Kilka dni temu w mediach pojawiła się informacja o pewnej szkole, w której dyrekcja nie zgodziła się na organizację tradycyjnej zabawy andrzejkowej. Sprawa odwołanych andrzejek – co oczywiste – musiała mnie zafrapować i okazała się wcale nie taka bagatelna, jakby się mogło wydawać.
Dziś są raczej pustymi gestami, które jednak w jakiś sposób tworzą naszą wspólnotę – mieszkających pośrodku Europy Słowian.
Po trzecie wreszcie, jeśli szkoła ma służyć kształtowaniu narodowej tożsamości, to powinna raczej kultywować dawne tradycje (i przy okazji je tłumaczyć), a nie z nimi walczyć. Niestety, niektóre osoby publiczne pragną za wszelką cenę wymazać z naszego życia wspólnotowego wszystko, co nie pasuje do mitu Polski jako „przedmurza chrześcijaństwa”. Zapominają przy tym dość łatwo, że nasi przodkowie wierzyli kiedyś w inne religie.
Trochę smutne wydaje mi się wymazywanie tych ostatnich pozostałości po naszej zamierzchłej przeszłości. Bo na przykład Grecy z dumą pielęgnują swoje Partenony, Niemcy pieczołowicie hołubią Pieśni Nibelungów, Anglicy pęcznieją z dumy, patrząc na swoje kamienne kręgi, my zaś właściwie nie posiadamy prawie żadnych śladów naszej plemiennej wspólnoty. A przecież warto, by uczniowie wiedzieli, że nasza historia nie zaczęła się dopiero wraz z Mieszkiem I. I ze wszystkich lań – właśnie lanie wosku jest najmniej szkodliwe.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze