Reklama

Sztuka padania

26/02/2017 07:57

Kiedy zrobiło się ślisko i trzeba było stąpać po lodzie, jak – nie przymierzając – czapla po wodzie, padły pytania o sztukę padania. Jak upaść, kiedy łapiemy poślizg na oblodzonym chodniku? Jak padać, by potem się podnieść i pozostać w jednym kawałku? Jak się przewrócić, aby nie angażować aparatów rentgenowskich, gipsowni i całej infrastruktury medycznej. Pytania te nieuchronnie prowadzą nas w linii prostej do systemów, które naukę padania traktują jako elementarz.

Lekcje padania wprowadzono wszędzie tam, gdzie wcześniej ktoś kogoś miota, podcina albo w inny sposób sprowadza na ziemię. Początkowo nie było potrzeby nauczania padania. Chodziło raczej o to, by tak grzmotnąć wrogiem o glebę, by ten nigdy się już nie podniósł. Najpewniej było więc rzucić przeciwnika na ścianę, w kąt albo nawet na sufit, nie mówiąc już o lokalizacji upadku na drzewie czy skale. Z czasem systemy walki wręcz przeobraziły się z form bojowych w sztukę samodoskonalenia, samoobronę i sport. Kiedy więc narodziło się judo, aikido czy karate-do, nauka padów stała się obowiązkowa. Ukemi – bo tak to brzmi po japońsku – pozwalają kontrolować upadki: do przodu (zempo), w bok (yoko), do tyłu (koho) czy z przewrotem (tamoe). Nie można się więc dziwić, że kiedy ludzie zaczęli masowo padać na oblodzonych chodnikach, zaproszono do studia radiowego mistrza karate i chirurga, aby wyjaśnić słuchaczom, jak padać, a także jak kogoś zreperować, kiedy źle upadnie. Nie zamierzam sobie dworować z nauk mistrza, bo kiedyś osobiście miałem okazję pobierać u niego lekcje, nie tylko padania. Trudno też powątpiewać w wywody chirurga, który opisał skutki kiepskiego upadku. Istnieją sakramentalne zasady bezpiecznego padania. Kiedy upadamy w tył , głowa musi być przyciągnięta podbródkiem do mostka, tak aby po upadku na plecy nie uderzyć nią o podłoże. Upadek trzeba czymś amortyzować, tak aby rozłożyć jego siłę i nie lokalizować jej na małej powierzchni. Służą do tego m.in. ręce, ale nie punktowo, ale powierzchniowo, np. z użyciem przedramienia –od dłoni po łokieć i nie przez podparcie, ale przez swoistą kołyskę. Kiedy upadając, podpieramy się dłonią zgiętą w nadgarstku, to wiadomo, że kości tego nie lubią. Jeśli zdarzy się wywrotka, trzeba próbować zwinąć się w sobie, bo wtedy nie padamy na glebę jak kłoda, ale bardziej miękko. Można oczywiście dalej się wymądrzać, ale każdy, kto kiedyś nawet liznął nauki padania, wie, że wszystko to kwestia wytrenowania. Ćwiczymy to tak długo, aż staje się nawykiem. Opowiadanie w radio, jak padać, nie jest nadużyciem, ale nie zastąpi wytrenowanych odruchów. Po prostu, kiedy padamy, nie ma czasu na to, by przypomnieć sobie, jak to wykonać, bo już leżymy na ziemi. Co więc czynić? Jest na to wypróbowany sposób. Posypywać oblodzone chodniki piaskiem i solą.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości