Jestem smakoszem barszczu. Zarówno czystego, z uszkami, jak też wiosennego. Ze świeżej botwinki, na śmietanie. Najlepiej smakuje domowy, ale i restauracyjnym nie gardzę. Tym bardziej że – z pełną odpowiedzialnością za słowo pisane – mogę polecić barszczyk serwowany przez co najmniej kilka przemyskich restauracji. Ze szczególnym uwzględnieniem jednej. Nazwy nie podam.
Ułatwię zadanie dociekliwym: na szyldzie lokalu pojawia się kamień szlachetny. Czytelników z Jarosławia, Przeworska, Lubaczowa oraz innych miejscowości naszego regionu proszę o nadesłanie mapy restauracyjek godnych polecenia w tym względzie. Rozwodzę się nieco o naszej sztandarowej zupie, bo jestem po lekturze tekstu z aktualnego wydania Życia Podkarpackiego. Siłą skojarzenia z dywagacji kulinarnych przeskoczyłem na dziwną roślinę. Chłopiec poparzył się nią w Darowicach (gmina Fredropol). Od lat w tejże gminie pojawia się ten sam problem.Władze niebezpieczny chwast tną. On co roku się odradza i rozsiewa. Skutki poparzenia są bolesne. Walczyć z barszczem Sosnowskiego można tylko doraźnie. Gmina Fredropol leży na terenie ekologicznie chronionym Natura 2000, co wyklucza działania chemiczne. Barszcz Sosnowskiego jest praktycznie nie do wytępienia. Jak mówią bohaterowie naszego tekstu: – Lepiej tego cholerstwa nie dotykać! Stawiam więc zdecydowanie na barszcz prawdziwy, który jest nie tylko pyszny, zdrowy, ale i prosty w przyrządzeniu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze