To było wybitne spotkanie w wykonaniu teamu Macieja Tietiańca. Wygrać w jaskini lwa i to za trzy punkty nie zdarzy się w tym sezonie zbyt wielu. A w dodatku wygrać trzy sety na przewagi to pokaz charakteru, ogromnego poświęcenia i woli walki. Ale także zimnej krwi i chłodnej głowy.
Set otwarcia wcale nie zapowiadał tak szczęśliwego finału dla San-Pajdy. Miejscowe rozpędzały się powoli. Co prawda w połowie seta, dzięki atakom R. Mazure-Mago, przyjezdne wygrywały nawet 10:13, ale lider szybko opanował sytuację i wyszedł na prowadzenie 19:16, które spokojnie dowiózł do końca. Początek 2. partii to dobra gra gości i przewaga 1:5. W miarę trwania seta do głosu zaczęły dochodzić nowodworzanki. Objęły prowadzenie 13:12, potem 20:17 i 23:21. Miały cztery setbole, ale za każdym razem San-Pajda wracał do gry. Blok Katarzyny Stepko dał prowadzenie 28:29, a seta jarosławianki wygrały po błędzie w wystawie gospodyń. To był sygnał, że nie taki diabeł straszny jak go malują.
3. set niemal w całości należał do jarosławianek. Prowadziły 4:6, 6:9, 9:14, a znakomicie na zagrywce spisywała się młoda Łotyszka. Co prawda gospodynie dogoniły rywalki na 21:21, ale te skończyły partię po trzecim setbolu i bloku R. Mazure-Mago. Wówczas było wiadomo, że San-Pajda zdobył już co najmniej punkt. Ale ekipy M. Tietiańca to nie satysfakcjonowało. W ostatniej, czwartej partii, także były lepsze i skuteczniejsze. Po skutecznym bloku Martyny Zięby objęły prowadzenie 7:8, które sukcesywnie budowały i powiększały. Było 13:15, 14:20, 17:22. Sensacja wisiała w powietrzu. Przy stanie 20:24 miejscowe postawiły wszystko na jedną kartę. Wzmocniły agresję w grze i doprowadziły do trzeciej kolejnej gry na przewagi. Ale najpierw popełniły błąd w zagrywce, potem zepsuły atak i jarosławianki mogły świętować nieoczekiwany, ale jak najbardziej zasłużony triumf.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze