W drodze była półtora miesiąca. Swoją trzecią pieszą pielgrzymkę do grobu św. Jakuba Apostoła rozpoczęła w Sewilli. Na szlak Via de la Plata wyszła 18 sierpnia. W ponad czterdziestopniowym upale przemierzała dziennie od 20 do 35 km. Z bagażem 64 lat i ciężarem w sensie dosłownym – 17. kilogramami na plecach.
Sześćdziesięcioczterolatka z Przemyśla najpierw udała się do Krakowa, by stamtąd wylecieć do hiszpańskiej Malagi. Następnie przesiadła się na autobus. Dotarłszy do Sewilli rozpoczęła trzecią w swoim życiu pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Tym razem[paywall] szlakiem Via de la Plata, czyli św. Jakuba. – Pod koniec odbiłam na Sanabres, z uwagi na to, że Via de la Plata prowadzi do szlaku francuskiego, a tamtędy już szłam – uściśla pani Helena.
Wszystko zaczęło się trzy lata temu. Wcześniej były przygotowania. – Czytałam przewodniki, relacje innych pielgrzymów – wskazówki, rady. Mniej więcej wiedziałam, na co się nastawiać – przyznaje. Przemyślanka wyruszyła na trasę w sierpniu 2014 r. Z Saint Jean Pied de Port do Santiago de Compostela.. Do przebycia miała ok. 830 km. – Dobrze, że Pan Bóg stworzył mgłę, bo gdybym zobaczyła co mnie czeka, to bym zawróciła. Na odległość 7 – 8 metrów nic nie było widać. 22 kilometry pod górę – bez końca, a potem 5 kilometrów w dół, jak po dachu. Tragedia – wspomina swoje pierwsze starcie z Pirenejami. Wybrała wówczas celowo szlak dość uczęszczany. Rok później wyruszyła do Santiago z Lizbony.
– To były trudne i ciężkie 32 dni – opowiada. Po koniec drogi, 15 września 2015 r. pisze do rodziny: „Dziś przekroczyłam granicę portugalsko-hiszpańską, most pomiędzy Tui a Porrino. Miasto piękne, ale co z tego. Ciężko!!! Ciągle pada, wszystko mokre. Jest dużo pielgrzymów „starych”, ale i „nowych”, bo to ostatnie 100 km”. Wystarczy bowiem przejść 100 km, by otrzymać bezpłatny dokument potwierdzający przybycie do grobu św. Jakuba. Można się jednak starać o uzyskanie imiennego certyfikatu (kosztuje 3 euro), na którym umieszczane są ponadto informacje takie jak dzień i miejsce rozpoczęcia pielgrzymki, ilość przebytych kilometrów, data przybycia do Santiago de Compostela oraz nazwa szlaku.

fot.zbiory własne
Szła wcześniej pieszo z Przemyśla do Częstochowy, z Góry Kalwarii do Lichenia, z Rzeszowa do Lwowa. z Bydgoszczy do Wilna przez Białoruś.
Wyruszywszy z Sewilli pani Helena pokonywała dziennie od 20 do 35 kilometrów. Między jedną a drugą miejscowością jest około 15 – 20 kilometrów. Ważne było jednak usytuowanie noclegowni na szlaku, niekiedy musiała zboczyć z trasy, nabijając dodatkowe kilometry. Do albergi – noclegowni, schroniska trafia się z drogi, bez wcześniejszego umawiania się.
Zasadniczo rozchodzi się o łóżko i wodę. Im wyższy standard, tym rzecz jasna lepiej dla pielgrzyma. Przydaje się dostęp do kuchni, czajnika. Niektóre schroniska są państwowe, inne prywatne, jeszcze inne parafialne, jedne na 6 osób, inne na 100, przeważnie ulokowane we wsiach i w małych miejscowościach. Koszt zakwaterowania to przeciętnie 6 –10 ero, ale bywa, że i 15. Zatrzymawszy się na nocleg, można przy okazji wyprać ubrania – nie w łazience, wyłącznie na zewnątrz, w zimnej wodzie oraz upewnić się, czy idzie się w dobrym kierunku. Pobyt pątnika w noclegowni zostaje odnotowywany. Każda alberga ma swoją pieczątkę, którą wbija do Credencial del Peregrino, dokumentu potwierdzającego, że dana osoba jest pielgrzymem.
Aby przemierzyć trasę z Sewilli do Santiago przemyślanka potrzebowała półtora miesiąca. – Są tacy, którzy idą krócej, ale idą po 35 – 40 kilometrów codziennie. Poza tym szlak jest nie tyle ogólnie ciężki, co w trudny do pokonania w tym czasie, kiedy ja szłam. Temperatura – 50 stopni. Drogi nie zawsze asfaltowe. Często wędrówka przez pastwiska, plantacje winogron, dębów, gaje oliwne. Na plecach około 17 kilogramów. Dodatkowo woda na dany odcinek – wylicza trudności pani Helena.
– Na miejscu, w katedrze należy bezwzględnie uściskać św. Jakuba. Później zejść do podziemi, gdzie jest jego grób. Warto zobaczyć ceremonię okadzania świątyni – olbrzymi trybularz zawieszony na sznurze, mocno rozhuśtany (potrzeba do tego aż 8 ludzi) okadza kościół. Równocześnie siostry śpiewają pieśni maryjne. Piękne widowisko – zachwyca się przemyślanka. Z Santiago de Compostela pani Helena miała iść jeszcze na Fisterrę, symboliczny koniec świata. Tam, zgodnie z tradycją pielgrzym powinien ubrać nową szatę, spalić starą, choćby coś symbolicznie i zacząć nowe życie. Na trzy, cztery dni przed Santiago pojawił się u niej problem z nogą i niestety… – Płakałam nie z bólu, ale z żalu, że dalej już nie pójdę. Pojechałam autobusem – stwierdza.
Tym razem przemyślanka pieszo przebyła 1007 km. Zapytana o intencję tej i wcześniejszych pielgrzymek, odpowiada, że ma ich 13, tyle ile dzieci i wnuków razem wziętych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Poszłaby baba do Brukseli opierdolić Tuska.
Gratuluję wyczynu i odwagi!
godne podziwu
Silna kobieta po swojej mamie!