Żadna ekipa telewizyjna nie nakręci reportażu o pracy dzielnicowego, bo z braku wartkiej akcji i mocnych scen widzowie usnęliby po dziesięciu minutach. Jednak zdarza się, że dzielnicowi muszą działać niczym detektywi i nie narzekają na monotonię.
W połowie ubiegłego roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wdrożyło program pod nazwą „Dzielnicowi bliżej nas”, który ma wzmocnić i ułatwić bezpośredni kontakt policjanta ze społeczeństwem. Po prostu dzielnicowi, których odciążono papierologią związaną z prowadzeniem postępowań sprawdzających oraz postępowań o wykroczenia, mają wyjść zza biurek i pracować z ludźmi na dzielnicy. Jak to wygląda w praktyce?
Po trzech godzinach krążenia po dzielnicy i załatwieniu kilku adresów W. Pelc chce jeszcze porozmawiać z pewną mieszkanką jednego z bloków, której sprawa, ciągnąca się przez dwa lata, miała ostatnio epilog w sądzie. Kobieta zgadza się na opowieść w obecności dziennikarza. – Zaczęło się jeszcze w dwa tysiące trzynastym roku. Awantury, interwencje policji, „Niebieska karta”, w końcu rozwód i były mąż wyjechał do innego miasta. Któregoś dnia, w kwietniu dwa tysiące piętnastego roku[paywall], wróciłam po południu z pracy z dzieckiem i nie mogłam otworzyć zamka. Konieczny był fachowiec. Okazało się, że ktoś włożył w zamek cienki gwóźdź z obciętą główką i zalepił to mocnym klejem. Policjanci zrobili oględziny, spisali protokół na okoliczność zniszczenia mienia. Ponieważ wartość zamka nie przekraczała trzystu złotych, zakwalifikowano to jako wykroczenie. Dwa tygodnie później sytuacja się powtórzyła. Zamek zablokowany, a ja z małym dzieckiem pod drzwiami. Potem zdarzało się to regularnie, co dwa tygodnie. Podejrzewałam, że to mój były mąż nęka mnie w ten sposób, ale nie było dowodów. Bez nich policja była bezradna, bo to tylko wykroczenie, a nie przestępstwo. Nie liczyły się moje podejrzenia i prokurator umorzył postępowanie. Za dwudziestym którymś razem byłam bliska załamania. Wtedy pojawił się nowy dzielnicowy – kobieta wskazuje na Pelca. – Sam do mnie zadzwonił w tej sprawie i bardzo się w nią zaangażował. Poradził mi, żebym zainstalowała kamerkę, ale taką podłączoną do mojego komputera. Kilka dni przed Wigilią kamera nagrała, jak mój były mąż manipuluje przy zamku, ale ujęcie było pod złym kątem i nie widać było twarzy. Dzielnicowy poradził, jak lepiej umiejscowić sprzęt. Następnym razem nagranie już było wyraźne. Dwa tygodnie po tym były mąż zorientował się, że jest kamerka i ją ukradł, ale nagranie zostało w moim komputerze.
– Mając już mocne dowody przeciwko temu panu, skierowaliśmy sprawę do jednostki policji w miejscowości, w której mieszka – wtrąca się W. Pelc. – Sprawca widocznie nie podejrzewał, że już toczy się postępowanie, bo jeszcze kilka razy przyjechał i zniszczył zamek. Wreszcie jesienią ubiegłego roku sprawa trafiła do sądu. Przyznam, że kiedy usłyszałem wyrok, byłem pozytywnie zaskoczony. Pięć tysięcy złotych grzywny. Najwyższa z możliwych kar, jakie przewiduje kodeks wykroczeń. To była trudna sprawa, ale zawziąłem się i mam satysfakcję, że ta pani już nie jest nękana – kończy dzielnicowy. – Naprawdę dzięki dzielnicowemu odżyłam i dlatego napisałam podziękowanie do jego komendanta – dodaje kobieta.

fot.Jacek Szwic
Kolejny adres, gdzie sierż. sztab. W. Pelc ma coś do załatwienia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.A nasz bohater ten zamek naprawia....
HEHE Chyba juz naprawil.Teraz patrzy Pani gleboko w oczy......
Już zespół Apteka w jednym ze swych numerów (ściślej, przeróbka Grechuty) skandował takie obrazoburcze, zaczepne oraz dziarskie hasła typu - ''Ch.j w dupe temu , co sprzyja dzielnicowemu'' tudzież - Fuck the police'' itp. A tu prosze, taka niespodzianka. Brawo !!! YOUTUBE.COM - APTEKA - KORÓWÓD PS. Warto posłuchać, bo Kodym z kolegami pojechali zdrowo po bandzie...he, he, he...
A nasz bohater ten zamek naprawia....
HEHE Chyba juz naprawil.Teraz patrzy Pani gleboko w oczy......
ale mina:)