Sąd Okręgowy w Przemyślu skazał Annę G. na 3 lata pozbawienia wolności oskarżoną o ciężki uszczerbek na zdrowiu, którego następstwem była śmierć 26-letniego mężczyzny.
Orzekając karę sąd zmienił kwalifikację czynu. 19-letnia dzisiaj Anna G. odpowiadała wstępnie za zabójstwo. O wyroku, który zapadł w środę, 22 lutego, w Przemyślu, zdecydowały okoliczności łagodzące.
Sąd uchylił również areszt tymczasowy dla oskarżonej zastosowany zaraz po zdarzeniu, do którego doszło w maju 2015 r. Postanowienie sądu jest nieprawomocne. Odwołanie od decyzji sądu zapowiada prokurator i oskarżyciel posiłkowy. Możliwe, że złoży je także obrona.
Anna G. odpowiadała za zabójstwo. Groziło jej do 25 lat pozbawienia wolności. Przed dożywociem chronił ją młody wiek. Zmiana kwalifikacji prawnej czynu zastosowana pod koniec procesu wpłynęła na znaczne złagodzenie kary. Podejmując taką decyzję sąd wziął pod uwagę wiele czynników. Wśród nich była opinia psychiatrów i psychologów, którzy stwierdzili, że[paywall] w chwili popełnienia czynu oskarżona miała ograniczoną zdolność jego rozpoznania w znacznym stopniu. Zwrócił też uwagę na wpływ warunków rodzinnych na jej stan psychiczny, przyjmując jednocześnie opinię biegłych stwierdzającą, że Anna G. jest osobą unikającą konfliktów i nie jest agresywna. Na łagodny wymiar kary miała wpływ dobra opinia o oskarżonej w miejscu zamieszkania i niekaralność.
Dramat, jaki rozegrał się około godz. 23 w niedzielę, 24 maja 2015 r., w jednym z domów w Pawłosiowie poprzedził ciąg zdarzeń, które jak stwierdził sąd, mocno odcisnęły się na 17-letniej wtedy dziewczynie. Anna G. była w nieformalnym związku z 26-letnim Pawłem Ł. Co najmniej od września 2014 r. Spodziewała się dziecka. Ich znajomość początkowo układała dobrze. Potem była pasmem kłótni i awantur. Nastolatka nie pracowała i nie uczyła się. Jej partner też nie pracował. Był żonaty od 2013 r. Miał dwoje dzieci. Niedługo przed tragicznymi wydarzeniami Anna G. zdecydowała o zerwaniu związku. Feralnego dnia Paweł Ł. szukał znajomej. Razem z jej matką pojawił się pod domem, w którym przebywała, jednak nie zostali wpuszczeni. Po pewnym czasie wrócił. Miał ze sobą nóż. Drzwi były zamknięte. Wszedł przez okno. Doszło do awantury. Podczas szarpaniny Anna G. zadała mężczyźnie jeden cios nożem, który okazał się śmiertelny.
Do policyjnego aresztu trafiła nastolatka i 30-letni mieszkaniec domu, w którym rozegrała się tragedia. On miał ponad 3 promile alkoholu w organizmie i nie bardzo wiedział, co się zdarzyło. Ona ponad promil. Przyznała się do zadania ciosu. Stwierdziła jednak, że nie chciała zabić. Trafiła do tymczasowego aresztu, w którym pozostaje. Tam urodziła syna. Jego wychowaniem zajmują się jej rodzice.
Skazując Annę G. na 3 lata pozbawienia wolności sąd uchylił również tymczasowy areszt, a czas, jaki w nim spędziła będzie wliczony w poczet kary. Oskarżonej nie było na odczytaniu wyroku. Wyrok jest nieprawomocny. Odwołanie zapowiedział prokurator oraz występująca w roli oskarżyciela posiłkowego siostra zmarłego. Obrona uważa, że Anna G. broniła się przed atakującym, działała w obronie koniecznej, powinna więc zostać uniewinniona i nie wyklucza apelacji.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.To znaczy ze jak będę miał promil alkoholu w organizmie i zabije kogoś samochodem to nic mi nie grozi ?
Sąd w Przemyslu składał się z starych po komunistycznych grzybów łącznie z obrońca i prokuratorem a wiadomo ze w dawnym województwie przemyskim znali się wszyscy wiec rączka rączkę myje , ale jeszcze sprawiedliwość nadejdzie , ten proces to było jednostronne widowisko łącznie z puszczaniem oczka pani ławniczki do oskarżonej , to był upadek przemyskiej prokuratury , którzy zwęszyli okazje zagryźć owieczkę , ale to nie jest koniec ona wyląduje tam gdzie jej miejsce a wszyscy którzy uczestniczyli w tym przekręcie odpowiedzą , przegrana bitwa nie oznacza przegranej wojny
To znaczy ze jak będę miał promil alkoholu w organizmie i zabije kogoś samochodem to nic mi nie grozi ?
Sąd w Przemyslu składał się z starych po komunistycznych grzybów łącznie z obrońca i prokuratorem a wiadomo ze w dawnym województwie przemyskim znali się wszyscy wiec rączka rączkę myje , ale jeszcze sprawiedliwość nadejdzie , ten proces to było jednostronne widowisko łącznie z puszczaniem oczka pani ławniczki do oskarżonej , to był upadek przemyskiej prokuratury , którzy zwęszyli okazje zagryźć owieczkę , ale to nie jest koniec ona wyląduje tam gdzie jej miejsce a wszyscy którzy uczestniczyli w tym przekręcie odpowiedzą , przegrana bitwa nie oznacza przegranej wojny
Nie ma sprawiedliwosci