Reklama

13 intencji, 1007 kilometrów. Pielgrzymki przemyślanki, pani Heleny

19/11/2017 15:30

W drodze była półtora miesiąca. Swoją trzecią pieszą pielgrzymkę do grobu św. Jakuba Apostoła rozpoczęła w Sewilli. Na szlak Via de la Plata wyszła 18 sierpnia. W ponad czterdziestopniowym upale przemierzała dziennie od 20 do 35 km. Z bagażem 64 lat i ciężarem w sensie dosłownym – 17. kilogramami na plecach.

Sześćdziesięcioczterolatka z Przemyśla najpierw udała się do Krakowa, by stamtąd wylecieć do hiszpańskiej Malagi. Następnie przesiadła się na autobus. Dotarłszy do Sewilli rozpoczęła trzecią w swoim życiu pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Tym razem[paywall] szlakiem Via de la Plata, czyli św. Jakuba. – Pod koniec odbiłam na Sanabres, z uwagi na to, że Via de la Plata prowadzi do szlaku francuskiego, a tamtędy już szłam – uściśla pani Helena.

Trudne początki

Wszystko zaczęło się trzy lata temu. Wcześniej były przygotowania. – Czytałam przewodniki, relacje innych pielgrzymów – wskazówki, rady. Mniej więcej wiedziałam, na co się nastawiać – przyznaje. Przemyślanka wyruszyła na trasę w sierpniu 2014 r. Z Saint Jean Pied de Port do Santiago de Compostela.. Do przebycia miała ok. 830 km. – Dobrze, że Pan Bóg stworzył mgłę, bo gdybym zobaczyła co mnie czeka, to bym zawróciła. Na odległość 7 – 8 metrów nic nie było widać. 22 kilometry pod górę – bez końca, a potem 5 kilometrów w dół, jak po dachu. Tragedia – wspomina swoje pierwsze starcie z Pirenejami. Wybrała wówczas celowo szlak dość uczęszczany. Rok później wyruszyła do Santiago z Lizbony.

– To były trudne i ciężkie 32 dni – opowiada. Po koniec drogi, 15 września 2015 r. pisze do rodziny: „Dziś przekroczyłam granicę portugalsko-hiszpańską, most pomiędzy Tui a Porrino. Miasto piękne, ale co z tego. Ciężko!!! Ciągle pada, wszystko mokre. Jest dużo pielgrzymów „starych”, ale i „nowych”, bo to ostatnie 100 km”. Wystarczy bowiem przejść 100 km, by otrzymać bezpłatny dokument potwierdzający przybycie do grobu św. Jakuba. Można się jednak starać o uzyskanie imiennego certyfikatu (kosztuje 3 euro), na którym umieszczane są ponadto informacje takie jak dzień i miejsce rozpoczęcia pielgrzymki, ilość przebytych kilometrów, data przybycia do Santiago de Compostela oraz nazwa szlaku. 

Reklama


fot.zbiory własne
Szła wcześniej pieszo z Przemyśla do Częstochowy, z Góry Kalwarii do Lichenia, z Rzeszowa do Lwowa. z Bydgoszczy do Wilna przez Białoruś.

Do trzech razy sztuka?

Wyruszywszy z Sewilli pani Helena pokonywała dziennie od 20 do 35 kilometrów. Między jedną a drugą miejscowością jest około 15 – 20 kilometrów. Ważne było jednak usytuowanie noclegowni na szlaku, niekiedy musiała zboczyć z trasy, nabijając dodatkowe kilometry. Do albergi – noclegowni, schroniska trafia się z drogi, bez wcześniejszego umawiania się.

Zasadniczo rozchodzi się o łóżko i wodę. Im wyższy standard, tym rzecz jasna lepiej dla pielgrzyma. Przydaje się dostęp do kuchni, czajnika. Niektóre schroniska są państwowe, inne prywatne, jeszcze inne parafialne, jedne na 6 osób, inne na 100, przeważnie ulokowane we wsiach i w małych miejscowościach. Koszt zakwaterowania to przeciętnie 6 –10 ero, ale bywa, że i 15. Zatrzymawszy się na nocleg, można przy okazji wyprać ubrania – nie w łazience, wyłącznie na zewnątrz, w zimnej wodzie oraz upewnić się, czy idzie się w dobrym kierunku. Pobyt pątnika w noclegowni zostaje odnotowywany. Każda alberga ma swoją pieczątkę, którą wbija do Credencial del Peregrino, dokumentu potwierdzającego, że dana osoba jest pielgrzymem.

Reklama

Aby przemierzyć trasę z Sewilli do Santiago przemyślanka potrzebowała półtora miesiąca. – Są tacy, którzy idą krócej, ale idą po 35 – 40 kilometrów codziennie. Poza tym szlak jest nie tyle ogólnie ciężki, co w trudny do pokonania w tym czasie, kiedy ja szłam. Temperatura – 50 stopni. Drogi nie zawsze asfaltowe. Często wędrówka przez pastwiska, plantacje winogron, dębów, gaje oliwne. Na plecach około 17 kilogramów. Dodatkowo woda na dany odcinek – wylicza trudności pani Helena.

W Santiago

– Na miejscu, w katedrze należy bezwzględnie uściskać św. Jakuba. Później zejść do podziemi, gdzie jest jego grób. Warto zobaczyć ceremonię okadzania świątyni – olbrzymi trybularz zawieszony na sznurze, mocno rozhuśtany (potrzeba do tego aż 8 ludzi) okadza kościół. Równocześnie siostry śpiewają pieśni maryjne. Piękne widowisko – zachwyca się przemyślanka. Z Santiago de Compostela pani Helena miała iść jeszcze na Fisterrę, symboliczny koniec świata. Tam, zgodnie z tradycją pielgrzym powinien ubrać nową szatę, spalić starą, choćby coś symbolicznie i zacząć nowe życie. Na trzy, cztery dni przed Santiago pojawił się u niej problem z nogą i niestety… – Płakałam nie z bólu, ale z żalu, że dalej już nie pójdę. Pojechałam autobusem – stwierdza.

Tym razem przemyślanka pieszo przebyła 1007 km. Zapytana o intencję tej i wcześniejszych pielgrzymek, odpowiada, że ma ich 13, tyle ile dzieci i wnuków razem wziętych. 


AB
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    rówieśniczka - niezalogowany 2017-11-19 16:52:09

    Gratuluję wyczynu i odwagi!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    q - niezalogowany 2017-11-20 11:02:32

    godne podziwu

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Wzruszająca - niezalogowany 2017-11-20 21:25:50

    Silna kobieta po swojej mamie! 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości