Wiosna już się tak wszędzie panoszy, że chciałoby się już uciec gdzieś w lasy, góry czy na łąki, nawet nie czekając na długi weekend. Ale trudno się temu pragnieniu wiosennej beztroski poddać tak całkiem bezwarunkowo, gdy życie publiczne w naszym kraju co i rusz zdejmuje człowieka chłodnym dreszczem. Ostatni tydzień ochłodził nas kilkoma zdarzeniami, a jedno z nich zmroziło mnie szczególnie. Chodzi mi mianowicie o naszego marszałka-seniora, czyli najstarszego polskiego posła i jego przeboje z głosowaniem na cztery ręce.
Już nawet nie sam fakt takiego czynu mnie uderzył (bo to nam nie pierwszyzna), ale sposób, w jaki nestor polskiego Sejmu się z niego tłumaczył. Tu sparafrazuję jego złotą myśl: „do złamania prawa nie dochodzi w wypadku, kiedy to ja postępuję wbrew prawu, bo skoro robię to ja, to przecież prawa nie łamię, bo ja mam rację”. Ten sposób myślenia o dobru wspólnym (którym jest państwo) przypomina co rusz czasy monarchii absolutnej, kiedy to dobro państwa było tożsame z dobrem władcy. Co prawda nie mówi nasz marszałek-senior, że państwo to on, ale doprawdy niewiele mu brakuje. Zresztą nie ma co się dziwić, bo ta sama pokryta srebrnym włosem głowa wypowiedziała parę miesięcy temu wiekopomne słowa o tym, że wola ludu jest ponad prawem. Myśl nie nowa, a wręcz dobrze znajoma, choć bliższa raczej azjatyckim standardom politycznym niż europejskiej tradycji demokratycznej, której podwaliny powstały 3 maja 1791 roku.
Samo zdarzenie z minionego tygodnia można by uznać za rodzaj polskiego folkloru politycznego albo za efekt słabej znajomości przepisów u posła, który choć jest najstarszy, to jednak debiutuje w tej roli. Zmroziło mnie jednak co innego – jego pełne przeświadczenie, że władza (tutaj ustawodawcza) może z państwem robić, co jej się żywnie spodoba i nikt nie ma tu nic do gadania. Nie jest to zresztą teza tego jedynego posła – wielu polityków, ze wszystkich stron i obozów, żywi takie przekonanie, choć z reguły starają się tego nie mówić głośno.
Brak w ich myśleniu rozgraniczenia między dobrem publicznym (które jest ponadpartyjne) i polityką (która jest ścieraniem się poglądów i walką o władzę), a właśnie ono stanowi fundament funkcjonowania dojrzałych państw zachodnich. Ale naprawdę trudno się tu nawet dziwić, bo taka postawa bardzo rzadko w dziejach polskiego państwa miała miejsce. Wydaje mi się, że ostatni raz było to gdzieś w okolicach Sejmu Wielkiego. A jak pamiętamy, potem nastała Targowica i wszelkie nadzieje na państwo sprawiedliwe, otwarte, tolerancyjne i nowoczesne zmarły jak wiosenne kwiaty ścięte mrozem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze