Rozmowa z aktorką i wokalistką Joanną Aleksandrowicz rozmawiamy o szczególnym klimacie Podkarpacia, bezkresnych Bieszczadach i wyjątkowym koncercie w Jarosławiu.
Kiedy mówisz Podkarpacie, jakie masz skojarzenia, co przychodzi Ci od razu na myśl?
– Nie muszę się nawet nad tym zastanawiać, bo pierwsza myśl jest o ludziach kochających sztukę i kulturę. Otwartych, bezpośrednich, jednym słowem „prawdziwszych”. Mam poczucie, że publiczność na Podkarpaciu doskonale czuje klimat moich koncertów i ta energia przepływa między nami swobodnie, naturalnie, na zupełnym luzie. Kiedy jadę więc w ten piękny region Polski, informuję swoich muzyków, że będzie to wyjątkowy czas i na pewno niezwykłe spotkanie z widzami.
Zawsze tak się dzieje?
– Zawsze! Dlatego uwielbiam wracać na Podkarpacie, to jeden z dwóch regionów w naszym kraju, który dla mnie jest szczególny, właśnie za sprawą widzów. Podobnie dzieje się na Kaszubach, tam sale koncertowe są zawsze pełne, a publiczność skoncentrowana, otwarta na dialog, podobnie jak na Podkarpaciu. Niestety, nie byłam jeszcze w Przemyślu, który bardzo chciałabym zobaczyć, gdyż z różnych opowieści wiem, że to miasto czaruje niepowtarzalnym klimatem dawnej Galicji oraz niezapomnianą atmosferą kresowej różnorodności.
Które miejsca w tym regionie zapadły Ci szczególnie w pamięć?
– Z pewnością Bieszczady, które są idealnym miejscem na niepowtarzalny relaks i odpoczynek! Pamiętam, że wyjazd w te góry był jednym ze spokojniejszych w moim życiu, gdzie byłam blisko natury, do tego z pyszną kuchnią i rzadko spotykaną gościnnością. Bezkres łąk, pól, czas spędzony ze zwierzętami – to zawsze dobrze działa na psychikę, szczególnie osób, które tak jak ja, żyją szybko, w ciągłym pędzie.
W sierpniu tego roku, w ramach trasy „Od nocy do nocy”, pojawiłaś się jednak na Podkarpaciu, występując między innymi w Schronie Kolejowym w Stępinie oraz Jarosławiu. Dobrze wspominasz te odwiedziny?
– Oczywiście! To były bardzo przejmujące wieczory, a reakcje widzów w trakcie i po koncercie były dla mnie dowodem, że praca, którą wykonuję, ma sens. To najlepszy prezent, jaki mogłam dostać, gdyż moją pracę traktuję także jako misję niesienia ludziom pozytywnej energii, wartościowych doświadczeń artystycznych, bo wierzę, że kultura ma sprawczą moc i dzięki kontaktowi ze sztuką żyje się lepiej, mądrzej, piękniej i bardziej świadomie. Przy okazji, dzięki uprzejmości instytucji kultury w Jarosławiu zwiedziłam część miasta z Rynkiem włącznie i z pewnością jeszcze tu wrócę!
Pod koniec września wystąpiłaś również w Wiśniowej, z którą wiąże się historia pewnego dębu. Skąd pomysł, by wystąpić właśnie tam?
– Przy okazji sierpniowej trasy miałam okazję bliżej poznać wspomniane miejsce, przejść filmowymi alejami drzew i usłyszeć przejmującą opowieść o żydowskiej rodzinie, która w czasie niemieckiej okupacji schroniła się na kilka dni w tym niezwykłym, symbolicznym drzewie. Historia żydowska jest mi szczególnie bliska ze względu na film „Wesele 2” w reżyserii Wojtka Smarzowskiego, w którym wzięłam udział.
Z projektem „Od nocy do nocy” jeździsz od ponad pięciu lat. Co sprawia, że cieszy się on tak dużą popularnością...
Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się
Pozostało 52% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze