Wciąż trwają poszukiwania 32-letniego Tomasza Mroza, który przed tygodniem miał wypadek samochodowy. Tuż po zdarzeniu mężczyzna zaginął. – Nie miał powodów, żeby zniknąć. Na pewno nie był pijany – zapewnia rodzina.
Do wypadku doszło we wtorek, 5 maja, po g. 11 w miejscowości Dobra. Tomasz Mróz wracał z Sieniawy do Starych Oleszyc. Prowadził dostawczego volkswagena. W pewnym momencie bokiem uderzył w tira. – Nie było to zwykłe otarcie. Samochód został poważnie zniszczony, przednia szyba był popękana, a z lewej strony odpadło koło. To wskazuje, że nie była to zwykła kolizja – opowiada rodzina.
Auto zjechało na lewy pas ruchu, przejechało przez niewielki rów i zatrzymało się w lesie. Jak relacjonował kierowca tira, zanim wyhamował samochód i wrócił na miejsce zdarzenia, Tomasza w aucie już nie było. Za to inny kierowca powiedział przez CB, że widzi mężczyznę biegnącego w stronę lasu. Nie wiadomo dokładnie, jak wydostał się z auta, bo drzwi z lewej strony były zablokowane. Albo wyskoczył przez boczną szybę, albo prawymi drzwiami. W środku został telefon i dokumenty. Kierownica była wygięta, co by wskazywało, że Tomasz uderzył w nią brzuchem.
– O wypadku dowiedziałem się od znajomego, który jechał tą drogą po zdarzeniu. Od razu zaczęliśmy szukać Tomka – opowiada brat zaginionego, Grzegorz. W poszukiwania, oprócz rodziny, zaangażowali się mieszkańcy Starych Oleszyc, którzy swoimi samochodami przeczesywali leśne drogi. – Jeździliśmy całą noc – opowiada pan Grzegorz.
Rodzina była zaskoczona postawą policjantów. – Jeden z nich powiedział, że jak mąż wytrzeźwieje, to wróci. Nogi się pode mną ugięły – mówi Anna Mróz, żona Tomasza. Rodzina jest pewna, że T. Mróz nie był pod wpływem alkoholu. – O godzinie 9 był u księgowej i był trzeźwy. Nie zdążyłby się upić. Poza tym to nie jest taki typ człowieka. On ciężko pracował, spotykał się z klientami, nie miał na to czasu – mówią.
Tomasz prowadził własną firmę, która nieźle sobie radzi. – Nie mieliśmy problemów. Byliśmy zwykłą rodziną. Tomek nie miał powodów, żeby zniknąć – opowiada jego żona. Te słowa potwierdzają inni członkowie rodziny.
Policyjne poszukiwania rozpoczęły się w środę rano. Był śmigłowiec z kamerą termowizyjną, strażacy zawodowi i ochotnicy. Pies tropiący podjął ślad, ale stracił go po kilkuset metrach. O sprawie dowiedział się Krzysztof Rutkowski, który podjął się poszukiwań. – Poinformował go ktoś z okolicy, kto chce zostać anonimowy – mówi Grzegorz Mróz. Swoją pomoc zaoferowali paralotniarze. Wykorzystywane są również drony i quady.
Poszukiwania policji na szeroką skalę już się jednak zakończyły. – Policjanci w dalszym ciągu sprawdzają każdy sygnał, jaki otrzymują – mówi oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Przeworsku, sierż. szt. Ewelina Wrona. Nie chce jednak komentować pierwszej ignorującej postawy funkcjonariuszy. – Nie słyszałam o takiej sytuacji. Policjanci po uzyskaniu informacji o zaginięciu podjęli wszystkie możliwe czynności, aby odnaleźć mężczyznę – mówi.
Jeżeli ktokolwiek ma informacje na temat zaginionego, proszony jest o niezwłoczny kontakt z policją, biurem detektywistycznym Krzysztofa Rutkowskiego lub z rodziną pod numerami: 721 173 083, 796 972 115.
Rysopis zaginionego Tomasza Mroza: wzrost około 175 cm, waga 82 kg, szczupłej budowy ciała, włosy – szatyn, krótkie, oczy niebieskie, uszy lekko odstające, nos prosty, uzębienie pełne. W dniu wypadku ubrany był w szarą bluzę dresową z kapturem i białymi napisami na piersi, granatowy podkoszulek, niebieskie jeansy, szare materiałowe buty.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Taki wazny artykul a pajace chca za dalsza czesc czytania pieniedzy. Porazka.
to wszystko jest dziwne... Moim zdaniem po 400 m czy tam 300 jak to pisza wsiadl do jakiegos samochodu...Nie zastanawia was fakt ze byl w calkiem innym miejscu ? Moim zdaniem wlasnie tam z kims sie spotkach z kims kto mogl go wywiezc ... Rodzina nie musiala o tym wiedziec ale mogl miec jakis zatarg z kims bo w koncu prowadzil wlasna firme ... Nie chce nic insynuowac ale wydaje mi sie ze mialo tak to wszystko wygladac i jakby to wszystko bylo zaplanowane.... Czemu nie zatrzymal go kierowca tira ? Moze sam mial z tym cos wspolnego ? Czy braliscie to pod uwage ?
Sranie w banie marny z Ciebie detektyw.
"xxxxx" , to już tak daleko posunięta fantazja,że zastanawiałem się czy warto cokolwiek ci odpisać. Jeśli będziesz miał kiedykolwiek , jakikolwiek wypadek / czego ci w sumie nie życzę / , to dowiesz się ,że że w takiej chwili zatracasz jakiekolwiek logiczne myślenie i najczęściej będąc w szoku przechodzą ci przez mózg setki , a może i tysiące przeróżnych myśli i na pewno nie będzie chciał kogokolwiek zatrzymywać , nawet nie będąc rannym. Więc przestań fantazjować .
Taki wazny artykul a pajace chca za dalsza czesc czytania pieniedzy. Porazka.
to wszystko jest dziwne... Moim zdaniem po 400 m czy tam 300 jak to pisza wsiadl do jakiegos samochodu...Nie zastanawia was fakt ze byl w calkiem innym miejscu ? Moim zdaniem wlasnie tam z kims sie spotkach z kims kto mogl go wywiezc ... Rodzina nie musiala o tym wiedziec ale mogl miec jakis zatarg z kims bo w koncu prowadzil wlasna firme ... Nie chce nic insynuowac ale wydaje mi sie ze mialo tak to wszystko wygladac i jakby to wszystko bylo zaplanowane.... Czemu nie zatrzymal go kierowca tira ? Moze sam mial z tym cos wspolnego ? Czy braliscie to pod uwage ?
Sranie w banie marny z Ciebie detektyw.