Reklama

Pomoc zaczyna się w domu

Już od ponad miesiąca zadziwiamy świat polską gościnnością. Otwarte zostały nie tylko nasze serca, umysły, ale i domy. Tysiące wolontariuszy, setki instytucji rządowych i miliony zwyczajnych obywateli porzuciło swój dotychczasowy rytm, by wszystkie siły skierować ku uchodźcom z Ukrainy. Czy swoisty zryw społeczny byłby możliwy, gdyby nie zaczynał się w domach, w niewielkich grupach społecznych, wśród znajomych, w stowarzyszeniach, w kołach gospodyń?


Od pierwszego dnia wojny niemal wszystkie koła i stowarzyszenia z gminy Przemyśl natychmiastowo ruszyły z pomocą dla Ukraińców, by tu, na miejscu, mogli dostać ciepły posiłek i domową szarlotkę. Powinni wiedzieć, że nie mają się u nas czego bać, że znajdą tu pomoc, podczas gdy ciężko im myśleć o przyszłości, bo nie wiedzą, co ona przyniesie. W rozmowie z panią Krystyną Szewczyk, sołtyską wsi Kuńkowce, słyszymy: – Od ponad miesiąca z zaprzyjaźnionymi kołami gospodyń z gminy Przemyśl pełnimy dyżury i wymieniamy się na dworcu PKP. Niestety okazuje się, że możemy tam być tylko do soboty (26.03 – przyp. red). Obecnie faktycznie zdecydowanie mniej Ukraińców przyjeżdża do Przemyśla. Czy to oznacza, że nasza pomoc ma się zakończyć? Dlaczego te osoby mają od nas nie dostać ciepłej zupy, jak setki osób przed nimi? Zapasy zostały. I zostały przede wszystkim siły i chęci. Jak je mamy spożytkować? 
 

Będziemy szukać nowego pola do służby


– Podczas gdy w pierwszych dniach wojny do Przemyśla napływały tysiące uchodźców, pomoc płynęła prosto z serca w sposób spontaniczny. Musiał się jednak włączyć do tych działań rozum, który w sposób harmonijny i chronologiczny pozwoliłby na rozdysponowanie poszczególnych jednostek. Usystematyzowanie pomocy było priorytetem. Nie mogliśmy pozwolić na to[paywall], by dane koło czy stowarzyszenie działało codziennie, zaniedbując swoje obowiązki. Trzeba pamiętać, że oprócz świadczenia działalności non profit, wielu z członków tych organizacji pracuje zawodowo. Pod naszymi skrzydłami działa 14 podmiotów, w sposób wymienny i zazębiający się pracowały na rzecz pomocy Ukrainie. To stowarzyszenia, koła gospodyń i strażacy dowożący posiłki pod sam dworzec. Nie chcemy pozwolić, by zgromadzone środki poszły na marne. A pochodzą one tylko i wyłącznie od nas samych i mieszkańców, którzy, mając gest, wspierają nas rzeczowo lub finansowo. Część z pań już jest przemęczona. Motywację jednak mają dalej. Trzeba, żeby koła i stowarzyszenia powiatu przemyskiego miały swoje własne miejsce. Będziemy szukać nowego pola do służby. Póki są chęci, siły i możliwości. Nastawialiśmy się na kolejne tygodnie działania. Nie wiadomo przecież, co się będzie działo za dzień, tydzień czy miesiąc – mówi Andrzej Huk, wójt gminy Przemyśl.
 
Czy wszystkie działania rzeczywiście są przemyślane?


Próbowaliśmy ustalić, co wpłynęło na decyzję o oddaleniu pań z kół gospodyń wiejskich z dworca. Podczas konferencji wojewody podkarpackiego Ewy Leniart padły słowa: – Mając na uwadze potrzebę uporządkowania pomocy ze strony wolontariuszy, stworzyliśmy aplikację https://wolontariat.rzeszow.uw.gov.pl/. Zachęcam, aby wszyscy, którzy chcą udzielać pomocy uchodźcom, dokonywali rejestracji właśnie poprzez tę aplikację. Stwarza to możliwość takiego kierowania wolontariuszy, aby ich potencjał był właściwie zagospodarowany. Da to także pewną możliwość dostosowania sił wolontariackich do zmieniającego się napływu uchodźców. Proces rejestracji wolontariuszy trwa, dlatego proszę, by inne organizacje, które zdecydują się być z nami w tym kryzysie, w dalszym ciągu zechciały z tej formuły współpracy skorzystać.
Panie z koła gospodyń jednak z wolontariuszami się nie identyfikują. – Działamy w myśl idei wolontariatu, lecz koła i stowarzyszenia to co innego. Aplikacja nie jest przeznaczona dla nas. Wiemy, co nam wychodzi najlepiej, jak się zorganizować i jak pomagać. Szkoda jednak, że już nie znajdujemy na tę pomoc miejsca. Nie oczekujemy wdzięczności, chcemy jednak być zauważone – dopowiada sołtys Kuńkowiec.

Reklama


Rozmowa z panią Krystyną Szewczyk odbywała się na zewnątrz dworca. Środek miał być tego dnia dezynfekowany, więc wszyscy – i pomagający, i podróżni – zostali wyproszeni. Czy był to idealny dzień na spędzenie czasu na dworze? Zdecydowanie nie. Wszechobecny chłodny wiatr i zachmurzone niebo temu nie sprzyjały. A dzień czy dwa wcześniej słońce świeciło jak w najcieplejszych miesiącach w roku. Czy wobec tej sytuacji wszelkie działania rzeczywiście są przemyślane?


MR
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama