Ależ to była partia szachów. Ależ to był taktyczny „potwór” z obu stron. Mecz absolutnie równych sobie ekip, z których zwycięsko wyszli futsaliści Texom Eurobusu Przemyśl. Do przerwy 1:0. Pamiętacie już to skądś? Scenariusz napisany dzisiejszego popołudnia w hali sportowej przy ulicy Startowej w Bielsku-Białej jest identyczny jak w zeszłym sezonie. Finalnie nie może się jednak powtórzyć, bo nic dwa razy się na zdarza!
Jeśli ktoś przed rozpoczęciem półfinałów fazy play-off FOGO Futsal Ekstraklasy z pełną stanowczością wskazywał faworytów rywalizacji, sam sobie robił krzywdę. Każdy wynik jest w dwóch parach możliwy. Decydować będą detale, dyspozycja dnia, większa parkietowa przebiegłość, pomysł na przechytrzenie rywala. Bo przecież było wiadomo, że sztaby szkoleniowe najlepszej futsalowej „czwórki” w Polsce nie po to zarywały noce, nie po to prześwietlały rywali na wskroś, nie po to budowały potęgę skautingu, aby nie sprawić, że każdy o każdym wiedział dosłownie wszystko.
Fakt, że Texom Eurobus Przemyśl w przekroju kilku wcześniejszych miesięcy był zespołem lepszym od Rekordu Bielsko-Biała, że – mimo wszystko – jest jakościowo solidniejszy i lepiej zbilansowany, w środę, 13 maja br., nie miało żadnego znaczenia. Żadnego znaczenia nie miał również fakt, że ekipa Vanildo Neto dwukrotnie w fazie zasadniczej była zdecydowanie lepsza od 7-krotnego mistrza Polski, wygrywając u siebie 5:0 i na wyjeździe 4:2. Rozpoczynała się zupełnie nowa historia, której finału nikt nie znał.
Prawdą jest, że Texom Eurobus ma z Rekordem rachunki do wyrównania. Rachunki z poprzedniego sezonu, kiedy team Chusa Lopeza dokonał niemal niemożliwego, eliminując Przemyślan w I rundzie fazy play-off. Przegrywając u siebie, dwukrotnie był lepszy na parkiecie hali POSiR, wygrywając trzeci pojedynek po serii rzutów karnych. Wygrali, niemal słaniając się na nogach. Dlaczego wygrali? Bo Rekord Bielsko-Biała to Rekord Bielsko-Biała. Nikt nigdy nie ma prawa lekceważyć tego zespołu, twierdzić, że jest w kryzysie, bo może stracić wszystko.
W tej rywalizacji nic kompletnie nie jest jeszcze rozstrzygnięte. Zakończyła się dopiero I połowa. Spotkanie miało wiele płaszczyzn. Od tej najważniejszej, wynikowej, po ogrom presji, prowokacji i czyhania na błędy rywala. W I połowie lepszym zespołem był Rekord. Częściej był przy piłce, proponował ciekawsze rozwiązania w ofensywie. Przemyślanie hołdowali ostrożności. Kapitalnie w bramce spisywał się Krzysztof Iwanek, który zwycięsko wychodził z pojedynków m.in. z: Kenjim, Pawlusem czy Budniakiem. Ale to goście objęli prowadzenie. Mocny strzał Rostisława Semenczenki sparował przed siebie Michał Kałuża, a najprzytomniej przed bramką zachował się Danił Abakszyn. Na trzy minuty przed zejściem do szatni jeden jedyny błąd w tym meczu popełnił K. Iwanek, ale kosztował on utratę bramki po strzale Mikołaja Zastawnika.
W II połowie gra się zdecydowanie wyrównała, a mądrzej poczynali sobie podopieczni Vanildo Neto. Zaczęli kapitalnie, bo po 11 sekundach odzyskali prowadzenie. Po składnej akcja, w której asystentem był Fábio Cecílio, a egzekutorem Henrique Diniz. W miarę upływu czasu gospodarze zaczęli nieco opadać z sił, ale wciąż byli piekielnie groźni. Jak w 22. Gustavo Henrique nie trafił z 2 m do pustej bramki, wie tylko on. Potem podobnych sytuacji miejscowi już nie mieli, za to refleksem błysnął M. Kałuża. Znakomicie spisał się przy uderzeniach m.in. Fábio Cecílio czy Henrique Diniza głową. Od 35. min Rekord grał z lotnym bramkarzem. Nic jednak nie osiągnął, bo Przemyślanie kapitalnie potrafili się ustawiać, odcinając możliwości kombinacyjne rywala, skutecznie zamykając wolne przestrzenie. I czekali na błąd rywala. Ten przytrafił się na kilkadziesiąt sekund przed końcem, po którym najlepszy na parkiecie R. Semenczenko uderzeniem przez cały plac ustalił wynik tego pasjonującego widowiska.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze