Reklama

Zwierzęta w cyrku

11/04/2016 20:42

Zawsze kiedy do Przemyśla przyjeżdża cyrk, budzą się we mnie ponure myśli. Zastanawiam się wtedy, dlaczego właściwie ta instytucja ciągle jeszcze działa i spotyka się ze sporym zainteresowaniem. Może nie wszędzie, bo w wielu miastach ludzie i lokalne władze nie godzą się na widowiska z udziałem zwierząt, a robią tak dlatego, że uznają, iż instrumentalne zmuszanie zwierząt do niezgodnych z ich naturą zachowań jest nieetyczne. Zwłaszcza jeśli jeszcze patrzą się na to dzieci. Niektórzy twierdzą wręcz, że wyznacznikiem naszego człowieczeństwa jest empatia, którą czujemy nawet wobec innych stworzeń (zwłaszcza tych słabszych od nas, cierpiących i sponiewieranych). U nas jednak ciągle jeszcze tłumy walą do cyrkowych namiotów.

Pytałem czasem ludzi, którzy do cyrku się wybierali, po co to właściwie robią? Odpowiedź jest zawsze ta sama: „żeby dzieci zobaczyły przynajmniej raz w życiu”. Niektórzy są wręcz przekonani o wyjątkowym walorze edukacyjnym takiej wizyty w cyrku, bo przecież latorośl może tam zobaczyć na arenie tańczące koniki, kłaniające się słoniki i skaczące lewki, których w naturalnym otoczeniu przyrody Podkarpacia nie uświadczy. Inni z kolei twierdzą, że to niewinna rozrywka, wręcz stworzona dla dzieci i że nie można dać się zwariować.

 Dlatego też postanowiłem wysilić pamięć, żeby sprawdzić, jaki wpływ na mnie miały podobne zdarzenia z dzieciństwa. Długo szukałem w pamięci faktu pobytu w cyrku. Przypominałem  sobie czechosłowackie wesołe miasteczka, które rozbijały się na placu cyrkowym, tam gdzie dziś stoi hotel Accademia. Przypominałem sobie wielkie i małe karuzele, jakieś samochodziki na uwięziach, jakieś wirujące samolociki, natomiast długo nie mogłem przywołać w pamięci widowiska cyrkowego. Wreszcie po jakimś czasie pojawiło się wspomnienie, słabe i zatarte, jakiegoś kolorowego widowiska, jakiejś orkiestry, jakiegoś klowna (choć nie dam głowy, czy to moje realne wspomnienie, czy obraz zobaczony w telewizji lub kinie). Nic więcej. Nie zapadło mi to zdarzenie w duszę na całe życie, ani nie stało się radosną reminiscencją. Można powiedzieć, że nie nauczyło mnie ono niczego.

Reklama

Natomiast z tego samego czasu pochodzi inne wspomnienie – wyraźne i silne – które powraca przez całe życie. Otóż pamiętam siebie, stojącego na tym samym placu, patrzącego na umieszczone na wozach klatki ze zwierzętami. Nie wiem, czy to był ten sam cyrk, ale na pewno jakaś instytucja przenośna, która woziła ze sobą niewielką menażerię. Był tam między innymi goryl, zamknięty w klatce niewiele większej od niego samego. Nie mógł w niej stać, nie mógł się poruszać, tylko patrzył na śmiejących się z niego gapiów, którzy rzucali w niego jedzeniem. Pamiętam, że choć byłem bardzo mały, to zrobiło mi się strasznie wstyd za ludzi.  Ten sam wstyd powraca za każdym razem, gdy widzę ludzi, których bawi oglądanie cyrkowych „sztuczek”, do których zmuszane są zwierzęta. I to chyba jedyna korzyść, jaką z cyrku wyniosłem.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    mieszkaniec Przemyśla - niezalogowany 2016-04-12 15:17:18

    Szkoda, że przemyskie szkoły tak ochoczo angażują się w rozdawanie swoim uczniom ulotek promujących tą barbarzyńską zabawę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Daga - niezalogowany 2016-04-12 16:33:59

    Nie mam takich wspomnień z cyrkiem, wręcz przeciwnie. Z tego co się wiem, to każdy cyrkowy występ musi być zatwierdzony przez weterynarza, wiec nie ma mowy o wykonywaniu nienaturalnych czynności. Poza tym, trenerzy chętnie oprowadzają po zapleczu, pokazują jak naprawdę żyje się zwierzętom, także czasem pewne rzeczy lepiej sprawdzić, a nie opierać się na własnych, też trochę pewnie podkoloryzowanych wspomnieniach ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    trzezow myslacy - niezalogowany 2016-04-12 16:41:15

    Czy aby Pan redaktor nie przesadza? już nie popadajmy w paranoję!! Ja z dziecinstwa doskonale pamietam cyrk i zadnych negatywnych a tym bardziej traumatycznych przeżyć nie zakodowałem. Czym różni sie cyrk od np. wyścigów konnych, skoków przez przeszkody, wystaw psów kotów - czy tam zwierzeta nie cierpią ? Juz nie wspomnę o bardziej drastycznych sportach jak np. wyścigi psich zaprzęgów, gdzie zwierzęta poddawane są wysiłkowi ponad siły. A może popatrzmy na ludzi, i ich rozrywki na np naszą gwiazde narodową J. Kowalczyk czy ten sport jest humanitarny? Bo jakoś nie widziałem aby te zwierzeta po występie nie mogły złapać tchu i padały ze zmęczenia, wręcz przeciwnie wyglądały na zadowolone. Za chwilę dojdzie do tego, że kanarki będzie trzeba wypuszczać z klatek a rybki z akwarium bo to przecież nie jest ich naturalne środowisko.A co złego jest w tym , że dziecko zobaczy zwierzaka innego niż na spacerze któro biega po wybiegu. Może nie mam sokolego oka ale nie widziałem aby ktoś tam robił krzywdę tym zwierzętom. Więc nie szukajmy sobie problemu tam, gdzie go nie ma. A już zupełnie na marginenie to może P. Szanowny Redaktor raczej napisze gdzie zabrać w niedzielne popołudnie w Przemyślu  dzieci aby sie nie wstydzić- może na rynek gdzie na zewnątrz piją piwo, NIE to też nie przystoi!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości