Kiedy Miles Davis, wspólnie ze swym Quintetem, nagrał album Cookin’…, powiedział: „ostatecznie to jest to, co zrobiliśmy – przyszliśmy i ugotowaliśmy”. Porównując jazz do potrawy, wypada stwierdzić, że jest to danie wykwintne i nie na każde podniebienie. Jak to w kuchni bywa, jest to zawsze kwestia smaku. W uznaniu dla sztuki jazzu i jej twórców, którzy na przestrzeni dziesięcioleci wykreowali tę muzykę, ustanowiono Międzynarodowy Dzień Jazzu. Święto proklamowano w listopadzie 2011 roku na 36. sesji Konferencji Generalnej UNESCO, przyjmując, iż obchodzone będzie 30 kwietnia.
Kiedy piszę te słowa, nie wiem, jak ten dzień świętowany będzie w Polsce, czy w Przemyślu. Wiem natomiast, że jazz stał się obecnie muzyką zapomnianą. Mało go w radio, w telewizji, jazzmani nie opływają w dostatki. Działa, co prawda, Leszek Możdżer i Tomasz Stańko, gra i komponuje Włodzimierz Pawlik i są to duże nazwiska, grają też młodzi, ale nie zmienia to faktu, iż jazz popadł w niełaskę. Minęły czasy, kiedy zjawisko to było w Polsce wyrazem powszechnej kontestacji i zrywu pokoleniowego. Nie może to dziwić, skoro początkowo władza ludowa nazywała jazz muzyką imperialistyczną. Twórczość Krzysztofa Komedy, niełatwa przecież w odbiorze, z powodzeniem wybrzmiewała na koncertach, festiwalach i w filmach. Nawet dzisiaj, kiedy ogląda się Nóż w wodzie, z tą muzą czuć ducha tamtych czasów. Jazz Jamboree czy krakowskie Zaduszki Jazzowe gromadziły tłumy. Kiedy studiowałem w Krakowie, bez problemu można było w tygodniu zaliczyć liczne koncerty jazzowe w tamtejszych klubach i było tego naprawdę sporo. Do wyboru, do koloru. W Przemyślu też drzewiej bywało. Cykliczne imprezy i koncerty w „Piwnicach” czy „Niedźwiadku” podawały jazz na tacy w najlepszym wydaniu. Stańko, Karolak, Śmietana i inni wielcy przyjeżdżali tu chętnie. Doszło nawet do tego, że Jan Ptaszyn Wróblewski w swoich Trzech kwadransach jazzu wspominał nieraz, że dobrze mu się grało w Przemyślu. Chwalił nas. To się zmieniło. Gusta masowego odbiorcy, orbitujące często wokół disco polo, mocno ograniczają pole oddziaływania bardziej ambitnej muzy. W deklaracji inaugurującej International Jazz Day napisano: „ustanowienie Dnia Jazzu ma na celu podniesienie świadomości społeczności międzynarodowych na temat sztuki jazzu, jego korzeni, stylów i oddziaływań oraz podkreślenie znaczenia tego gatunku muzyki, jako ważnego środka komunikacji społecznej”. Krótko mówiąc, chodzi o ukazanie jazzu jako pięknej muzyki, dającej ludziom radość i satysfakcję. W dobie niekończących się sporów i podziałów chciałoby się więc krzyknąć: więcej jazzu!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze