Niejedno już w życiu widziałem i słyszałem i raczej należę do osób, które potrafią panować nad emocjami. Jednak przyznaję - w ubiegły poniedziałek wzruszyłem się szczerze czytając informację podaną przez PKP.
Otóż w niedzielę pociąg relacji Kraków Główny - Warszawa Wschodnia wyruszył z Krakowa o godz. 20.40, do Warszawy planowo miał dotrzeć po godz. 23.00. Ostatecznie pociąg dotarł na Dworzec Centralny z 45 minutowym opóźnieniem. Powodem opóźnienia było oberwanie chmury, którego w niedzielę doświadczyła Małopolska. Pasażerowie pociągu w trakcie podróży dostali dodatkowy posiłek. Czyż to nie wzruszające? Czterdzieści pięć minut spóźnienia i dodatkowy posiłek. To się nazywa troska o pasażera. Aż się chce wsiąść do pociągu. Byle jakiego?. No nie, to nie był byle jaki pociąg. Okazało się, że tym pociągiem jechała premier Ewa Kopacz i wiceprezes PIS Antoni Maciarewicz. Tymczasem w pociągach z Krakowa, które nie raz przyjeżdżają do Przemyśla z 180 minutowym opóźnieniem pasażer nawet na szklankę wody nie może liczyć, a cóż dopiero na dodatkowy posiłek. Podróżny nie tylko w pociągu, ale nawet na dworcu przecudnej urody suchej bułki nie może kupić, nie mówiąc już o szklance herbaty.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze