Tegoroczna edycja festiwalu Przemyska Jesień Muzyczna osiągnęła półmetek. Za nami spektakl inauguracyjny poświęcony tańcom dworskim, wieczór tanga, występ międzynarodowego tria fortepianowego i absolutny hit pierwszej połowy festiwalu – solowy recital światowej sławy skrzypka Krzysztofa Jakowicza.
Spektakl inauguracyjny Tańce dworów Europy w wykonaniu Zespołu Instrumentów Historycznych Intrada i solistów Baletu Dworskiego Cracovia Danza zgromadził w sali Zamku Kazimierzowskiego komplet widzów. Trzeba przyznać, że wszystkie dotychczasowe koncerty i spektakle festiwalu cieszą się zainteresowaniem przemyskich melomanów w przedziale wiekowym od lat trzech do stu trzech. Tańce dworów Europy były muzyczną podróżą po osiemnastowiecznych siedzibach magnackich i królewskich. Rolę szczególnie kulturotwórczą w owych czasach pełniły dwory Króla Słońce i cesarski Wiedeń Habsburgów. Władcy skupiali wokół siebie zastępy najznakomitszych kompozytorów i baletmistrzów, a niejednokrotnie sami byli znakomitymi muzykami i tancerzami, czego dowodem są zachowane kompozycje, traktaty teoretyczne oraz źródła ikonograficzne.
Kolejny wieczór wypełnił występ Przemyskiego Chóru Kameralnego z udziałem solistów: Katarzyny Guran i Andrzeja Lichosyta oraz zespołu akompaniującego pod kierunkiem Andrzeja Gurana. Koncert święcącego ostatnio rozliczne triumfy artystyczne przemyskiego chóru był w pewnym sensie kontynuacją zeszłorocznego projektu poświęconego muzyce międzywojennego kina. W tym roku zespół poszerzył swój repertuar o najsłynniejsze tanga autorstwa Henryka Warsa (Jak za dawnych lat), Ralpha Erwina (Całuję twoją dłoń, madame), Jerzego Petersburskiego (Tango Milonga) i rzecz jasna największego twórcy gatunku Astora Piazzoli (Libertango).
Trio fortepianowe Manaz powstało z inicjatywy dwojga wykładowców Hochschule für Musik we Freiburgu: skrzypaczki Magdaleny Rezler-Niesiołowskiej i pianisty Aziza Kortela, którzy zaprosili do współpracy niedawnego studenta fryburskiej uczelni, wiolonczelistę Antoine’a Billeta, który do doświadczenia obydwojga członków – założycieli zespołu dodał swój młodzieńczy temperament. W ten sposób powstało trio o niebagatelnym potencjale artystycznym, posiadające dogłębną wiedzę na temat wykonywanej muzyki, praktyki wykonawczej epoki, ale przede wszystkim grające w sposób przekonywujący i żywy. Dla miłośników gatunku niebywała gratka.
O gustach ponoć nie ma sensu dyskutować, każdy ma swoje, więc i ja też. Otóż najciekawszą propozycją pierwszej części festiwalu był solowy występ polskiego skrzypka i wirtuoza Krzysztofa Jakowicza. Artysta należy do tej bardzo elitarnej grupy wykonawców, którzy nie muszą niczego nikomu ani nawet samemu sobie udowadniać. Już sam fakt, że Witold Lutosławski, jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich kompozytorów, powierzył Jakowiczowi wykonanie wszystkich swoich dzieł skrzypcowych, świadczy o klasie artysty. W przemyskiej archikatedrze łacińskiej Krzysztof Jakowicz wystąpił z recitalem kompozycji na skrzypce solo J.S. Bacha. Repertuar to arcytrudny wykonawczo i chyba jeszcze trudniejszy w odbiorze, zwłaszcza dla słuchacza nieposiadającego pewnej podbudowy teoretycznej. Tematy zawarte w sonatach i partitach solowych dziś już nikomu nie kojarzą się z muzyką taneczną, ale w czasach Bacha były powszechnie znanymi tańcami użytkowymi, którym geniusz kantora z Lipska nadał niepowtarzalny charakter. W czasach, kiedy normą jest wykonawstwo dzieł barokowych na kopiach instrumentów z epoki i z odwzorowaniem dawnych praktyk wykonawczych, Krzysztof Jakowicz nie wymienił instrumentu na historyczny, nie przestroił strun o pół tonu, lecz podobnie jak genialny kanadyjski pianista Glen Gould poszukuje metafizycznego piękna w czystej postaci i robi to zaiste genialnie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze