W pewnym warsztacie samochodowym był taki zwyczaj, że szef na koniec dnia pozwalał załodze na browara. Żadne tam pijaństwo, ot jedna, najwyżej dwie butelki i do domu. Warunkiem było, że jeden nie pije i odwozi kolegów. Najczęściej dopiero co naprawionym autem któregoś z klientów. W razie czego nazywało się to jazdą testową. Kiedyś ta rola przypadła najmłodszemu, który dopiero poznawał tajniki tego zawodu.
Młodemu oczy się zaświeciły, kiedy usłyszał, że pojedzie wypasioną bryką i już nie mógł się doczekać, kiedy starsi koledzy skończą piwo i będzie mógł usiąść za kierownicą. Wreszcie koledzy umościli się w samochodzie, szef przypomniał młodemu pracownikowi, żeby był ostrożny i ten ruszył w miasto. Manewrując ostrożnie po osiedlowych uliczkach, poodwoził kolegów i już miał wracać, kiedy wpadł na pomysł, żeby trochę poszpanować wśród kolegów. Zamiast do warsztatu, podjechał pod bar, w którym zwykle spotykali się jego znajomi i zaprosił kilku kumpli na przejażdżkę. Najpierw pojechali za miasto i na pustej drodze młody pokazał, jak się jeździ, mając sto czterdzieści na liczniku. Następnie na pustym o tej porze placu manewrowym chciał pokazać zalety auta w czasie kontrolowanych poślizgów i tu spotkał go pech. Na którymś wirażu wydzwonił w krawężnik tak, że urwał prawe koło. Wtedy wpadł w panikę, ale koledzy poradzili, żeby do niczego się nie przyznawał, tylko zgłosił szefowi, że zostawił na chwilę auto na jednym z osiedli i ktoś mu je ukradł. Młody posłuchał rad i zadzwonił do szefa, który kazał mu natychmiast zgłosić o tym na policji i zadeklarował, że za chwilę sam przyjedzie do komendy.
Młody w obecności szefa opowiedział ze szczegółami, jak to w ciągu pięciu minut auto znikło z osiedlowego parkingu. Policjant przyjął zgłoszenie i natychmiast w eter poszedł komunikat o skradzionym pojeździe. Rano ktoś powiadomił policję o uszkodzonym samochodzie na placu manewrowym. W tym czasie policjanci już przeglądali zapis z kamery monitoringu zainstalowanej na osiedlu i pomimo dobrej jakości nagrań nie mogli się dopatrzyć opisanego auta. Natomiast technicy działali już przy samochodzie i zabezpieczali ślady daktyloskopijne. Kiedy już wszystko wyszło na jaw, sprawca się przyznał. Wtedy szef wyliczył, że aby odrobić straty, młody będzie musiał u niego pracować bez wynagrodzenia przez rok.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Wzruszająca historia...