Reklama

Co powinniśmy wiedzieć o dzikich zwierzętach? [ZDJĘCIA]

27/08/2017 17:00

Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych niezależnie od pory roku tętni życiem. Kiedy jedne zwierzęta zwracane są naturze, pojawiają się inne. Część z nich nie musiałaby tu trafić, gdyby nie ludzka niewiedza.

Dotyczy to choćby saren. Zwierzęta te dołączają do podopiecznych ośrodka przede wszystkim wskutek błędów popełnianych przez człowieka. – Nie powinnyśmy dotykać małych sarenek w terenie, w przeciwnym razie matka odrzuci młode „skażone” ludzkim zapachem – przestrzega lek. wet. Jakub Kotowicz.

Zdarza się, że ludzie, widząc zwierzę leżące samotnie na łące, myślą, że jest porzucone. Nic bardziej mylnego[paywall]. Matka przychodzi do młodych kilka razy dziennie na krótkie momenty karmienia. Sama koczuje 50 metrów dalej, po to, aby chronić przychówek przed drapieżnikami. W razie gdyby te wyczuły jej zapach, bez asysty młodych ma szansę na ucieczkę. Jeśli ocaleje, wraca do potomstwa. W ośrodku jest obecnie 7 sarenek. Zostaną one ulokowane przed zimą w Bieszczadach. Trafią do zaprzyjaźnionych z lecznicą właścicieli dużych, ogrodzonych majątków ziemskich, którzy będą mieć na nie oko. Do czasu aż zwierzęta podrosną i na wiosnę, przeskoczywszy przez ogrodzenie, zaczną żyć samodzielnie.

Reklama

Czy wilk dołączy do watahy?

Czy happy endem zakończy się historia małego wilczka, który trafił do ośrodka w połowie lipca? Trudno powiedzieć. – Jest odosobniony, nie niepokoimy go, kontakt ze zwierzęciem ograniczamy do niezbędnego minimum. To jest osesek, ważne, aby nie oswoił się z człowiekiem, jeśli mamy walczyć o możliwość przywrócenia go naturze. Wilki mają w zwyczaju do 2. roku życia towarzyszyć matce. Wataha uczy młodego osobnika przetrwania i przystosowuje go do radzenia sobie w stadzie, do pracy zespołowej. Ten mały wilczek został w jakiś sposób odłączony od watahy. Trafił do nas, kiedy zaczął podchodzić do rolników w okolicach Ustrzyk Dolnych, nie był bowiem w stanie sam zdobyć pożywienia. Interwencja była niezbędna. Dokarmiamy zwierzę, ale jak je socjalizować? Szukamy rozwiązania – wyjaśnia J. Kotowicz.

Bociany na wylocie

Pracownicy ośrodka nie martwią się natomiast o bociany, które – co ciekawe – wykluły się z jaj złożonych przez nieloty. Eksperyment powiódł się po raz kolejny.

– Ptaki te preferują bliskość siedzib ludzkich, ale gniazda lokują na ekspozycji, chroniąc się przed drapieżnikami. Wyszliśmy przed kilku laty z założenia, że skoro mamy wybieg ogrodzony elektrycznym pastuchem, co daje bocianom komfort, usypiemy kopce z ziemi pod gniazda dla tych, które nie są w stanie wzbić się w powietrze – objaśnia J. Kotowicz. Był to strzał w dziesiątkę. Ptaki piąty rok z rzędu zniosły jaja.

– Staramy się doglądać te lęgi. Interweniujemy wówczas, gdy widzimy, że kaleka para nie radzi sobie z wyżywieniem wszystkich młodych, osłanianiem ich przed upałem czy też przymrozkami w maju. Wtedy pisklaki umieszczamy w inkubatorze. Nigdy nie będzie 100-procentowej przeżywalności z takiego lęgu, ale procent, który uda nam się odchować, zasila populację bociana białego – stwierdza J. Kotowicz. Nie jest to bez znaczenia, bowiem liczebność gatunku spada wskutek industrializacji oraz zmian zachodzących w rolnictwie.

Reklama

Niebawem (w ostatnim tygodniu sierpnia bądź na początku września) młode bociany skierują się na południe. W ośrodku, w nowo wybudowanej lotni, największej w Polsce, pozostaną bieliki. 


AB
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości