Prędzej czy później taki mecz przyjść musiał. Mecz, w którym przemyślanie walczyć musieli w dwójnasób. Raz: z rywalem. Dwa: z własnymi słabościami. Nie jest sztuką piać z zachwytu, kiedy wszystko się wspaniale układa. Sztuką jest wygrać, kiedy niemal wszystko jest na „nie”. Dlatego brawa za to spotkanie w dwójnasób należą się futsalistom Texom Eurobusu. Podobnie jak beniaminkowi ze Świecia, który był absolutnie najlepszym zespołem, jaki do tej pory gościł w hali POSiR.
Gospodarze przystąpili do tego pojedynku rozkojarzeni, nieskoncentrowani. Zostali za to błyskawicznie skarceni. Po ponad 4 minutach gry przemyska hala zamarła, bo ekipa ze Świecia – która w tym pojedynku nie miała kompletnie nic do stracenia – ukuła dwa razy. Gospodarze jeszcze w tym sezonie w takim położeniu w domowych meczach nie byli, więc bardzo ciekawa była ich reakcja. Była jedynie słuszna. Zabrali się solidnie za odrabianie strat. Tym razem ten ciężar wzięli na siebie: Leo Santana, Tiago Correia, Henrique Diniz i Ruben Santos. Wyszło znakomicie, bo po upływie 11 minut był już remis, a po kwadransie Jaroslaw Lebid wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Wynik do przerwy ustalił Henrique Diniz, który trafił uderzeniem przez 3/4 placu gry, kiedy goście grali z wycofanym bramkarzem.
W drugich 20 minutach przemyślanie się męczyli. Bardzo się męczyli i na całe szczęście, że dobrze wszedł w II połowę Artem Fareniuk, który podwyższył wynik. Goście nie mieli zamiaru ustąpić na krok, tocząc bardzo wyrównany pojedynek do ostatnich sekund.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze