Pelargonie to jedne z najczęściej uprawianych roślin ozdobnych. Wielość odmian, długi okres kwitnienia i niewielkie wymagania sprawiają, że chętnie sadzimy je w ogrodach oraz skrzynkach, donicach zdobiących nasze balkony i tarasy. Nie groźne im palące słońce, ale wystarczy niewielki przymrozek, aby zmarniały. Dlatego przed nastaniem zimy pelargonie należy wnieść do pomieszczeń.
Do przezimowania wybieramy rośliny silne i zdrowe, które obficie kwitły i bujnie rosły. Słabe i chorowite odrzucamy. Pelargonie rosnące w donicach i skrzynkach przenosimy do domu wraz z nastaniem pierwszych przymrozków. Pędy roślin przycinamy tuż nad węzłem, tak aby miały nie więcej niż 20 cm długości. Jeśli pelargonie rosły w gruncie – delikatnie je wykopujemy, pilnując, aby nie uszkodzić korzeni. Otrząsamy z ziemi, również przycinamy i przesadzamy do głębokich pojemników wyposażonych w otwory odpływowe, wypełnionych podłożem ubogim w minerały. Pojedyncze donice powinny mieć średnicę ok. 20 – 25 cm, natomiast skrzynki wybierajmy na tyle duże, aby rośliny udało się rozmieścić w podobnych odstępach (ok. 25 cm).
Pojemniki z kwiatami ustawiamy w widnych pomieszczeniach (chłodne klatki schodowe, werandy, garaże), w których temperatura utrzymuje się na poziomie 6 – 8 st. C. W trakcie zimowania podlewamy rośliny sporadycznie, zawsze na podstawki. Podlewanie bezpośrednio do gleby może spowodować gnicie i sprzyjać chorobom grzybowym.
Od około połowy stycznia możemy zacząć pobudzać pelargonie do wzrostu. Podwyższamy temperaturę o 3 – 4 st. C, nieznacznie zwiększamy częstotliwość podlewania. Do wody możemy dodać nawozu wieloskładnikowego. Na przełomie lutego i marca wykonujemy kolejne cięcie, aby roślina zanadto się nie rozkrzewiła i obficie ukwieciła się latem.
Uwaga! Wraz z upływem lat pelargonie tracą swoje walory ozdobne, dlatego nie przechowujemy ich przez okres dłuższy niż dwa lata. Najlepiej kwitną w pierwszym roku po ukorzenieniu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze