Są rzeczy, które przemijają i są takie, które trwają, mimo upływu czasu. Tak dziwnie jest ten świat urządzony. Nie chodzi tu bynajmniej o przedmioty, ale o twórczość człowieka we wszelkich jej przejawach. Tak jest też z niektórymi piosenkami, czy – jak kto woli – songami.
Piosenki o miłości i tym, z czym boryka się człowiek i świat. Opisywanie takiego koncertu zawsze spisane jest na straty. Z gazety nie słychać, jak ktoś śpiewa czy gra. Wystarczy powiedzieć, że widownia przeniosła się w czasoprzestrzeni i każdy otworzył pewnie w sobie swój mały, intymny świat. Herdzin na zmianę ze Szcześniakiem bawili publikę gadką, co sprawiło, że znikła gdzieś sztywność i oschłość, której doświadczamy ostatnio w nadmiarze. Cezary Konrad nie bije w bębny i blachy. On g ra na perkusji. To rzadka umiejętność i niebanalny pałker. Herdzin, oprócz wirtuozerii na klawiszach, potrafi też ładnie podśpiewać. Kubiszyn wie, że ma tylko cztery struny, ale snuje na nich wyjątkową opowieść basową. To się nazywa trio! Przemyska publiczność nagrodziła tych gości rzęsistymi brawami, na koniec na stojąco. Należy się. Mietek Szcześniak zaśpiewał na Zamku piosenki sprzed lat. Brzmiały tak, jakbyśmy je dopiero wczoraj usłyszeli.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze