W Jarosławiu wybrano rady dzielnic. Wcześniej podzielono miasto na siedem jednostek terytorialnych i nazwano je dzielnicami. Potem każdą z nich odwiedził burmistrz i oprócz pokazania, ile udało mu się już zrobić i co jeszcze ma w planie, a czego nie zrobili poprzednicy, zachęcał do udziału w tworzeniu rad. Zapewniając przy tym, że dają one możliwość współdecydowania o ważnych sprawach lokalnych. Wybory się odbyły. Burmistrzowskie służby określiły, że zainteresowanie było duże. Matematyka pokazuje, że było mizerne.
Kandydaci dopisali, bo na 105 miejsc było aż 158 chętnych. Ale wyborcy dali sobie spokój z radami. Średnio na jednego kandydata wypadło dwie osoby głosujące. Nie licząc samych starających się o dzielnicowy mandat. To mniej niż najbliższa rodzina.
Same wyniki też okazały się ciekawe. W radach dzielnic, które z założenia mają wypowiadać się o lokalnych sprawach i współpracować z ratuszem i radą miasta, mamy radnych miejskich, pracowników ratusza i inne osoby, które z racji już pełnionych funkcji tymi sprawami się zajmują. Rozmnożyła się ilość funkcji. Ilość mieszkańców włączonych do gospodarzenia miastem pozostała niemalże taka sama, jak przed wyborami. Jak nowi mandatariusze interesują się miastem, można było zobaczyć na ostatniej sesji miejskiej. Przedstawicieli rad dzielnic było aż trzech. Nie licząc radnych, którzy są wielofunkcyjni. Chyba nie to było celem powołania dzielnicowego samorządu.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Biurokracja jak za komuny
Dobre!!!