Na przemyskim Rynku w bruk wbita jest mosiężna plakieta z napisem „Paderborn 1009 km”. Symbol trwającego od trzydziestu lat partnerstwa.

fot.Jacek Szwic
Charakterystyczna zabudowa z pruskim murem.
Na plakiecie podana jest odległość w linii prostej, jednak z Przemyśla do partnerskiego miasta trzeba przejechać autostradami 1203 kilometry. Pierwszego maja pojechałem do Paderborn na zaproszenie Kunstmuseum im Marstall.
Wiedziałem już, że miasto jest starsze od Przemyśla o 204 lata, ma prawie trzy razy więcej ludności, uniwersytet oraz jest siedzibą rzymskokatolickiej archidiecezji, a także przeczytałem co nieco o zabytkach.
Pierwsze, co zrobiło na mnie wrażenie, to rowery. Tysiące rowerów. Przed urzędem miasta kilkaset stanowisk dla jednośladów. Obok zamku Schloss Neuhaus, gdzie dawnej mieszkali książęta i metropolici, a dziś mieści się szkoła średnia o wielu profilach, na przyszkolnym parkingu setki równo poustawianych rowerów.
No i wszędzie rowerzyści, różnej płci i w różnym wieku. Bezkolizyjnie manewrują po ulicach wśród pieszych albo całymi rodzinami jeżdżą w spacerowym tempie po wyznaczonych trasach.
Dopiero po kilku dniach, kiedy poznałem topografię miasta, zrozumiałem, że ten fenomen wynika z proekologicznego stylu życia mieszkańców i mądrze rozplanowanych ścieżek rowerowych, które oplatając je, prowadzą przez zadrzewione tereny albo[paywall] wzdłuż którejś z kilku odnóg rzeki Pader.
Od niej miasto wzięło swoją nazwę. Ponad dwieście źródeł sprawia, że woda nie mieści się w jednym korycie, tylko – wykorzystując warunki terenowe – rozdziela się na wiele odnóg i płynie kamiennymi kanałami wzdłuż ulic, obok domów, przez parki, po drodze obracając dwa koła wodne, które kiedyś napędzały młyny.
Nadmiar wody zasila dwa stawy u podnóża najstarszej części miasta. Tutaj w pogodne dni mieszkańcy na trawnikach okalających stawy rozkładają kocyki i odpoczywają, obserwując kaczki, które czasem wychodzą z wody, żeby dostojnie przespacerować się po trawie. Sielankowy obrazek zaledwie pięć minut od ratusza.
Na ulicach często mijałem kobiety i dziewczyny w hidżabach albo ludzi o innych rysach lub odcieniu skóry. Wytłumaczył mi to Janusz Bugaj, prezydent (po naszemu prezes) Stowarzyszenia Przyjaciół Paderborn-Przemyśl, wspaniały cicerone, który mieszka tu od wielu lat i potrafi ciekawie opowiadać.
– W mieście mieszkają przedstawiciele kilkunastu narodowości i kultur. Są tu: Niemcy, Turcy, Polacy, Jugosławianie, Serbowie, Chorwaci, Romowie, Włosi, Hiszpanie, Węgrzy, Albańczycy, Holendrzy, Rosjanie, Arabowie, Żydzi, a niedługo będą też Ukraińcy – wylicza.
Nie mamy z tym żadnych problemów. Dzięki tej wielokulturowości miasto bardzo się ożywiło i zyskało przez ostatnie dwie dekady. Materialnie i kulturowo. Rozwijają się: handel, usługi oraz przemysł. Na uniwersytecie o profilu społeczno-informatycznym studiuje około dwudziestu tysięcy studentów.
Od Janusza dowiedziałem się, że w Paderborn mieszka spora grupa Polaków.
– W maju tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego trzeciego roku podpisano umowę o partnerstwie między Przemyślem a Paderborn. Rok później powstało Towarzystwo Przyjaźni między tymi miastami. Duszą tej inicjatywy była Heidi Wernerus-Neumann, która przez wiele lat wspierała działalność przemyskiego Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. Niestety Heidi zmarła dwadzieścia lat temu, ale ma w Przemyślu swoją ulicę, a my kontynuujemy jej dzieło.

fot.Jacek Szwic
Janusz Bugaj, prezydent Stowarzyszenia Przyjaciół Paderborn-Przemyśl.
Chcąc pokazać przemyski akcent, Janusz prowadzi do parku przy Młodzieżowym Centrum Kultury, gdzie alejka przecinająca teren rekreacyjny nosi nazwę Przemyśl-Weg.
– Planujemy w przyszłości umieścić tutaj plansze, na których można by eksponować na przykład zdjęcia z Przemyśla, żeby mieszkańcy mogli zobaczyć, jak wygląda partnerskie miasto.
Spacerując uliczkami, co rusz można spotkać nowoczesne obiekty kontrastujące ze starą zabudową, chociaż nie taką starą, a raczej zrekonstruowaną, gdyż w styczniu i marcu 1944 roku, na skutek alianckich nalotów dywanowych, miasto zostało doszczętnie zburzone.
O tym, że wyglądało jak morze ruin, przypominają poglądowe plansze z fotografiami zniszczonych obiektów i odbudowanych w latach 50. ubiegłego wieku. Górująca nad miastem, wysoka na 93 m wieża katedralna też była zniszczona, podobnie jak pochodząca z XI wieku katedra, również pieczołowicie odrestaurowana.
Jej późnogotycka architektura i wspaniałe wnętrze robią wrażenie. Tuż obok katedry warto zobaczyć resztki pałacu cesarskiego z XI-XII wieku, zbudowanego na murach pochodzących z czasów Karola Wielkiego.
Nieopodal północnego wejścia do katedry stoi romański kościół św. Bartłomieja. W jego krużgankach wyróżnia się jedno gotyckie (XV w.) okno, a w nim kamienna rozeta z wpisanymi w krąg trzema zającami, które są połączone uszami w taki sposób, że widzimy tylko troje uszu. Interpretacja tego motywu nie jest wyjaśniona.
Teza o trynitarnym znaczeniu splecionych ze sobą zająców jest raczej wątła. Bardziej prawdopodobne jest to, że trzy biegnące zające mogą symbolizować przemijalność czasu. Natomiast całość trochę przypomina symbolikę zaczerpniętą z hinduizmu. Trzy zające z trojgiem uszu są dziś nieoficjalnym herbem Paderborn i pojawiają się w wielu detalach architektonicznych.
Tydzień to trochę za mało, żeby dobrze poznać miasto.
Szukający wielkomiejskiej atmosfery znajdą ją w centrum, na deptaku, przy którym czynne są bary, kafejki i restauracje oferujące menu z kuchni całego świata, od azjatyckiej po meksykańską czy amerykańską. Tu również funkcjonują eleganckie butiki, a obok sklepy „ wszystko po trzy euro”.
W każdy czwartek przy fontannie, naprzeciw wejścia do katedry, czynny jest targ, na którym królują sery i świeże warzywa, a nieco dalej targ kwiatowy. W mieście funkcjonuje dziesięć muzeów i kilkanaście galerii sztuki oraz kilka teatrów, więc oferta kulturalna jest szeroka. Do tego mniejsze i większe parki, w których można odpocząć.
Pozytywów można wyliczać więcej, ale już to, co zobaczyłem, przekonało mnie, że Paderborn jest przyjazne zarówno mieszkańcom, jak i turystom.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze