Reklama

Pech młodego kierowcy

17/07/2018 07:51

W pewnym warsztacie samochodowym był taki zwyczaj, że szef na koniec dnia pozwalał załodze na browara. Żadne tam pijaństwo, ot jedna, najwyżej dwie butelki i do domu. Warunkiem było, że jeden nie pije i odwozi kolegów. Najczęściej dopiero co naprawionym autem któregoś z klientów. W razie czego nazywało się to jazdą testową. Kiedyś ta rola przypadła najmłodszemu, który dopiero poznawał tajniki tego zawodu.

Młodemu oczy się zaświeciły, kiedy usłyszał, że pojedzie wypasioną bryką i już nie mógł się doczekać, kiedy starsi koledzy skończą piwo i będzie mógł usiąść za kierownicą. Wreszcie koledzy umościli się w samochodzie, szef przypomniał młodemu pracownikowi, żeby był ostrożny i ten ruszył w miasto. Manewrując ostrożnie po osiedlowych uliczkach, poodwoził kolegów i już miał wracać, kiedy wpadł na pomysł, żeby trochę poszpanować wśród kolegów. Zamiast do warsztatu, podjechał pod bar, w którym zwykle spotykali się jego znajomi i zaprosił kilku kumpli na przejażdżkę. Najpierw pojechali za miasto i na pustej drodze młody pokazał, jak się jeździ, mając sto czterdzieści na liczniku. Następnie na pustym o tej porze placu manewrowym chciał pokazać zalety auta w czasie kontrolowanych poślizgów i tu spotkał go pech. Na którymś wirażu wydzwonił w krawężnik tak, że urwał prawe koło. Wtedy wpadł w panikę, ale koledzy poradzili, żeby do niczego się nie przyznawał, tylko zgłosił szefowi, że zostawił na chwilę auto na jednym z osiedli i ktoś mu je ukradł. Młody posłuchał rad i zadzwonił do szefa, który kazał mu natychmiast zgłosić o tym na policji i zadeklarował, że za chwilę sam przyjedzie do komendy.

Młody w obecności szefa opowiedział ze szczegółami, jak to w ciągu pięciu minut auto znikło z osiedlowego parkingu. Policjant przyjął zgłoszenie i natychmiast w eter poszedł komunikat o skradzionym pojeździe. Rano ktoś powiadomił policję o uszkodzonym samochodzie na placu manewrowym. W tym czasie policjanci już przeglądali zapis z kamery monitoringu zainstalowanej na osiedlu i pomimo dobrej jakości nagrań nie mogli się dopatrzyć opisanego auta. Natomiast technicy działali już przy samochodzie i zabezpieczali ślady daktyloskopijne. Kiedy już wszystko wyszło na jaw, sprawca się przyznał. Wtedy szef wyliczył, że aby odrobić straty, młody będzie musiał u niego pracować bez wynagrodzenia przez rok.


jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    AB - niezalogowany 2018-07-17 09:16:00

    Wzruszająca historia...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości