Reklama

28 razy niszczył zamek w drzwiach byłej żony

01/03/2017 19:42

Żadna ekipa telewizyjna nie nakręci reportażu o pracy dzielnicowego, bo z braku wartkiej akcji i mocnych scen widzowie usnęliby po dziesięciu minutach. Jednak zdarza się, że dzielnicowi muszą działać niczym detektywi i nie narzekają na monotonię.

W połowie ubiegłego roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wdrożyło program pod nazwą „Dzielnicowi bliżej nas”, który ma wzmocnić i ułatwić bezpośredni kontakt policjanta ze społeczeństwem. Po prostu dzielnicowi, których odciążono papierologią związaną z prowadzeniem postępowań sprawdzających oraz postępowań o wykroczenia, mają wyjść zza biurek i pracować z ludźmi na dzielnicy. Jak to wygląda w praktyce?

Na dzielnicy

Sierżant sztabowy Wojciech Pelc (dziewięć lat w policyjnym mundurze) jest dzielnicowym od dwóch lat. Jego rejon to ulice: Bielskiego, Paderewskiego, Wysockiego, Węgierska, Wołodyjowskiego i przyległe. Razem około 4700 mieszkańców.

– To spokojna dzielnica, willowe osiedla, działki i trochę bloków. Kiedy ją obejmowałem, miałem dwanaście „Niebieskich kart”, dzisiaj mam tylko jedną, ale ludzkich problemów nie brakuje – mówi Pelc i niczym listonosz układa listę adresów mieszkańców, których powinien odwiedzić w czasie popołudniowej służby.

– Tutaj potrzebna jest pomoc prawna, z tą panią muszę zrobić wywiad, bo stara się o pozwolenie na broń kolekcjonerską. Ktoś chce pracować jako ochroniarz i trzeba przeprowadzić wywiad środowiskowy. Muszę też porozmawiać z pewnym panem, którego patrol zwinął, bo pijany spał na ławce. Są też sprawy drobniejsze. Na przykład dzwoniła starsza pani, której przeszkadza piesek sąsiadki i będę musiał być negocjatorem – wylicza.

To była trudna sprawa

Po trzech godzinach krążenia po dzielnicy i załatwieniu kilku adresów W. Pelc chce jeszcze porozmawiać z pewną mieszkanką jednego z bloków, której sprawa, ciągnąca się przez dwa lata, miała ostatnio epilog w sądzie. Kobieta zgadza się na opowieść w obecności dziennikarza. – Zaczęło się jeszcze w dwa tysiące trzynastym roku. Awantury, interwencje policji, „Niebieska karta”, w końcu rozwód i były mąż wyjechał do innego miasta. Któregoś dnia, w kwietniu dwa tysiące piętnastego roku[paywall], wróciłam po południu z pracy z dzieckiem i nie mogłam otworzyć zamka. Konieczny był fachowiec. Okazało się, że ktoś włożył w zamek cienki gwóźdź z obciętą główką i zalepił to mocnym klejem. Policjanci zrobili oględziny, spisali protokół na okoliczność zniszczenia mienia. Ponieważ wartość zamka nie przekraczała trzystu złotych, zakwalifikowano to jako wykroczenie. Dwa tygodnie później sytuacja się powtórzyła. Zamek zablokowany, a ja z małym dzieckiem pod drzwiami. Potem zdarzało się to regularnie, co dwa tygodnie. Podejrzewałam, że to mój były mąż nęka mnie w ten sposób, ale nie było dowodów. Bez nich policja była bezradna, bo to tylko wykroczenie, a nie przestępstwo. Nie liczyły się moje podejrzenia i prokurator umorzył postępowanie. Za dwudziestym którymś razem byłam bliska załamania. Wtedy pojawił się nowy dzielnicowy – kobieta wskazuje na Pelca. – Sam do mnie zadzwonił w tej sprawie i bardzo się w nią zaangażował. Poradził mi, żebym zainstalowała kamerkę, ale taką podłączoną do mojego komputera. Kilka dni przed Wigilią kamera nagrała, jak mój były mąż manipuluje przy zamku, ale ujęcie było pod złym kątem i nie widać było twarzy. Dzielnicowy poradził, jak lepiej umiejscowić sprzęt. Następnym razem nagranie już było wyraźne. Dwa tygodnie po tym były mąż zorientował się, że jest kamerka i ją ukradł, ale nagranie zostało w moim komputerze.

Reklama

Wyrok

– Mając już mocne dowody przeciwko temu panu, skierowaliśmy sprawę do jednostki policji w miejscowości, w której mieszka – wtrąca się W. Pelc. – Sprawca widocznie nie podejrzewał, że już toczy się postępowanie, bo jeszcze kilka razy przyjechał i zniszczył zamek. Wreszcie jesienią ubiegłego roku sprawa trafiła do sądu. Przyznam, że kiedy usłyszałem wyrok, byłem pozytywnie zaskoczony. Pięć tysięcy złotych grzywny. Najwyższa z możliwych kar, jakie przewiduje kodeks wykroczeń. To była trudna sprawa, ale zawziąłem się i mam satysfakcję, że ta pani już nie jest nękana – kończy dzielnicowy. – Naprawdę dzięki dzielnicowemu odżyłam i dlatego napisałam podziękowanie do jego komendanta – dodaje kobieta.

Reklama


fot.Jacek Szwic
Kolejny adres, gdzie sierż. sztab. W. Pelc ma coś do załatwienia.


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    hasler - niezalogowany 2017-03-02 11:33:31

    A nasz bohater ten zamek naprawia....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mpo - niezalogowany 2017-03-02 13:07:32

    HEHE  Chyba juz naprawil.Teraz patrzy Pani gleboko w oczy......

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ola - niezalogowany 2017-03-02 13:27:21

    ale mina:)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości