Na poniedziałkowej odprawie redakcyjnej (31 sierpnia ) jak zwykle omawialiśmy różne tematy do najbliższego wydania Życia Podkarpackiego. Najwięcej czasu poświęciliśmy kończącym się wakacjom i pytaniu: do jakiej szkoły pójść na rozpoczęcie roku? Trudno podjąć decyzję z racji wielu zaproszeń od dyrekcji, nauczycieli, rodziców.
W tym roku zdecydowaliśmy się na szkołę o największej liczbie oddziałów z pierwszakami. I gdy wydawało się nam, że przegadaliśmy wszystko, jeden z kolegów przypomniał o referendum. Zrobiło mi się wstyd. Za parę dni ważne wydarzenie dla demokracji, a ono zupełnie wyleciało mi z głowy. Oczywiście natychmiast zaplanowaliśmy tekst informacyjny typu: co, gdzie, kiedy i po co, ale złe wrażenie pozostało. Niestety – jak mi się zdaje – o referendum na tydzień przed jego terminem zapomniałem nie tylko ja. Nie możemy być wszędzie. Za co przepraszamy. I coś w tym jest. Akcja informacyjna głównych partii politycznych była taka, jakby jej nie było wcale.Dyskusji ekspertów, którzy by w prosty sposób objaśnili: po co referendum, jakie ewentualne jego skutki konstytucyjne – tyle, co kot napłakał. Skrót JOW z szybkością błyskawicy wdarł się do języka potocznego, ale co tak naprawdę oznaczają Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, nikt nam nie wytłumaczył. Podobnie rzecz się ma z pytaniami o finansowanie partii politycznych i rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika. Mimo to jestem bardzo ciekaw, na ile referendum jest dla nas ważne. Do zobaczenia w niedzielę, 6 września, w lokalach wyborczych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze