W piątkowy poranek w ulubionym sklepie spożywczym podszedłem do lady chłodniczej z garmażerką. Zamierzałem kupić dwie tacki ruskich pierogów. Nie znalazłem. Zostały tylko ze szpinakiem, kapustą i grzybami, a dla tych, którzy nie zachowują piątkowego postu – z mięsem. Obok leżały gołąbki z ryżem, naleśniki z serem, pyzy ziemniaczane, paluszki leniwe. Skonfundowany podszedłem do pani ekspedientki, wykładającej tuż obok towar w dziale z nabiałem.
– Czy skoro nie ma pierogów ruskich na ladzie, to może są jeszcze w magazynie? – pytam z nadzieją w głosie.
– Nie, nie ma, ale czy sprawdzał pan w drugim rzędzie w ladzie chłodniczej? Może tam jeszcze pan znajdzie.
Sprawdzam. Rzeczywiście, w drugim rzędzie znajduję: pierogi z ziemniakami i serem. Czytam skład. Składniki farszu: ziemniak 81 procent, twaróg 15 procent, cebula 1,9 procent, sól, pieprz. Składniki ciasta: mąka pszenna 33 procent, jaja 19,5 procent, woda, olej. Produkt wykonany ręcznie, pakowany w atmosferze ochronnej. Należy spożyć do 21.05. 2022. Spożywać podgrzane w gorącej wodzie, w mikrofalówce lub po odsmażeniu. Ilość 12 sztuk. Wartość odżywcza w 100 gramach: energetyczna – 698 kJ/167 kcal, tłuszcze 5,00g (nasycone 3,09 g, nienasycone 1,91 g), węglowodany 25,5 g, błonnik 1,1 g, białko 5,9 g.
Skład się zgadza – myślę sobie.
– Są tylko z ziemniakami i serem, ale ruskich nie ma – informuję panią ekspedientkę. – Bo ruskich już nie ma, proszę pana – odpowiada z lekką nutą dumy i zdziwienia, że jeszcze nie załapałem. Wtedy dopiero mnie olśniło.
Przemyski zakład produkcyjny, a konkretnie jego właścicielka, zdecydowała o zmianie nazwy z powodów oczywistych. Decyzja ma wymiar tyleż nowatorski, co symboliczny. Chociaż z drugiej strony zjadanie ruskich na obiad obok wartości energetycznej też ma swoją wartość symboliczną.
Tymczasem szacunek Pani Elżbieto za refleks i pomysł. Z jeszcze większym apetytem pochylę się nad Pani własnoręcznie przygotowanymi pierogami, których smak, aromat, szczodrość farszu oraz przystępną cenę gorąco polecam innym amatorom tego – najbardziej niepojętego w swojej prostocie i cieszącego się od pokoleń słuszną estymą – dania.
Zastanawiam się tylko, czy nowa nazwa się przyjmie i co dalej z kartami menu w restauracjach, barach szybkiej obsługi, firmach garmażeryjnych, że o książkach kucharskich nie wspomnę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze