Jest absolutną legendą przemyskiej siatkówki, którą tworzy już 20 lat. Po cichu, bez fanfar i błysku fleszy. Za to z ogromną pasją, zaangażowaniem i wręcz miłością do tej dyscypliny sportu. Marzy o wychowaniu reprezentantki Polski i zagraniu siatkarskiego meczu na nowej, pełnowymiarowej hali sportowej w swoim sportowym domu, czyli Szkole Podstawowej nr 15 im. Adama Mickiewicza w Przemyślu.
– Mama zawsze mi opowiadała, że od małego byłem niesamowicie ruchliwy. Rozpierała mnie energia i miałem po prostu ogromne potrzeby w zakresie ruchu. Ściany domu szybko robiły się dla mnie za ciasne. Uwielbiałem biegać, bez przerwy jeździłem na rowerze i oczywiście, jak większość chłopaków, całe dnie grałem w piłkę nożną. Ruch był dla mnie czymś tak naturalnym jak oddychanie, ale wtedy to była jeszcze tylko dziecięca zabawa. Moja prawdziwa sportowa pasja rozpoczęła się tak na dobre w Szkole Podstawowej numer 11 w Przemyślu. Wszystko potoczyło się lawinowo za sprawą mojego ówczesnego nauczyciela wychowania fizycznego pana Andrzeja Złobińskiego. Pan Andrzej po prostu namówił mnie na profesjonalne treningi piłki nożnej w ówczesnej Polnej, prawdziwe treningi i pierwsze taktyczne wskazówki sprawiły, że przepadłem z kretesem.
– Do dzisiaj sam się nad tym głęboko zastanawiam i szczerze mówiąc – nie potrafię wskazać jednego, racjonalnego powodu. To był absolutny splot niesamowitego przypadku połączonego z jakimś głębszym, życiowym przeznaczeniem. Przecież całe moje dzieciństwo i wczesna młodość kręciły się wokół futbolu, biegania i trawiastych boisk Polnej. Siatkówka w ogóle nie była wtedy w moich planach. A jednak życie napisało zupełnie inny scenariusz.
– W siatkówkę grałem tylko amatorsko, ale moje zaangażowanie od samego początku było stuprocentowe. Za ten wspomniany wcześniej „przypadek i przeznaczenie” odpowiada kolejna wyjątkowa osoba na mojej drodze – pani Bogumiła Pankiewicz. Była moją wychowawczynią oraz nauczycielką wychowania fizycznego w Technikum Samochodowym, a prywatnie zawodniczką przemyskiej Polonii. To właśnie pani Bogumiła zaczęła organizować w szkole zajęcia SKS. Nie była to jednak zwykła szkolna kopanina – prowadziła dla nas w pełni profesjonalne treningi siatkarskie. Robiła to z tak niesamowitą pasją i klasą, że te zajęcia dosłownie mnie pochłonęły. Poziom i atmosfera były tak magnetyczne, że jako młody chłopak z „samochodówki” nie mogłem się doczekać kolejnych treningów. Żyłem od SKS-u do SKS-u. Kolejną, absolutnie kluczową postacią, która ukształtowała moją filozofię trenerską i nauczycielską był doktor Grzegorz Grządziel z katowickiego AWF. To był wizjoner. Człowiek, który na siatkówkę patrzył znacznie szerzej niż tylko przez pryzmat taktyki czy odbić piłki. Potrafił genialnie porównać trening siatkarski oraz sam mecz do codziennego życia i podejmowanych w nim decyzji. Uczył nas, że boisko to mikrokosmos – tak jak na parkiecie musisz błyskawicznie reagować na błędy, współpracować w grupie, brać odpowiedzialność za partnera i podnosić się po kryzysach, tak samo musisz radzić sobie w życiu. To od niego przejąłem myślenie, że sport to najlepsza szkoła charakteru. Do dziś staram się przekazywać tę mądrość moim własnym uczniom i zawodnikom.
– Naturalnie, sportowe autorytety mocno na mnie wpłynęły. Jeśli chodzi o parkiet, moimi pierwszymi siatkarskimi idolami były nasze legendarne „Złotka” – reprezentacja Polski kobiet, która w czasach, gdy kształtowałem się siatkarsko, osiągała swoje największe, historyczne sukcesy. Ich waleczność i styl gry budziły ogromny podziw.Z kolei na ławce trenerskiej ogromnie imponował mi twórca tamtych sukcesów, trener Andrzej Niemczyk. Miał niesamowitą charyzmę i potrafił stworzyć drużynę z silnych indywidualności. Jestem jednak przede wszystkim wielkim fanem Andrei Anastasiego. Uwielbiam jego żywiołowy charakter, pasję i specyficzny sposób prowadzenia drużyny, który opiera się na bliskiej relacji z zawodnikami. Nie ukrywam, że bardzo mocno wzoruję się na nim w mojej własnej pracy z młodzieżą.
– Szkolenie w siatkówce, wbrew pozorom, wcale nie zaczyna się od nauki odbić, zagrywki czy taktyki. Zaczyna się od budowania grupy, relacji i wzajemnego zaufania. Siatkówka to sport bezkontaktowy z przeciwnikiem, ale skrajnie kontaktowy wewnątrz własnego zespołu. Na parkiecie musisz oddać serce za koleżankę obok. Dlatego na samym początku uczę młodzież odpowiedzialności za drużynę i szacunku do wspólnej pracy. Dopiero na tym fundamencie mentalnym możemy budować technikę. Moja cała dotychczasowa droga trenerska jest związana wyłącznie z żeńską siatkówką – nigdy nie pracowałem jako trener z chłopcami. Mogę więc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że praca z dziewczętami to fascynujący, ale i wymagający proces, w którym kluczem do sukcesu jest psychologia. Dziewczęta potrafią pracować tytanicznie i są niezwykle ambitne, ale każdy trening i mecz wiążą się u nich z potężnymi emocjami. Tutaj trener musi być w równej mierze szkoleniowcem, co psychologiem i bacznym obserwatorem. W pracy z żeńską drużyną absolutnym fundamentem jest atmosfera. Dziewczyny muszą czuć się w zespole bezpiecznie i wiedzieć, że błąd na boisku to element nauki, a nie powód do dramatu. Trzeba potrafić z nimi rozmawiać, wyczuwać nastroje, tonować napięcia w zarodku i nieustannie budować ich pewność siebie. Kiedy dziewczęta poczują, że trener im ufa i tworzą prawdziwy monolit, są w stanie wznieść się na wyżyny i grać z niesamowitym poświęceniem. To praca, która wymaga ogromnego wyczucia, ale daje gigantyczną satysfakcję.
– Głęboko wierzę, że ten największy sukces... jest jeszcze cały czas przede mną. Oczywiście, każdy wygrany turniej, każdy medal mistrzostw Podkarpacia, awans czy udany mecz moich wychowanek w barwach UKS 15 Przemyśl przynosi ogromną dumę i radość. Podobnie jak momenty, gdy widzę, że moje zawodniczki idą dalej w świat i nie kończą swojej przygody ze sportem po opuszczeniu murów szkoły. Jednak jako trener i nauczyciel nie potrafię i nie chcę osiadać na laurach. Sport uczy patrzeć zawsze w przód, w kierunku kolejnego wyzwania. Każdy nowy sezon, każda nowa grupa dziewcząt, która trafia pod moje skrzydła, to nowa czysta karta i szansa na osiągnięcie czegoś wyjątkowego. Ten głód wygrywania, rozwijania się i podnoszenia poprzeczki wciąż we mnie płonie – dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy sam jako dzieciak biegałem za piłką. Dlatego nie podsumowuję jeszcze swojej kariery. Najlepsze mecze, najważniejsze tie-breaki i największe triumfy z moją drużyną są wciąż do zdobycia.
– Tak, śledzę ich losy bardzo uważnie i zawsze mocno im kibicuję. Dla trenera nie ma większej nagrody niż widok wychowanki, która wypływa na szerokie wody. Doskonałym tego przykładem jest Emilia Kuźniar, która kontynuuje swoją karierę za oceanem i obecnie gra w akademickiej drużynie w Stanach Zjednoczonych. Widok swojej zawodniczki realizującej sportowe pasje na tak wysokim poziomie daje ogromną satysfakcję i dowodzi, że praca, którą wykonujemy tutaj, w Przemyślu, ma głęboki sens. Moim wielkim, trenerskim marzeniem jest wychowanie reprezentantki Polski. Chciałbym kiedyś zobaczyć dziewczynę, która stawiała swoje pierwsze siatkarskie kroki na naszym parkiecie, ubraną w koszulkę z orłem na piersi. Wierzę, że przy odpowiednim talencie, twardym charakterze i ciężkiej pracy, to marzenie jest do zrealizowania. Skoro mój największy sukces jest wciąż przede mną, to kto wie – może właśnie w tej chwili na naszym treningu rośnie przyszła kadrowiczka?
– Moje podejście jest proste: warunki są tylko warunkami i nigdy nie mogą stać się wymówką do rezygnacji z marzeń. Owszem, w murach samej Szkoły Podstawowej numer 15 mamy małą salkę, która ma swoje oczywiste ograniczenia. Przez kilka lat dosłownie tułałem się z drużyną po różnych obiektach w Przemyślu, żeby zapewnić dziewczętom możliwość gry. Można powiedzieć, że co rok mieliśmy nową salę. Taka logistyczna partyzantka potrafi zmęczyć, ale brak własnej, dużej hali na miejscu nigdy mnie nie podłamał i nie sprawił, że dopadły mnie chwile zwątpienia. Zamiast narzekać, zawsze szukałem rozwiązań. Dziś w szkole z powodzeniem prowadzę szkolenie w ramach Klas Mistrzostwa Sportowego, a grafik mamy już stabilnie poukładany. Główne zajęcia treningowe realizuję na hali POSiR, natomiast mecze ligowe oraz część treningów rozgrywamy na sali II Liceum Ogólnokształcącego. Jak widać, siatkówka uczy elastyczności nie tylko na boisku, ale i w życiu. Lata spędzone „na walizkach” tylko nas zahartowały. Pokazaliśmy, że profesjonalne szkolenie buduje się przede wszystkim sercem, pasją i twardym charakterem, a nie tylko nowoczesnymi ścianami.
– Dokładnej liczby osób, które po prostu chciały trenować, nie jestem w stanie podać – nigdy nie prowadziłem takich statystyk. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że przez 20 lat mojej dotychczasowej pracy trenerskiej przez moje ręce przewinęły się setki zawodniczek. Przez te dwie dekady widziałem pełen przekrój postaw: były dziewczęta, które rezygnowały już po pierwszym treningu, gdy zderzyły się z dyscypliną i zmęczeniem, ale były też takie, które zostawały ze mną do samego końca, tworząc trzon drużyny przez długie lata. Dla mnie jako trenera każda z tych osób była ważna. Te 20 lat pokazało mi, że hala sportowa to miejsce, przez które przetacza się prawdziwa rzeka ludzkich historii, a moim zadaniem było wyciągnąć z każdej z tych dziewcząt to, co najlepsze – nie tylko sportowo, ale i życiowo.
– Tutaj nieocenioną i absolutnie fundamentalną rolę odgrywa moja małżonka Joanna. Powiem wprost: bez jej stałego wsparcia, zrozumienia i miłości nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj. Asia jest dla mnie żywym przykładem niesamowitej cierpliwości, tolerancji i przede wszystkim – moim najlepszym przyjacielem. Podziwiam ją każdego dnia. Moja żona nie dość, że wzorowo ogarnia własną pracę zawodową, dom i nasze córki, to wieczorem, kiedy wracam po długich treningach, ma jeszcze siłę i chęć, by być moim najbliższym doradcą. Bardzo często pomaga mi w rozwiązywaniu trudnych sytuacji, które naturalnie rodzą się wewnątrz żeńskiego zespołu. Jej spojrzenie z kobiecej perspektywy jest dla mnie bezcenne. Pozwala mi lepiej zrozumieć emocje moich zawodniczek i podjąć mądre decyzje trenerskie. Ten klub i te sukcesy to w równym stopniu moja praca, co jej codzienne, ciche wsparcie na rodzinnym zapleczu.
– Jeśli chodzi o wejście na szczebel centralny i walkę o II ligę, to zderzamy się tutaj z dwoma zasadniczymi problemami. Pierwszym i najważniejszym są finanse. Gra w II lidze państwowej wymaga nieporównywalnie większych nakładów finansowych – to zupełnie inne koszty transportu, organizacji meczów, opłat sędziowskich czy licencji. Drugą kwestią jest sama tożsamość naszego klubu. UKS „15” Przemyśl to z założenia klub młodzieżowy. Naszą główną misją i priorytetem, na którym bez reszty się skupiamy, jest od podstaw profesjonalne szkolenie dzieci i młodzieży. Rozgrywki seniorskie na poziomie III ligi, które z powodzeniem prowadzimy, mają ściśle określony cel: to ma być poligon doświadczalny. Chodzi o to, aby dać szansę ogrywania się w seniorskiej, twardszej siatkówce wyróżniającym się zawodniczkom z naszych grup młodzieżowych. Dołączenie do sztabu trenera Piotra Pajdy z Jarosławia to dla nas świetny impuls rozwojowy – to szkoleniowiec z dużym doświadczeniem, które bardzo pomaga w podnoszeniu jakości tej pracy. A co musiałoby się stać, by Przemyśl pokochał siatkówkę? Kibice zawsze idą za sukcesem i wielkimi emocjami. Przemyślanie kochają sport, co widać na innych dyscyplinach. Aby trybuny zapełniły się fanami siatkówki, potrzebujemy stabilnego, dużego sponsora tytularnego, który pozwoliłby nam ze spokojną głową myśleć o II lidze i zbudowaniu silnej tożsamości seniorskiej. Potencjał ludzki mamy ogromny, dziewczęta zostawiają na parkiecie serce. Gdyby do tej naszej pasji dołączyło solidne, długofalowe wsparcie finansowe, Przemyśl szybko przypomniałby sobie, dlaczego siatkówka jest naszym sportem narodowym.
– To dla mnie ogromny zaszczyt, ale przede wszystkim traktuję to wyróżnienie jako wielkie docenienie pracy, którą wykonuję na co dzień – i to nie tylko w strukturach klubowych w Przemyślu, ale także na rzecz całego Podkarpackiego Wojewódzkiego Związku Piłki Siatkowej. Taki medal nie jest jednak zasługą tylko jednego człowieka. Odbieram go jako sukces całego naszego środowiska, wszystkich ludzi, którzy przez te lata pomagali mi budować przemyską siatkówkę. Korzystając z okazji, chcę wymienić osoby, które miały ogromny, a często fundamentalny wpływ na ten sukces. W tym miejscu ze szczególnym wzruszeniem muszę wspomnieć zmarłego niestety Jana Bucia – to właśnie on wprowadził mnie do trenerki, zaufał mi na początku mojej drogi i ukształtował jako młodego szkoleniowca. Jego wkład w to, kim dzisiaj jestem jako trener, jest nie do przecenienia. Nic nie działoby się również bez wsparcia i zrozumienia ze strony władz miasta – dziękuję prezydentom Przemyśla, panu Robertowi Chomie oraz panu Wojciechowi Bakunowi. Moja praca nie byłaby możliwa bez doskonałej współpracy z dyrekcją szkół: dyrektorami SP 15, panem Mirosławem Barem i panem Arturem Mykitą, a także dyrektorem II LO panem Mariuszem Zamirskim. Ogromne podziękowania kieruję również do Krzysztofa Książka, Pawła Janickiego, Anny Gali, Julity Kawiak-Sanockiej oraz Kingi Flader. To ludzie, na których zawsze mogłem i mogę liczyć. Dla trenera Złota Odznaka PZPS to z jednej strony piękne podsumowanie dotychczasowych 20 lat spędzonych na parkietach, a z drugiej – potężny zastrzyk motywacji do dalszego działania.
– O motywację jestem spokojny – nie zabraknie mi jej dopóki na treningach będą pojawiać się dziewczęta, z którymi będę mógł pracować. Jak już wspominałem, każda nowa zawodniczka to zupełnie inna historia. Ta ciągła wymiana energii i patrzenie, jak młode talenty rozwijają się pod moimi skrzydłami, daje mi ogromną siłę. Jeśli chodzi o marzenia, to oprócz tej wspomnianej reprezentantki Polski, mam jeszcze jedno, bardzo konkretne: zagrać mecz i poprowadzić treningi na pełnowymiarowej hali przy SP 15. I wie Pan co? Coś jest na rzeczy, w tym temacie wreszcie widać realne postępy, więc szybciej może spełnić się marzenie o hali niż o reprezentantce. Nowa, własna hala na pewno doda mi potężnego zastrzyku dodatkowych sił i motywacji do tego, by właśnie na tym nowym przemyskim parkiecie wychować upragnioną kadrowiczkę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze