Reklama

Pamięć dobra, ale wybiórcza

24/02/2022 13:00

Od kilku lat jako dziennikarz lokalnego tygodnika „tłukę” się po regionie tworząc relacje z obchodów zabarwionych patriotyczną farbką uroczystości rocznic i świąt. Tu wspominają ofiary Holocaustu, tam lotników zestrzelonych na wrześniowym niebie, gdzie indziej pacyfikację wsi. Wszędzie przy tego typu okazjach hasłem przewodnim jest „pamięć”, która w domyśle ma być przestrogą, by nigdy więcej „człowiek nie zgotował drugiemu człowiekowi takiego losu”. Wszystko to jednak krew w piach.

Od kilku tygodni społeczność międzynarodowa żyje doniesieniami o planowanej inwazji Rosji na Ukrainę. I od tego czasu obok manifestów solidarności słyszę głosy, które temat w obrzydliwy sposób relatywizują.

Bo to „Polacy na Ukrainie żyją za głodowe emerytury”, bo to „na pomoc nas nie stać”, bo to „samych Ukraińców sytuacja mało obchodzi i bardziej zajmuje ich zarabianie pieniędzy na zachodzie”, bo to „Ukraina sama się o konflikt prosi”. O „eskapadach” wołyńskich nawet nie wspomnę.

Czytam takie dywagacje moich rodaków i zastanawiam się, czy to głos tego samego narodu, który najpierw przetrwał wiek z okładem porozbiorowego niebytu, potem 5 lat okupacji niemieckiej i kolejne 50 sowieckiej?

Czy to mówi ten sam naród, którego najlepsi synowie i córy gnili w czerwonych kazamatach albo groby znajdowali za kołem polarnym?

Czy to mówi ten sam naród, który swoimi bohaterami uczynił Wyklętych,  a więc tych, co nie zgadzali się na żadną formę zniewolenia własnego kraju?

Oczywiście biorę poprawkę na to, że część wpisów pojawiających się w internecie to element wojny hybrydowej. Pewien jestem jednak, że nie wszystkie. W odrętwienie wprawia mnie więc to, że przerzucić się możemy tysiącem górnolotnych haseł o tym „że nigdy więcej”, a na koniec świat trącony z lekka palcem obłąkanego dyktatora toczy się ochoczo w kierunku piekła wojny, inkantując przy tym dawne rachunki krzywd.

Kłopot w tym, że owe rachunki mają też drugą stronę – czytając bowiem te surrealistyczne komentarze, myślę sobie, że podobne nastroje panować musiały w Europie po remilitaryzacji Nadrenii, aneksji Czechosłowacji, anszlusie Austrii.

I pewnie podobna mieszanka zobojętnienia, głupoty i tępej złości na wschodnich barbarzyńców drażniących innego tyrana, przychodziła do głów oświeconej Europy, gdy pierwsze strzały w kierunku Westerplatte oddawał pancernik „Schleswig-Holstein”…

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości