Pan Adam i pani Sabina w jednej chwili stracili dorobek całego życia. Ogień pochłonął ich dom, do którego ledwo się wprowadzili, zabrał życie ukochanego pupila. Na szczęście w czasie, gdy w ich domostwie szalał pożar, byli poza nim. To dało im szansę na podniesienie się po dramacie, w czym pomaga lokalna i internetowa społeczność – trwa bowiem zbiórka na pogorzelców z Muniny.
– Strażacy na miejscu zdarzenia napotkali silnie już rozwinięty pożar budynku mieszkalnego. W momencie przybycia na miejsce pierwszego rzutu sił i środków skupiono się na ratowaniu sąsiadującego z palącym się budynkiem innego domu mieszkalnego, gdy docierały kolejne siły i środki, skierowano też prądy w natarciu na palący się obiekt. Ogień podsycał silnie wiejący wiatr, sprawiając poważne trudności podczas akacji gaśniczej – relacjonował przebieg akcji gaśniczej drewnianego domu 30 listopada, dzień po tragedii, oficer prasowy komendanta powiatowego PSP w Jarosławiu bryg. Waldemar Czernysz.
– Przeszukano zgliszcza, dogaszono zarzewia, nie znaleziono tam nikogo – dodawał.
– Wyszliśmy z domu w poniedziałek na szybkie zakupy około godziny 20 i wróciliśmy do domu około 21, przyjechaliśmy równo ze strażą pożarną, a dom płonął jak pochodnia, nie dało się nic uratować – relacjonuje z kolei pani Sabina, właścicielka domu, potwierdzając, że w budynku nie było ludzi. Niestety były zwierzęta.
– W pożarze straciliśmy naszego szczeniaczka Niko, miał tylko 7 tygodni – wspomina.
Z relacji strażaków wynika, że oboje mocno przeżyli wydarzenie, na tyle że trzeba było wzywać karetkę. Teraz emocje nieco opadły, ale trauma pozostała.
– Próbujemy stawić czoła tej trudnej sytuacji, jeszcze do końca nie wierzę, że nie ma tego domu. Nie do końca to do nas dociera – opowiada nasza rozmówczyni.
– Kiedy strażacy w sobotę pomagali go rozbierać, został tylko przewrócony komin i kupa śmieci, ale wyobraźnia płata figle i ile razy patrzyłam w tamtym kierunku, to widziałam cały dom. Dopiero później do mózgu dochodziło, że zostały tylko ruiny – dzieli się trudnym wspomnieniem.
To, że z domu pozostały tylko zgliszcza, boli tym bardziej, że dopiero co się do niego wprowadzili.
– Mieszkaliśmy tam dokładnie 2 tygodnie i 3 dni – wylicza pani Sabina. – A mąż jeszcze krócej, ponieważ był 9 dni na granicy polsko-białoruskiej i wrócił w piątek – mówi ze smutkiem.
Na szczęście w tej sytuacji nie zostali sami. Już w piątek oficer prasowy strażaków wspominał, że sprawą pogorzelców interesował się samorząd gminny, a młodzi właściciele znaleźli schronienie u rodziny.
– Nie zostaliśmy sami, rodzina, przyjaciele, znajomi bardzo nam pomagają. Najbardziej budujące i chwytające za serce jest to, że ogrom obcych ludzi nam pomaga, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni – o pokładach dobra ukrytych w naszym społeczeństwie opowiada pani Sabina.
Jednym z jego przejawów jest założona przez sołtys Muniny Łucję Stochmańską zbiórka internetowa. Można ją znaleźć pod tym adresem:
W ciągu kilku dni dla Państwa Adama i Sabiny Pajdów udało się zgromadzić przeszło 40 tys. zł. To wspaniały wynik, ale do osiągnięcia celu zbiórki, czyli 350 tys. zł, jeszcze trochę brakuje.
Pieniądze te mają pomóc młodemu małżeństwu stanąć na nogi, odbudować dom po pożarze.
Jaki on będzie? Tego jeszcze nie wiedzą, trawią traumę, a plany tworzyć będą za chwilę. My ze swej strony życzymy, żeby ten dom udało się postawić. A jak już stanie, by był szczęśliwy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze