwierząt.
Wiele osób mówi, że to dziwne miejsce.
– Byłam przed tym ostrzegana. Ktoś podsunął mi informację o konkursie na kierownika tego miejsca i zaczęłam się zastanawiać. Bo wcześniej wcale nie myślałam o zmianie pracy. Niektórzy mówili, że zbyt emocjonalnie reaguję na pewne sprawy, więc mogę tutaj nie wytrzymać. Jestem tutaj miesiąc i[paywall] nie wyczuwam niczego złego. Są za to chęci pomocy, płynące z różnych stron.
Specyfika Pani dotychczasowej pracy w służbie celnej i tej obecnej są diametralnie różne. Tutaj kierownik będzie musiał pracować fizycznie. Jest Pani mentalnie na to gotowa?[paywall]
– Już pracuję! Żadnej pracy się nie boję. Nie przyszłam tutaj po to, aby jeździć taczkami wokół boksów, ale wiele innych prac robię. Posadziłam kwiaty, jeżdżę z psami do lecznicy, bo ludzi jest mało.
Czy rozmawiała Pani z poprzednim kierownikiem? Zapytała, jak funkcjonuje schronisko, co jest najpilniejsze, jakie są największe problemy?
– Nie, nie rozmawiałam. Jakoś nikt nie wyszedł z taką inicjatywą. Może oboje baliśmy się to zaproponować. Stwierdziłam, że może lepiej nie wiedzieć, niż wiedzieć za dużo. Może lepiej, że przyszłam z czystą kartą. Nie znałam nikogo w schronisku. Chcę to poukładać po swojemu. Tak, jak ja to widzę. Nie chciałam sugerować się tym, co ktoś by mi powiedział.
Rezygnacja z funkcji przez Przemysława Grządziela nie wynikała z tego, że był złym kierownikiem, ale raczej z tego, że nie potrafił przede wszystkim dogadać się z władzami miasta, nie radził sobie, pozostawiony sam sobie. Nie obawia się Pani, że może ją spotkać taki sam los?
– Powodów pewnie było wiele. Nie znam ich i dobrze, że tak jest. Nie widzę jakiś barier z organem prowadzącym. Kilka razy rozmawiałam już z panem prezydentem, który zadeklarował wszelkie wsparcie. Rozmawiałam z naczelnikiem Wilkiem z wydziału gospodarki komunalnej, który złożył podobne zapewnienia. Spotkałam się z ogromną życzliwością.
Jednym z wymagań dodatkowych przy konkursie był co najmniej roczny staż pracy w jednostce czy zakładzie zajmującym się opieką lub hodowlą zwierząt. To ważny punkt. Spełniła go Pani?
– Nie. I pewnie na moją korzyść zadziałał fakt, że nie było zbyt wielkiej konkurencji (J. Puchalska-Tracz była jedyną kandydatką na to stanowisko – przyp. aut.). Będąc tu przez miesiąc, stwierdzam jednak, że nie jest to warunek konieczny. Takim jest przede wszystkim miłość do zwierząt. Ktoś, kto jej nie czuje, nie ma tutaj czego szukać. Potem są umiejętności zarządzania, które, moim zdaniem, mam.
Poprzedni kierownik sam szukał i zdobywał sponsorów dla schroniska. Pani zdaniem to dobry trop?
– Oczywiście. Także to robię i jestem zachwycona otwartością ludzi, sponsorów. Niektórzy sami do mnie dzwonili, oferując pomoc. Chciałabym, aby przekazywana do schroniska karma była profesjonalna. Wypowiedziałam wojnę podłej karmie. Tania szkodzi zdrowiu zwierząt. Skoro nie mają domów ani miłości rodziny, niech przynajmniej mają dobrą karmę.
Co Pani chce jeszcze zmienić w tym schronisku?
– Jest kilka spraw typowo technicznych do zrobienia. Brakowało przede wszystkim izolatek. Takowe będą. Moim zdaniem największą bolączką tego schroniska, a teraz i moją, jest fakt, że zwierzęta nie były tutaj kastrowane i sterylizowane, choć to ustawowy obowiązek takich miejsc jak schroniska. Takich zwierząt jest u nas około 70. Muszę to zmienić. Przychodnia, z którą miasto ma podpisaną umowę, nie jest w stanie przerobić takiej liczby. Będziemy musieli się posiłkować innymi gabinetami. Koszty będą musiała ponieść z budżetu schroniska. Wydawane do adopcji były psy niekastrowane i niesterylizowane. Cały czas są chętni do przygarnięcia zwierzaków, ale zawsze pytają o tę kwestię. I z tego powodu nie chcą brać.
Jadąc teraz do schroniska, można podziwiać przepiękne krajobrazy. Za to zima jest ogromnym wyzwaniem.
– Wiem i jestem trochę tą zimą przerażona. Zwłaszcza, kiedy pomyślę o takiej zimie, jak ta ostatnia. Słyszałam, że zimą, aby dotrzeć do schroniska, samochody trzeba pozostawić w wiosce i iść tutaj pieszo. Nie wiem, jak to będzie. Nie mam na to pomysłu. Myślałam o zakupie jakiegoś samochodu z pługiem, ale to melodia przyszłości.
Weszłaby Pani do boksu z pitbulterierami, które wciąż przebywają w schronisku?
– Absolutnie nie weszłabym. Jest w nich coś złego. Nie są przyjemne. Widać agresję. Są zdesperowane. Wciąż nie wiedzą, co się stało i co się dzieje. Siedzą w kojcach już ponad osiem miesięcy. Są pracownicy, którzy do nich wchodzą, sprzątają, dają jedzenie. Mówią, że ich nie atakują. Zamierzam coś w tej sprawie przedsięwziąć. Będę się starać nawiązać kontakt z jakąś fundacją. Uważam, że najlepszym wyjściem byłoby przekazanie tych psów behawiorystom, którzy będą z nimi pracować. Zamierzam się wybrać do prokuratury i sądu, aby uzyskać zgodę na przekazanie ich do owej fundacji.
Nie będzie Pani żałować za jakiś czas swojej decyzji?
– Na razie mogę powiedzieć jedno: tu jest moje miejsce na ziemi i powinnam przyjść tu dawno. Chcę to robić.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.ha ha wygląda na to że to schronisko jest jakieś przedziwne inne magiczne a zarazem dziwne , przestańcie żyć w baśni był kierownik teraz następny po niej inny , a może w Przemyślu to temat nr. ONE mi nie ma o czym pisać...
to że nie ma o czym pisać to fakt, a to że to miasto nie ma gospodarza widać na każdym kroku, to zasługuje na jakiś osobny kompleksowy reportaż ogólnego rozliczenia sprawy i jegomościa - trzeba to jakoś zebrać do kupy i rozstrzygnąć czy to jest wspaniały prezydent czy wprost przeciwnie - bo zdania są podzielone a wystarczy się przejść po mieście...
Zdania wcale nie są podzielone. Wszyscy w mieście krzyczą : dość!!!!!
Może jednak warto poznać opinię nowego kierownika schroniska? Temat nie jest numerem jeden (po nr NIE daje się kropki) tylko zwykłą, rozszerzoną informacją! W końcu PRZESTAŃCIE (!) Ty i Tobie podobni zawracać anus swymi wynurzeniami!!!
Fajnie ma ambicje , chęci ale zaraz Bakun ja sprowadzi do parteru , kasy nie da a będzie wymagał.
Bardzo fajna i mądra kobieta .Ludzie zamiast pomóc zawsze znajdą coś co im przeszkadzać będzie takie są ludziska.Pozdrawiam z Niemiec Macie tyle nienawiści w sobie ogarnijcie się .
ha ha wygląda na to że to schronisko jest jakieś przedziwne inne magiczne a zarazem dziwne , przestańcie żyć w baśni był kierownik teraz następny po niej inny , a może w Przemyślu to temat nr. ONE mi nie ma o czym pisać...
to że nie ma o czym pisać to fakt, a to że to miasto nie ma gospodarza widać na każdym kroku, to zasługuje na jakiś osobny kompleksowy reportaż ogólnego rozliczenia sprawy i jegomościa - trzeba to jakoś zebrać do kupy i rozstrzygnąć czy to jest wspaniały prezydent czy wprost przeciwnie - bo zdania są podzielone a wystarczy się przejść po mieście...
Zdania wcale nie są podzielone. Wszyscy w mieście krzyczą : dość!!!!!