Wędrując po lasach Pogórza Przemyskiego można się poczuć prawie jak Indiana Jones. Tyle tu miejsc naznaczonych historią, często jeszcze nieodkrytą, lub już zapomnianą.
Pół kilometra przed tarasem widokowym w Cisowej, od drogi krajowej 28 skręca w prawo, w las wąska droga z resztkami asfaltu, którą można dojść do Krzeczkowej. Przy drodze sterty ściętych pni drzew przygotowanych do wywózki świadczą, że to droga używany przez lasy. Po nie całych dwóch kilometrach spaceru przez budzący się do życia las zaskoczenie. Po prawej stronie, obok drogi coś, czego nikt by się nie spodziewał tutaj, w leśnej głuszy. Spod zeszłorocznych liści wyraźnie odcina się kilka metrów kwadratowych posadzki wyłożonej płytkami. Widać, że spękane płytki mają już swoje lata, ale na pewno nie znalazły się tutaj przez przypadek. Wyraźny prostokąt zamyka półkolisty murek ułożony z kamieni. W centralnym miejscu prosta, skromna metalowa tablica z informacją, że tu spoczywa wraz z żoną Eugenią śp. Romuald Węgłowski, 1876 – 1935, chirurg, oraz, że tablicę ufundowało Towarzystwo Chirurgów Polskich w październiku 1989 roku. Dookoła las. Wypalone znicze i plastikowe kwiaty świadczą, że to miejsce nie jest całkiem zapomniane i ktoś je odwiedza i o nie dba.
Pracuje wyobraźnia i rodzą się pytania. Do Krzeczkowej jeszcze dwa kilometry, więc skąd ten grób, w lesie, na odludziu? Kim był chirurg Romuald Węgłowski. Dlaczego razem z żoną został akurat tutaj pochowany? Data śmierci nie jest związana z wojnami, ani innymi tragicznymi wypadkami, więc co się tu wydarzyło? Miejscowi z okolic mówią, że to pewnie ma związek z dworem, który kiedyś tam był. Istnienie dworu potwierdzają przedwojenne wojskowe mapy. Więcej można dowiedzieć się z Wieści Krasiczyńskich redagowanych przez nieżyjącego już księdza prałata Stanisława Bartmińskiego, który inwentaryzował miejsca pochówków oraz z internetu.
Romuald Węgłowski urodził się w 1876 roku na Wołyniu. W Moskwie ukończył gimnazjum i wydział medyczny. Podczas I wojny osiedlił się w Zamościu. W 1918 roku zaciągnął się do powstającej polskiej armii i rok później został ordynatorem chirurgii szpitala wojskowego w Zamościu, w którym wprowadził wiele innowacji i nowoczesnych metod chirurgii. Na przykład do zszywania poszarpanych tętnic używał ludzkich włosów. W szpitalu tym pracowała również jego żona Eugenia. Kiedy w 1920 roku wybuchła wojna przez jego odział przewinęło się kilka tysięcy rannych żołnierzy, w tym wielu z potwornymi obrażeniami. Węgłowski wielu z nich uratował przed śmiercią lub amputacją, za co nazywano go lekarzem legionów. Swoje doświadczenia i wyniki publikował w fachowych gazetach. Wtedy napisał pracę naukową z zakresu chirurgii, za którą dostał specjalne, osobiste uznanie naczelnego wodza Józefa Piłsudskiego. W 1921 roku został komendantem szpitala wojskowego we Lwowie i tu również nowoczesne metody. Dzisiaj uważany jest za jednego z wybitniejszych polskich chirurgów i za ojca chirurgii naczyniowej.
Historia
Piękna postać, tylko, dlaczego spoczywa w Krzeczkowej – Potokach, jak nazywają to miejsce w lesie? Do wojny stał tam dwór, kilka budynków gospodarczych i kaplica mszalna, co było częste praktykowane dla wygody mieszkańców dworu. Właścicielem majątku obejmującego prawie 600 hektarów lasu i dużo pola był Włodzimierz Schild, spolonizowany Niemiec, który w czasie pierwszej wojny światowej służył w 1. Pułku Ułanów Krechowieckich. Był jednym z założycieli słynnego 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich. Brał udział w obronie Lwowa. Za męstwo na polu walki został odznaczony krzyżem Virtuti Militari V Klasy oraz czterokrotnie Krzyżem Walecznych. W latach trzydziestych ożenił się z córką Romualda Węgłowskiego Wandą i osiedlił w Potokach, koło Krzeczkowej. Romuald Węgłowski zmarł w 1935 roku, a jego żona Eugenia dwa lata później. Wtedy Wanda zdecydowała żeby rodziców pochować razem obok dworskiej kaplicy. Dziś pewnie nie dowiemy się, jaka była przyczyna takiej decyzji. Być może w Krzeczkowej nie było katolickiego cmentarza. W 1941 roku Sowieci skonfiskowali majątek. W dworze urządzili kwatery dla żołnierzy. Zwłoki Romualda i Eugenii wyrzucili a w kaplicy założyli zakład szewski. Po wycofaniu się czerwonej armii dwór przejęli Niemcy, a kiedy uciekli oddział UPA wysadził dwór i kaplicę. Miejscowi odnaleźli sprofanowane zwłoki Węgłowskich i pochowali je w miejscu przyległym do zniszczonej kaplicy. Podobno już po wojnie gruz z dworu wykorzystywano do budowy w Olszanach. Dzisiaj na miejscu dworu rośnie gęsty las. Na Święto Zmarłych ktoś zapala tu znicze, czasem przychodzą uczniowie ze szkoły w Olszanach.
To nie koniec historii związanej z tym miejscem. Przemyski lekarz Krzysztof Rachwał pisał pracę doktorską poświęconą sławnemu chirurgowi Romualdowi Węgłowskiemu i skontaktował się z jego wnukiem Romualdem Schildem (polski archeolog, profesor, dyrektor Instytutu Archeologii i Etnologii PAN), który określił miejsce, w który stał dwór i kaplica. W 1989 roku Rachwał oczyścił oryginalną posadzkę dawnej kaplicy i odsłonił płytki. W miejscu grobu stanął murek z kamieni, a rok później w czasie zjazdu chirurgów w Krasiczynie odsłonięto tu tablicę poświęconą „ojcu chirurgii” Romualdowi Węgłowskiemu.
Jacek Szwic
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze