Reklama

Zamek zdobyty

16/02/2017 07:56

Ray Wilson po raz kolejny dał czadu na scenie przemyskiego zamku. Ostatni wokalista legendarnej formacji „Genesis” pokazał wraz z zespołem , jak należy grać i śpiewać porządnego rocka na odpowiednim poziomie. Artysta, który od 8 lat zamieszkuje w Polsce, jest żywym zaprzeczeniem obiegowej i skądinąd słusznej tezy, iż w kraju nad Wisłą wysoki poziom trudno osiągnąć, a tym bardziej go utrzymać. Rok temu słuchałem Wilsona na tej samej scenie i w tej samej uroczej zamkowej scenerii.

Kiedy nabyłem ostatnią, wydaną w 2016 roku płytę Makes me think of home, postanowiłem sprawdzić, jak zabrzmią kawałki z tego albumu na żywo, tym bardziej że zapowiadano, iż obok szlagierów Genesis pojawią się też utwory najnowsze. I nie zawiodłem się. Zaczęło się, jak należy, to znaczy mocno i soczyście. Ray od razu pokazał, że jest frontmanem pełną gębą. Miał do dyspozycji dwóch gitarzystów, co przy częstej gitarze w jego rękach dawało trzy wiosła. Do tego mocny bas Lawrie Mac Milana, soczyste i dosadne bębny oraz klawisze tworzyły taką ścianę dźwięku, że przy głośniejszych numerach czuło się wibrujące powietrze. Na szczęście akustycy zadbali o czyste brzmienie i wokal Wilsona przebijał się przez to wszystko ze smakiem. A że ma ten człowiek kawał głosu, powoli i systematycznie wciągał publikę w swój show i dźwięki. Prawdziwą okrasą tej gry były solówki Marcina Kajpera, który raz ostro na saksie podnosił słuchaczom ciśnienie, a innym razem subtelnie na flecie wyczarowywał kojące dźwięki. Nie ma tutaj sensu wymieniać całej set-listy. Była jak zwykle zjawiskowa Mama, taneczne Congo, That’s all i Another Days in Paradis. Gitarzyści zmieniali gitary z elektrycznych na akustyczne, przechodząc z mocnego uderzenia w ballady. Przy Song for a friend  Wilson wspomniał Marka Niedźwiedzkiego, któremu, jak powiedział, wiele zawdzięcza. Usłyszeliśmy utwory z najnowszej płyty Wilsona. Energiczny The next life czy wysmakowany tytułowy Makes me think of home z pogłosem wokalu Raya. Pojawił się też wesoły The Airport Song. Nie obyło się bez aluzji na temat trasy z Poznania do Przemyśla. Widać było wyraźnie, że artysta dobrze się czuje w grodzie nad Sanem, na zamkowej scenie. To, że muzyka była grzechu warta, jest oczywiste. Równie ciekawa była postępująca przemiana publiczności. Na początek poderwała się dziewczyna i zaczęła kołysać w takt muzy. Potem systematycznie przybywało stojącej i kołyszącej się publiki. Wilson zachęcał do klaskania w rytm, co ludzie bez ociągania czynili. W zagranym na bis Knockin on’a heaven’s door wszyscy już stali i wybijali oklaskami rytm, śpiewając na zmianę z wokalistą refren pieśni. Smaku dodała ostra i dynamiczna solówka saksofonowa Kajpera i zespół pożegnał się z publicznością przy rzęsistych brawach. Można śmiało powiedzieć, że Zamek Kazimierzowski został przez Raya Wilsona  – po raz kolejny – zdobyty.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości