Przemysław Szlagor najszybciej pokonał liczącą ok. 1148 km trasę ze Świeradowa-Zdroju do Przemyśla, pozostawiając pozostałych uczestników maratonu MRDP daleko za sobą. W tym czasie spał przez zaledwie 20 minut na przystanku w Bieszczadach.
MRDP to maraton, którego łączna długość wynosi 3130 km, a limit czasu 10 dni. Jest on poprzedzony trzema etapami, tzw. rozgrzewką. Od 24 sierpnia trwa MRDP Góry ze Świeradowa-Zdroju na Dolnym Śląsku do Przemyśla
Uczestnicy kategorii Extrem muszą pokonać trasę bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz. Nie może im towarzyszyć obsługa techniczna, czy pomoc medyczna. W związku z tym w razie awarii, złego samopoczucia, czy kontuzji[paywall], są zdani tylko na siebie i ekwipunek zabrany na rower jeszcze na starcie. Dozwolone jest natomiast korzystanie z pomocy innych uczestników lub napotkanych po drodze ludzi. To, kiedy będą jechać, a kiedy odpoczywać i jeść – ustalają sobie sami.
Przemysław Szlagor narzucił sobie ambitne zadanie. Postanowił, że do Przemyśla dojdzie w czasie krótszym niż dwie doby. Udało mu się rzutem na taśmę. Na Rynku zameldował się po 47 godzinach i 50 minutach od startu. Nie wpadł jednak pędząc z językiem na brodzie, tylko wjechał spokojnie niemal niezauważany. W poniedziałkowe południe (26.08), oczekiwany przez niewielką grupę pracowników urzędu miejskiego, wiceprezydenta Bogusława Świeżego i dziennikarza Życia Podkarpakciego, rzucił spokojnie: – Chyba się właśnie doczekaliście. Byłoby nawet trochę lepiej, ale miałem awarię na samym końcu. Pękła szprycha, którą musiałem co jakiś czas podciągać.
Na pierwszy, ani nawet na drugi rzut oka wcale nie wyglądał jak ktoś, kto jedzie przez całą południową Polskę. Wyposażenie miał skromniejsze, niż niejeden z nas bierze na wycieczkę koło miasta – zmieściło się w zaledwie dwóch sakiewkach. Większy balast, spowalniałby podróż. Z drugiej strony, w razie deszczu, czy większego chłodu, byłby poważny problem. – Ale było nieźle. Prognozowali burze w okolicach Zakopanego, ale skończyło się na tym, że pokropiło po mnie, co nawet było przyjemne w tej temperaturze – wspominał.
Zabrał tylko rękawy, nakolanniki i dwie kamizelki. – Jak to się wszystko poubierało, to można było nawet spać na przystanku. To były Bieszczady i noc, więc nie było stacji benzynowej, żeby się czymś wspomóc. Próbowałem różnych sposobów i ta drzemka mi dużo dała – opowiadał.
Drzemał tylko drugiej nocy (z niedzieli na poniedziałek). W pierwszej dobie maratonu, nie spał w ogóle.
Każdy z czterech etapów MDRP odbywa się raz w roku. Poprzedni MDRP Góry był 4 lata temu. Wówczas pan Przemysław też wystartował i też wygrał. – Trzeba było przyjechać i obronić tytuł – uśmiecha się.
Cztery lata temu do udziału namówił go kolega. – Miał z nim jechać brat, ale się rozchorował. Zadzwonił do mnie. Zdecydowałem się w środę, startowałem w sobotę. Bez żadnego przygotowania, ale wyszło – wspomina.
Jeśli jest dobra pogoda, na co dzień dojeżdża do pracy z Kobiernic do Bielska-Białej, gdzie programuje maszyny sterowane numerycznie, głównie frezarki. – To jakieś 17 kilometrów, ale jestem szybciej niż samochodem, bo miasto jest zakorkowane – mówi. Rocznie przejeżdża na rowerze ok. 12 tys. km.
Kolejni uczestnicy MRDP Góry wciąż dojeżdżają do Przemyśla. Maraton zakończy się w czwartek, 29 sierpnia i tego dnia ostatni rowerzyści powinni dotrzeć do naszego miasta. Pan Przemek pokonał pozostałych uczestników o kilka długości.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze