Reklama

Albo regulamin, albo ulica

01/02/2021 20:06

Bezdomność to według urzędowej definicji: stan egzystencji osoby nieposiadającej faktycznego miejsca zamieszkania, pozbawionej środków niezbędnych do zaspokojenia elementarnych potrzeb. Jednak bezdomność ma różne oblicza i różne są jej przyczyny.

K. pracował całe życie na budowach, tyle że prywatnie, na czarno. Kiedy zmarła mu żona, został sam z kilkusetzłotową socjalną rentą, z której nie mógł się utrzymać ani opłacić dwupokojowego mieszkania. Eksmisja i został na bruku.

Z. odsiedział trzy lata, a kiedy wyszedł, żona[paywall] miała już innego i nie chciała go widzieć w mieszkaniu.

B. wyrzucili z pracy za pijaństwo. Leczenie nic nie pomogło. Pił dalej i rodzina wyrzuciła go z domu. Wylądował na ulicy. Przez jakiś czas kręcił się na placu Na Bramie i prosił o dwa złote na bułkę, w końcu siadło mu zdrowie. Trochę podratowali go w szpitalu i wypuścili. Wtedy zrozumiał, że na ulicy może jeszcze przetrwać miesiąc albo dwa, ale następnej zimy nie przeżyje.

M. trzydzieści lat temu spalił się dom. Mając niewielką rentę, a do tego będąc trochę niezaradnym, od tamtego czasu nie potrafił znaleźć mieszkania. Podobnych historii jest wiele i często się powtarzają. Dla takich życiowych rozbitków jedyną szansą na przeżycie jest schronisko, które wprawdzie domu nie zastąpi, ale ocali przed poniewierką.

Schronisko na Focha

W Przemyślu działa Schroniska dla Meżczyzn im. św. Brata Alberta. Powstało trzydzieści jeden lat temu, ale od tamtego czasu wiele się w nim zmieniło i dzisiaj spełnia wszelkie normy i wymogi obowiązujące w tego typu placówkach.

– W tej chwili w schronisku jest pięćdziesięciu mieszkańców, ale mamy warunki, które pozwalają zwiększyć liczbę miejsc do osiemdziesięciu, a w razie nagłej potrzeby nawet i więcej – mówi Dariusz Jurczyszyn, od szesnastu lat kierownik schroniska, a jednocześnie prezes przemyskiego koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.

Tuż za wejściem na ścianie wisi regulamin składający się z kilkudziesięciu punktów, nieodzowny dla społeczności liczącej kilkudziesięciu mężczyzn żyjących razem pod jednym dachem. Jego przestrzeganie jest warunkiem pobytu w schronisku. Najważniejszym punktem jest bezwzględne przestrzeganie trzeźwości, a w dyżurce zawsze na podorędziu jest alkomat. Prosta zasada: albo reżim regulaminu, albo ulica.

Po drugiej stronie wisi grafik dyżurów, bo do obowiązków mieszkańców należy sprzątanie sanitariatów i innych wspólnych pomieszczeń, pomoc w kuchni i tym podobne zajęcia, które wszystkich obowiązują.

Reklama

Namiastka domu

Po obu stronach długiego korytarza są dwu- lub trzyosobowe pokoje. Schludnie urządzone z niezbędnym wyposażeniem, w niektórych maleńkie telewizory. Na końcu korytarza jest świetlica.

Dzisiaj korzysta z niej pan Paweł, zajęty układaniem puzzli. To najstarszy stażem mieszkaniec schroniska. Minęło równe dwadzieścia pięć lat, odkąd tu trafił. Jego pasją były pielgrzymki. Żadnej ważniejszej nie odpuszczał, ale pandemia wszystko przerwała.

W drugim końcu świetlicy, przy rozstawionych instrumentach kręci się Mariusz. Gitarzysta schroniskowego zespołu „Siostra i bracia”. – Tak się nazwaliśmy, bo mamy jedną dochodzącą solistkę, a reszta to my – wyjaśnia i dodaje, że teraz nie mogą grać, bo pandemia.

Następnie zaglądam do obszernej, lśniącej czystością kuchni. To królestwo pana Jana, który jest nieoficjalnym kuchmistrzem i dba o żołądki mieszkańców. Jan ma siedemdziesiąt pięć lat, z tego piętnaście lat spędził w schronisku, interesuje się historią, zwiedzał Kresy, nie opuszcza żadnej patriotycznej uroczystości i trochę fotografuje.

Kierownik Jurczyszyn pokazuje kolejne pomieszczenia. Łazienki, pralnię, suszarnię. Jest też kaplica z ciekawym wystrojem i wizerunkiem patrona św. Brata Alberta. Tutaj przez długie lata msze święte odprawiał zmarły niedawno ksiądz Żołnierczyk. Teraz zastąpił go ksiądz proboszcz Tadeusz Maj.

Na koniec zaglądamy do palarni, niezbędnego dla mężczyzn przybytku. – Jeszcze tylko to mi zostało – śmieje się jeden z palaczy, który poradził sobie z innym nałogiem. – Z fajkami teraz jest kłopot, bo ruski rynek zamknięty, ale sami kręcimy papierosy – tłumaczy drugi z palaczy. 

Zagrożenie

 – Na przełomie sierpnia i września mieliśmy przypadek kwarantanny, jeden z mieszkańców źle się poczuł i trafił do szpitala – opowiada kierownik.

– Kiedy się okazało, że to koronowirus, natychmiast całe schronisko zostało zdezynfekowane i objęte kwarantanną, a mężczyzna, który mieszkał z tamtym w jednym pokoju, trafił do izolatorium. Na szczęście pozostali mieszkańcy i opiekunowie mieli wyniki ujemne. Od początku pandemii wprowadziliśmy w schronisku reżim sanitarny, który jest bezwzględnie przestrzegany i mieszkańcom nie wolno, tak jak dotychczas, swobodnie wychodzić do miasta. Teraz mogą opuścić schronisko jedynie na godzinę, żeby zrobić niezbędne zakupy albo załatwić coś w opiece społecznej, wyjątkiem jest wizyta u lekarza czy dentysty. Natomiast problemem są przyjęcia do schroniska. Jeżeli ktoś się zgłasza, musi mieć ujemny wynik testu, ale nawet wtedy odbywa kwarantannę w specjalnym pomieszczeniu, bez kontaktu z innymi. Przewidzieliśmy również nadzwyczajne sytuacje. Na przykład straż czy policja wieczorem przywozi kogoś bez testów. Na zewnątrz mróz, więc trzeba coś zrobić z człowiekiem. Wtedy umieszczamy go w niewielkim, ogrzewanym pomieszczeniu z osobnym wejściem. Ma zapewnioną ciepłą herbatę i może tam przespać noc. Nawet przygotowaliśmy dla takich przenośną toaletę, żeby uniemożliwić kontakt z mieszkańcami. Zdajemy sobie sprawę z tego, że te reżimy i wynikające z nich ograniczenia są dla wszystkich uciążliwe, ale to jedyny sposób, żeby zapewnić bezpieczeństwo epidemiczne placówki. Niestety epidemia pozbawiła mieszkańców także atrakcji w postaci wycieczek, pikników, uczestnictwa w zawodach sportowych, ale to dotknęło wszystkich – ubolewa Jurczyszyn.




Kto weźmie gołębie?

Na koniec podszedł do mnie jeden z mieszkańców – pisze fotoreporter Jacek Szwic, autor tego tekstu. – Może gazeta coś pomoże – zagadnął. Jest tu jeden taki, co trzymał gołębie, ale teraz nie ma warunków, żeby je karmić i chętnie odda je jakiemuś gołębiarzowi. Może ktoś się znajdzie?





Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    olek - niezalogowany 2021-02-02 09:08:20

    samo życie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    american dream - niezalogowany 2021-02-02 09:28:14

    Bezdomność to nieodłączny element kapitalizmu, najwięcej bezdomnych jest w USA, państwie w którym wręcz ubóstwia się ten ustrój. Bogaci są coraz bogatsi a biedni coraz biedniejsi...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    genowefa pigwa - niezalogowany 2021-02-02 10:22:58

    Wielokrotnie puszczany film  dokumentalny  o biedzie  i bezdomności w USA potwierdza  Twoje słowa. Tam nawet ludzie którzy pracują nie mają szans  na wynajęcie mieszkania, wystarczy że tylko raz znajdą się w systemie rejestrującym osoby eksmitowane  z powodu nie zapłacenia czynszu   ,zostaje tylko  spanie w najlepszym przypadku w motelu lub przyczepie kempingowej,  ewentualnie w samochodzie.  To ci którzy pracują, pozostali  w pudłach tekturowych. U nas  system i tak jest bardzo dobry.  W końcu sami sobie   "wywalczylismy" kapitalizm  choć Lech czy jak kto woli Bolek twierdzi że  to on sam wywalczył.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości