Postępowanie w sprawie tzw. afery biletowej zostało umorzone przez Prokuraturę Rejonową w Przemyślu. Ta nie dopatrzyła się znamion przestępstwa. I w zasadzie jest po sprawie, ale problem w tym, że nikt nie wziął ostatecznie odpowiedzialności za słowo pisane, a post z poważnymi „zarzutami”, jaki skierował do mieszkańców miasta prezydent Wojciech Bakun, wciąż jest dostępny na jego facebookowym profilu.
Aferę z biletami, którą w internecie nagłośnił sam prezydent miasta Wojciech Bakun, przez kilka dni żyło pół miasta. Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie i miło. Prezydent chciał sprawić niespodziankę kilku setkom pań w dniu ich święta, 8 marca. Oznaczało to organizację koncertu znanego zespołu. Był nawet wybór. Panie same miały zdecydować, kto dla nich zagra. Padło na Irę. Koncert miał się odbyć w sali sportowej SP 14 w Przemyślu. Były bilety w cenie 30 złotych. Łącznie 300. Miały być sprzedawane od rana, 20 lutego br. w dwóch miejscach – Podziemnej Trasie Turystycznej przy Rynek 1 oraz w kasie Zamku Kazimierzowskiego. Tego samego dnia, będąc w dalekiej Brukseli, na swoim facebookowym profilu W. Bakun napisał (pisownia oryginalna):
Miał sprawę wyjaśnić po powrocie ze stolicy Belgii, opisać ją w internecie. Mimo, że niektórzy mieszkańcy się tego dopraszali, nie zrobił tego. Bilety z podejrzanej dystrybucji zostały unieważnione. Odbyła się kolejna, już z regulaminem sprzedaży (którego wcześniej nie było). Pech chciał, że Ira nad San nie dotarła, bo w przeddzień koncertu, 7 marca br., lider zespołu Artur Gadowski poinformował, że się rozchorował. Sytuacja była awaryjna, niemal podbramkowa, ale nie dla szefostwa i pracowników PCKiN „Zamek”, którzy heroiczną wręcz pracą przygotowali podłoże pod występ innej gwiazdy. Do sali sportowej SP 14 zawitał Piotr Kupicha i zespół „Feel”. Koncert się odbył. Było, zdaniem uczestniczek, przednio. Tuż po koncercie W. Bakun zamieścił kolejny post ze słowami fragmentu jednego z utworów zespołu „Feel”: „Jest już ciemno, ale wszystko jedno…”, życząc wszystkim paniom dalszej, dobrej zabawy.
Tym wpisem najprawdopodobniej uznał, że sprawa jest załatwiona. Mimo, że niektórzy mieszkańcy wciąż dopraszali się wyjaśnień. Obiecał, że wyjaśni. Nie wyjaśnił. Do dzisiaj…
Mieszkańcy jednak cisnęli. Do tego stopnia, że jeden z nich złożył do Prokuratury Rejonowej w Przemyślu zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Już wówczas zrodziło się pytanie: dlaczego mieszkaniec? Dlaczego prezydent nie podjął podobnego kroku?
Wszak artykuł 304. Kodeksu postępowania karnego mówi, że – paragraf 1: „Każdy, dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub policję; paragraf 2: Instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub policję oraz przedsięwziąć niezbędne czynności do czasu przybycia organu powołanego do ścigania przestępstw lub do czasu wydania przez ten organ stosownego zarządzenia, aby nie dopuścić do zatarcia śladów i dowodów przestępstwa”.
Złożone w przemyskiej prokuraturze zawiadomienie było anonimowe. Jak poinformowała zastępca prokuratora rejonowego w Przemyślu prokurator Anna Niżnik-Hop, w tej sprawie zostało wszczęte postępowanie. Pod nadzorem prokuratury prowadziła je Komenda Miejska Policji w Przemyślu.
Postępowanie trwało kilka tygodni. Zakończyło się kilka dni temu umorzeniem, odmową wszczęcia śledztwa z powodu stwierdzenia, że czyn nie zawiera elementów czynu zabronionego. To standardowa reguła.
– W toku postępowania sprawdzającego przeprowadzone zostały wszystkie potrzebne czynności. Zebrany został materiał dowodowy, przesłuchani zostali świadkowie, rozpytany został prezydent miasta. W toku postępowania nie stwierdzono, aby pracownicy urzędu miasta przekroczyli w jakikolwiek sposób swoje uprawnienia
Reklama
– wyjaśniła zastępca prokuratora rejonowego w Przemyślu prokurator A. Niżnik-Hop.
Najsłabszym elementem tego wszystko był (i jest) fakt, że zawiadomienie było anonimowe. To znacznie ograniczyło (i ogranicza) poznanie szczegółów tej sprawy. Te mogłyby np. ujrzeć światło dzienne, kiedy zgłaszający złożyłby zażalenie. Ale kto ma je złożyć, skoro pismo jest anonimowe? Można byłoby pewnie wówczas otrzymać odpowiedź na pytanie, dlaczego na profilu prezydenta miasta pojawił się cytowany wpis? Dlaczego – mając taką wiedzę, W. Bakun jako funkcjonariusz publiczny sam nie złożył zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa? Ma taki obowiązek. Dlaczego doszło tylko do rozpytania, a nie przesłuchania go jako świadka? Pytania można mnożyć. Przez fakt anonimowości zawiadomienia, postanowienie prokuratury o odmowie wszczęcia śledztwa stało się prawomocne.
Ale… Zażalenie wciąż jednak może złożyć każdy mieszkaniec. Oczywiście podając swoje pełne personalia. Może to zrobić w tzw. trybie, wersji przypuszczającej. Wówczas prokuratura ma obowiązek przyjrzeć się sprawie ponownie. Wówczas osoba zawiadamiająca może mieć dostęp do akt zakończonego postępowania. Dlaczego o tym informujemy? Ano dlatego, że po raz kolejny można sobie rzucać słowa na wiatr i nie ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji. Post z poważnymi „zarzutami”, jaki skierował do mieszkańców miasta prezydent Wojciech Bakun, wciąż jest dostępny na jego facebookowym profilu…
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze