Reklama

Paderborn. Obrazki z partnerskiego miasta

04/06/2023 15:03

Na przemyskim Rynku w bruk wbita jest mosiężna plakieta z napisem „Paderborn 1009 km”. Symbol trwającego od trzydziestu lat partnerstwa.


fot.Jacek Szwic
Charakterystyczna zabudowa z pruskim murem.

Na plakiecie podana jest odległość w linii prostej, jednak z Przemyśla do partnerskiego miasta trzeba przejechać autostradami 1203 kilometry. Pierwszego maja pojechałem do Paderborn na zaproszenie Kunstmuseum im Marstall.

Wiedziałem już, że miasto jest starsze od Przemyśla o 204 lata, ma prawie trzy razy więcej ludności, uniwersytet oraz jest siedzibą rzymskokatolickiej archidiecezji, a także przeczytałem co nieco o zabytkach.


Tysiące rowerów

Pierwsze, co zrobiło na mnie wrażenie, to rowery. Tysiące rowerów. Przed urzędem miasta kilkaset stanowisk dla jednośladów. Obok zamku Schloss Neuhaus, gdzie dawnej mieszkali książęta i metropolici, a dziś mieści się szkoła średnia o wielu profilach, na przyszkolnym parkingu setki równo poustawianych rowerów.

No i wszędzie rowerzyści, różnej płci i w różnym wieku. Bezkolizyjnie manewrują po ulicach wśród pieszych albo całymi rodzinami jeżdżą w spacerowym tempie po wyznaczonych trasach.

Dopiero po kilku dniach, kiedy poznałem topografię miasta, zrozumiałem, że ten fenomen wynika z proekologicznego stylu życia mieszkańców i mądrze rozplanowanych ścieżek rowerowych, które oplatając je, prowadzą przez zadrzewione tereny albo[paywall] wzdłuż którejś z kilku odnóg rzeki Pader.


Reklama

Niesforna rzeka

Od niej miasto wzięło swoją nazwę. Ponad dwieście źródeł sprawia, że woda nie mieści się w jednym korycie, tylko – wykorzystując warunki terenowe – rozdziela się na wiele odnóg i płynie kamiennymi kanałami wzdłuż ulic, obok domów, przez parki, po drodze obracając dwa koła wodne, które kiedyś napędzały młyny.

Nadmiar wody zasila dwa stawy u podnóża najstarszej części miasta. Tutaj w pogodne dni mieszkańcy na trawnikach okalających stawy rozkładają kocyki i odpoczywają, obserwując kaczki, które czasem wychodzą z wody, żeby dostojnie przespacerować się po trawie. Sielankowy obrazek zaledwie pięć minut od ratusza.


Multikulti

Na ulicach często mijałem kobiety i dziewczyny w hidżabach albo ludzi o innych rysach lub odcieniu skóry. Wytłumaczył mi to Janusz Bugaj, prezydent (po naszemu prezes) Stowarzyszenia Przyjaciół Paderborn-Przemyśl, wspaniały cicerone, który mieszka tu od wielu lat i potrafi ciekawie opowiadać.

Reklama

– W mieście mieszkają przedstawiciele kilkunastu narodowości i kultur. Są tu: Niemcy, Turcy, Polacy, Jugosławianie, Serbowie, Chorwaci, Romowie, Włosi, Hiszpanie, Węgrzy, Albańczycy, Holendrzy, Rosjanie, Arabowie, Żydzi, a niedługo będą też Ukraińcy – wylicza.

Nie mamy z tym żadnych problemów. Dzięki tej wielokulturowości miasto bardzo się ożywiło i zyskało przez ostatnie dwie dekady. Materialnie i kulturowo. Rozwijają się: handel, usługi oraz przemysł. Na uniwersytecie o profilu społeczno-informatycznym studiuje około dwudziestu tysięcy studentów. 

Reklama

Rodacy

Od Janusza dowiedziałem się, że w Paderborn mieszka spora grupa Polaków.

– W maju tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego trzeciego roku podpisano umowę o partnerstwie między Przemyślem a Paderborn. Rok później powstało Towarzystwo Przyjaźni między tymi miastami. Duszą tej inicjatywy była Heidi Wernerus-Neumann, która przez wiele lat wspierała działalność przemyskiego Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. Niestety Heidi zmarła dwadzieścia lat temu, ale ma w Przemyślu swoją ulicę, a my kontynuujemy jej dzieło.

Reklama


fot.Jacek Szwic
Janusz Bugaj, prezydent Stowarzyszenia Przyjaciół Paderborn-Przemyśl.

– Pomagamy zaaklimatyzować się rodakom, którzy tu przyjeżdżają, opiekujemy się uczniami odbywającymi praktyki w Paderborn. Kiedy rozpoczęła się wojna w Ukrainie i Przemyśl przyjmował tysiące uchodźców, zorganizowaliśmy pomoc, której byłem koordynatorem i wysłaliśmy ponad czterdzieści transportów z pomocą humanitarną. W Towarzystwie jest osiemdziesięciu ośmiu członków. Na razie nie mamy stałej siedziby, ale spotykamy się dość regularnie, co miesiąc, najczęściej w jakichś kawiarniach.
Natomiast jedenastego listopada, w okresie świąt Bożego Narodzenia oraz na Nowy Rok organizujemy większe imprezy, podczas których mówimy o historii Polski, o naszych tradycjach, kulturze, o kuchni, a nawet uczyliśmy się tańczyć poloneza. Ponieważ żyjemy w mieście wielokulturowym, organizujemy też spotkania, na których poznajemy inne kultury. Wiadomo, że każdy ma różne poglądy, ale na naszych spotkaniach nie rozmawiamy o polityce – zastrzega Janusz.


Przemyśl-Weg

Chcąc pokazać przemyski akcent, Janusz prowadzi do parku przy Młodzieżowym Centrum Kultury, gdzie alejka przecinająca teren rekreacyjny nosi nazwę Przemyśl-Weg.

– Planujemy w przyszłości umieścić tutaj plansze, na których można by eksponować na przykład zdjęcia z Przemyśla, żeby mieszkańcy mogli zobaczyć, jak wygląda partnerskie miasto.

Historia

Spacerując uliczkami, co rusz można spotkać nowoczesne obiekty kontrastujące ze starą zabudową, chociaż nie taką starą, a raczej zrekonstruowaną, gdyż w styczniu i marcu 1944 roku, na skutek alianckich nalotów dywanowych, miasto zostało doszczętnie zburzone.

O tym, że wyglądało jak morze ruin, przypominają poglądowe plansze z fotografiami zniszczonych obiektów i odbudowanych w latach 50. ubiegłego wieku. Górująca nad miastem, wysoka na 93 m wieża katedralna też była zniszczona, podobnie jak pochodząca z XI wieku katedra, również pieczołowicie odrestaurowana.

Jej późnogotycka architektura i wspaniałe wnętrze robią wrażenie. Tuż obok katedry warto zobaczyć resztki pałacu cesarskiego z XI-XII wieku, zbudowanego na murach pochodzących z czasów Karola Wielkiego.

Reklama

Tajemnicze trzy zające

Nieopodal północnego wejścia do katedry stoi romański kościół św. Bartłomieja. W jego krużgankach wyróżnia się jedno gotyckie (XV w.) okno, a w nim kamienna rozeta z wpisanymi w krąg trzema zającami, które są połączone uszami w taki sposób, że widzimy tylko troje uszu. Interpretacja tego motywu nie jest wyjaśniona.

Teza o trynitarnym znaczeniu splecionych ze sobą zająców jest raczej wątła. Bardziej prawdopodobne jest to, że trzy biegnące zające mogą symbolizować przemijalność czasu. Natomiast całość trochę przypomina symbolikę zaczerpniętą z hinduizmu. Trzy zające z trojgiem uszu są dziś nieoficjalnym herbem Paderborn i pojawiają się w wielu detalach architektonicznych.

Przyjazne miasto

Tydzień to trochę za mało, żeby dobrze poznać miasto.

Szukający wielkomiejskiej atmosfery znajdą ją w centrum, na deptaku, przy którym czynne są bary, kafejki i restauracje oferujące menu z kuchni całego świata, od azjatyckiej po meksykańską czy amerykańską. Tu również funkcjonują eleganckie butiki, a obok sklepy „ wszystko po trzy euro”.

W każdy czwartek przy fontannie, naprzeciw wejścia do katedry, czynny jest targ, na którym królują sery i świeże warzywa, a nieco dalej targ kwiatowy. W mieście funkcjonuje dziesięć muzeów i kilkanaście galerii sztuki oraz kilka teatrów, więc oferta kulturalna jest szeroka. Do tego mniejsze i większe parki, w których można odpocząć.

Pozytywów można wyliczać więcej, ale już to, co zobaczyłem, przekonało mnie, że Paderborn jest przyjazne zarówno mieszkańcom, jak i turystom.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama