– Żałuję tego, co się stało – zapewniła Anna G. jednocześnie nie przyznając się do zabójstwa swojego partnera Pawła Ł. Młodej kobiecie – w przypadku uznania za winną zarzucanego jej czynu – grozi kara od 8 do 25 lat pozbawienia wolności.
W czwartek, 16 bm. o godzinie 9 Anna G. w asyście policjanta i policjantki weszła na największą salę rozpraw w Sądzie Okręgowym w Przemyślu. Ubrana w czarną spódnicę, białą bluzkę i brązową, skórzaną kurtkę ze spuszczoną głową wysłuchała odczytanego przez prokuratura Piotra Balickiego aktu oskarżenia. Wynika z niego, że 25 maja 2015 r. w podjarosławskim Pawłosiowie „działając z bezpośrednim zamiarem [paywall] pozbawienia życia Pawła Ł. zadała mu nożem kuchennym cios w klatkę piersiową, czym spowodowała ranę kłutą klatki piersiowej z uszkodzeniem płuca lewego i tętnicy płucnej”. Następstwem obrażeń był masywny krwotok wewnętrzny i śmierć. W chwili zdarzenia podsądna znajdowała się w 5 miesiącu ciąży. Ojciec dziecka to zmarły 26-latek. Zespół biegłych psychiatrów w wyniku przeprowadzonej obserwacji stwierdził u kobiety[paywall] niewielkie zaburzenia zachowania typowe dla wieku młodzieńczego. Jednak w nieznacznym stopniu wpłynęły one na rozumienie znaczenia czynu i pokierowanie postępowaniem.
Anna G. i Paweł Ł. tworzyli parę. Poznali się jesienią 2014 roku. Kilka miesięcy później, wówczas 17-latka oznajmiła mu, że urodzi jego syna. Mężczyzna, chociaż miał żonę i 2 dzieci, nie mieszkał z nimi. Przebywał u swojej matki, a przez kilka tygodni tuż przed dramatycznym zajściem korzystał z gościny w domu rodziców podsądnej.
– Początkowo traktował mnie dobrze – zapewniła G. – Później zaczęły się awantury. Paweł lubił wypić, nie stronił od alkoholu – stwierdziła.
Oskarżona przez prawie 3 godziny składała wyjaśnienia. Operując datami opowiadała sądowi o kolejnych upokorzeniach, jakich doświadczała.
– W czasie jednej z awantur bił mnie po twarzy, szarpał za włosy, odebrał telefon, kiedy chciałam zatelefonować do mamy, aż w końcu uspokoił się i zaczął przepraszać – kobieta odtwarzała chwile z ich burzliwego związku. – Prosił, abym nie odchodziła. Ja mu wybaczyłam takie zachowanie, bo go kochałam – dodała.
Według Anny G. partner coraz częściej stosował wobec niej przemoc fizyczną i psychiczną. Jednocześnie chciał ukryć to w tajemnicy przed bliskimi.
– Bałam się go – przyznała. – Dlatego kazałam mu się wyprowadzić, ponieważ nie widziałam dalszych perspektyw na wspólne życie – oznajmiła.
Feralnego dnia oskarżona przebywał u znajomych. Wypiła „piwo i kilka kubków wina”. Niespodziewanie przyjechał tam 26-latek. Miał nóż. Nalegał na rozmowę, ale ona stanowczo odmówiła. Wcześniej – jak wynika ze złożonych przez nią wyjaśnień – zdążyła wyrwać mu z ręki późniejsze narzędzie zbrodni, które położyła w kuchni na stole. Mężczyzna przez okno wszedł do wnętrza. Kopnął oskarżoną w kolano.
– Oparłszy się o stół chwyciłam pierwszą lepszą rzecz leżącą na stole – powiedziała. – Nie miałam do końca świadomości, że wzięłam właśnie nóż. Uderzył nim. Nie wiem jak do tego doszło. Chciałam się tylko odepchnąć. Nawet nie zauważyłam, że go dźgnęłam – oświadczyła.
G. wezwała karetkę pogotowia ratunkowego. Poprosiła o szybki przyjazd do „zranionego w klatkę piersiową”. Następnie za radą konkubenta znajomej, podniosła z podłogi rzucony tam wcześniej nóż i wbiła go w ziemię przy drzewie w ogrodzie. Mężczyzna miał jej doradzać zaprezentowanie śledczym odmiennej wersji wydarzeń od faktycznej. Sugerował, że N. przyszedł do nich z nożem utkwionym w ciele.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze