Po tym, jak w czwartek, 24 lutego, media obiegła informacja o przejęciu obiektów elektrowni atomowej w Czarnobylu przez wojska rosyjskie, apteki w całej Polsce, w tym także na Podkarpaciu, przeżyły prawdziwy szturm klientów poszukujących płynu Lugola, większości z nas kojarzącego się z rokiem 1986 i awarią reaktora w Czarnobylu, po której dzieciom i dorosłym w Polsce był on powszechnie podawany. – Tylko dziś z zapytaniem o płyn Lugola zgłosiło się do nas już kilkanaście osób – słyszymy w poniedziałek rano, 28 lutego, w jednej z aptek przy ulicy Grunwaldzkiej w Przemyślu.
A zaraz potem przestrogę, że przyjmowanie tego specyfiku na własną rękę, bez wskazania lekarza nie jest zalecane.
– Można sobie zaszkodzić, zamiast[paywall] pomóc – przypomina farmaceutka.
Płyn Lugola to wodny roztwór jodu i jodku potasu. Można stosować go na skórę, jako środek odkażający, a w niskim stężeniu także do płukania gardła. Doustnie stosuje się płyn Lugola wyłącznie na zalecenie lekarza w leczeniu chorób tarczycy. Eksperci ostrzegają zatem, by nie pić go profilaktycznie.
W sprawie specyfiku wypowiedziało się w sieci kilku specjalistów, m.in. lek. med. Katarzyna Woźniak, która przypomina, że płyn Lugola do picia zastosowano w Polsce po awarii elektrowni w Czarnobylu 35 lat temu celem ochrony przed wchłanianiem radioaktywnego izotopu jodu, ale dziś podejrzewa się, że przyczyniło się to do wystąpienia chorób tarczycy.
„Aktualnie przyjmowanie płynu Lugola i innych preparatów z jodem nie ma sensu. Nie bierzemy tego na wszelki wypadek! Efekt działania jest krótki i należałoby to powtarzać, a wtedy narażamy się na wywołanie autoimmunologicznego zapalenia tarczycy” – przestrzega.
W podobnym tonie wypowiedział się też w sieci endokrynolog Szymon Suwała, przestrzegając, że niekontrolowane spożywanie płynu Lugola może wywołać poważne problemy z tarczycą – spowodować lub pogarszyć przebieg niedoczynności tarczycy, spowodować również rozwój nadczynności tarczycy, a także wywoływać lub nasilać postęp choroby Hashimoto.
„Po awarii reaktora w Czarnobylu w 1986 roku, w Polsce przeprowadzono akcję podaży płynu Lugola – miał on zablokować tarczycę, by ta nie była w stanie przyjąć jodu promieniotwórczego. Założenie było słuszne, zwłaszcza wśród dzieci, z perspektywy czasu wiemy jednak, że najpewniej nie było to konieczne” – napisał.
Z kolei lek. Natalia Piłat-Norkowska z Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu, wypowiadając się w tym kontekście, zaznaczyła, że istnieją doniesienia, że podawanie w ówczesnym czasie płynu Lugola mogło doprowadzić do zwiększenia ilości przeciwciał antytarczycowych odpowiedzialnych za chorobę autoimmunologiczną, jaką jest choroba Hashimoto.
Warto też przypomnieć, że eksperci z Państwowej Agencji Atomistyki zaznaczają jasno, że sytuacja radiacyjna Polski pozostaje w normie i nie ma podstaw do tego, by sądzić, że istnieje obecnie jakiekolwiek zagrożenie.
W poniedziałek, 28 lutego, na oficjalnym koncie PAA na Twitterze można było przeczytać komunikat o treści „Państwowa Agencja Atomistyki na bieżąco analizuje dane otrzymywane z krajowego systemu minitoringu radiacyjnego.
Na podstawie aktualnych danych PAA informuje, że obecnie na terenie RP nie ma zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi oraz środowiska”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze